Książki100 najważniejszych zdjęć świataDaj się ocenić i oceniajPytania i odpowiedziBitwa na fotografieCytaty dla fotografaNajczęściej wyszukiwane

Dołącz do nas

Google+

Daj się ocenić i oceniaj



  • Autor:
    Komentarzy: 4


  • Autor:
    Komentarzy: 10


  • Autor:
    Komentarzy: 7


  • Autor:
    Komentarzy: 13


  • Autor:
    Komentarzy: 9


  • Autor:
    Komentarzy: 7


  • Autor:
    Komentarzy: 19
  • Jerusalem ...
    Jerusalem ...
    Autor: MAXMROZ
    Komentarzy: 31


  • Autor:
    Komentarzy: 10


  • Autor:
    Komentarzy: 22
  • wyspa swietej marii
    wyspa swietej marii
    Autor: lukas-photography
    Komentarzy: 15


  • Autor:
    Komentarzy: 29
  • W ciszy...
    W ciszy...
    Autor: Świechowski
    Komentarzy: 13


  • Autor: Andypolska
    Komentarzy: 20
  • ,,,
    ,,,
    Autor: fotoraf
    Komentarzy: 25

Analiza fotografii, jako przedmiotu artystycznego i estetycznego

Analiza fotografii, jako przedmiotu artystycznego i estetycznego

Dlaczego analiza fotografii została przedstawiona na przykładzie dzieła malarskiego zwłaszcza, że artykuł ukazuje się w portalu branżowym o fotografii? Przyczyna jest dosyć prozaiczna. Wynika z mojego wrażenia, że bardzo duża część ludzi interesujących się fotografią nie docenia malarstwa, jednocześnie zachłystując się nowym sprzętem i oprogramowaniem do obróbki plików zdjęciowych. Mało tego, ocenia fotografie bez użycia odpowiednich kategorii estetycznych oceny obrazu, często nad wyraz emocjonalnie, tym samym krzywdząc twórców. Najpierw trzeba zrozumieć podstawowe kategorie estetyczne.


Czy zdjęcia można analizować jak obraz?


Jestem naprawdę ciekawy, czy odbiór fotografii zmieni się po zapoznaniu z, chociaż szkicowo ujętą, historią malarstwa i sposobami jego interpretacji na podstawie jednego, XIX-wiecznego płótna Stanisława Masłowskiego. Zachęcam gorąco do spróbowania podobnej analizy z wykorzystaniem obrazów fotograficznych, zwłaszcza tych ilustrujących ten artykuł. Spodziewam sie braku istotnych różnic w obydwu procesach. Dlaczego tak jest? A może obraz Masłowskiego można odebrać jako fotografię?

Reklama

 I. Przedmiot materialny - obraz (fotografia)

1. Stanisław Masłowski (ur. 1853 r., Włodawa, zm. 1926 r. Warszawa).

2. Obraz nosi tytuł Wschód księżyca. Powstał w roku 1884, w okresie silnego wpływu malarstwa Józefa Brandta i Józefa Chełmońskiego na twórczość Masłowskiego. Późniejsze jego obrazy przedstawiają już subiektywne, impresjonistyczne konstrukcje malarskie.

3. Przedmiot analizy znajduje się w Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach.

4. Elementy "malowidła" Wschód księżyca – olej na płótnie o wymiarach 124 x 220 cm.

Stanisław Masłowski Roman Ingarden

Niko Guido, Nymph


II. Analiza przedmiotu artystycznego

1. Kompozycja, zespoły plam barwnych, płaszczyzna i głębia.

Obraz przedstawia warstwę plam barwnych o wąskiej rozpiętości tonalnej, która rozpada się jak gdyby na dwa zbiory z elementami wspólnymi. Pierwszy z nich to zbiór nie-kolorystyczny z dominującą czernią (w zakresie fizykalnego interpretowania nie jest ona kolorem) i oddzielającymi się od niej odcieniami grafitu i szarości, przechodzącymi w końcu w silnie przełamany błękit. Drugi ze zbiorów zawiera elementy znacznie bardziej określone (charakterystyczne). Widoczne jest przejście od nieprzełamanej żółci do złożonego z wielu tonów barwowych, koloru pomarańczowego z przełamaniem czerwienią. Mimo przytłaczającej czerni ciepłe akcenty nie gubią się w niej, rozdzierają malunek, by scalić całość malowidła.

Kompozycja jest złożona z "elementów prostych". Pod tym pojęciem ukrywa się prostota, która oznacza tzw. pochodzenie użytego elementu z rzeczywistości" wraz ze zmianami dokonanymi przez artystę. Grupa drzew (między nimi wschodzący księżyc, a może zachodzące słońce?) położone są asymetrycznie względem punktu spotkania linii perspektywicznych obrazu, jeśli założymy intuicyjnie, że patrzymy od dłuższego boku prostokąta do wewnątrz "przedstawienia". Przesunięcie to pogłębia zabieg "wymuszenia skierowania" oczu patrzącego właśnie na ten element i jakby myślowego wyodrębnienia go z dość przejrzystego interpretacyjnie tła (co nie oznacza, by było ono również do końca jasno pokazane na płótnie). Kompozycję da się wpisać w prostokąt, lecz optycznie złamany w stronę przesunięcia perspektywicznego grupy drzew wraz z odbiciem w lustrze wody mętnego światła księżyca i rozmytego rysunku krawędzi drzew. Jednak bardziej konstrukcyjnie obiektywne jest umieszczanie zbiegu linii perspektywicznych poza centralnym punktem dzieła. Punkt przecięcia znajduje się w przy lewej krawędzi płótna. Linie prowadzą oko od przeciwległego krańca ku stopniowo ocieplającej się barwowo zasadniczej części "malunku".

Obraz utrzymany jest w tonacji ciemnej. Obraz wymyka się jednowymiarowości. Możemy wyróżnić dwa plany. Plan pierwszy zamyka w sobie główne elementy obrazu, jest wysunięty ku obserwatorowi i dzięki temu wydaje się zasadniczy, wręcz patetyczny i monumentalny. Plan drugi natomiast został zespolony z odległą powierzchnią końcową obrazu, chociaż oglądający może także wydzielić w nim szereg mniejszych obszarów przestrzennych, co dodaje całemu obrazowi pewnej łatwości i zarazem niejednorodności tematycznej w odbiorze. Linia horyzontu została umieszczona nieco powyżej symetralnej krótszych boków prostokąta obrazu. Szczególną uwagę zwraca tzw. "tunel perspektywiczny", utworzony przez wdarcie się elementu planu drugiego (księżyc) do planu pierwszego, który dodatkowo zostaję podzielony na dwa równoległe punkty. Między nimi znajduje się ważna kompozycyjnie smuga światła o ciepłej barwie. Mogłoby się wydawać, że obraz zostaje pozbawiony spójności przez ten podział, ale to nieprawda. Wszystkie te elementy służą zamknięciu kompozycji, a sam "tunel perspektywiczny" jest jedną z jej ważniejszych części. Dodatkowo wrażenie głębi zapewnia przyciemnienie grafitowym błękitem tła. Przyciemnienie biegnie aż do linii horyzontu. Jest on jedną z prostych, które tworzą z linią drzew "krzyż obrazu". Misterna konstrukcja światła i cienia składa się z czterech prostokątów zespolonych w całość.

Stanisław Masłowski Roman Ingarden

Hank W. Miller, Last Sunrise of 2002

Jeśli chodzi o określenie budowy użytych w obrazie brył geometrycznych, to można z całą pewnością stwierdzić, że nie mam tam kształtów załamujących się pod kątem prostym, nic nie przypomina figur często spotykanych w malarstwie współczesnym, które tworzyć można za pomocą obliczania wektorów położenia. Oczywiście nie należy widzieć w tym obrazie wyłącznie brył obłych, ponieważ chodzi tu o coś zupełnie innego. Wschód księżyca nie został namalowany schematycznie – zastosowanie ukształtowania bazującego na sześcianach, graniastosłupach i innych przestrzennych formach wymusza brak realizmu, bowiem rzeczywisty kształt jedynie odwołuje się do intencjonalnie znanych kształtów idealnych, lecz nie jest nim prima facie. Obraz Masłowskiego nie zawiera form czystych przedmiotów i to zarówno przy porównywaniu z rzeczywistością, jak i z modelem geometrycznym. Dominuje brak barw czystych, występują barwy przełamane szarością i odcieniem żółci. Wizerunek przedmiotów w perspektywie malarskiej jest rozmyty chociaż nie na tyle, by utraciły one tożsamość kształtu realnego. Perspektywa ta wyraża się klasycznym schładzaniem koloru i zanikiem linii w kierunku od planu pierwszego do dalszych. W obrazie Masłowskiego jest widoczne przejście do kolorystyki zimnej. Jedynym wyłamaniem się jest wizerunek księżyca i pochodząca od niego ciepła dominanta okolic nieba. Można określić to malarskością przedstawienia.

Autor: Odys J. Korczyński



1 2 3



Oceny artykułu: 0% 0% ocen: 0

Czytaj także



Komentarze Użytkowników

Niezalogowanych Użytkowników prosimy o zalogowanie się przed dodaniem komentarza.


Domyślny avatar To nie jest analiza, to jest wyjątkowo mętny opis tego, co przedstawia obraz - co jest rzeczą samą w sobie absurdalną, ale dla ludzi z wykształceniem z zakresu tradycyjnej historii sztuki całkowicie normalną.



Jednakże jest to zupełny i potworny pseudo-naukowy i intelektualny bełkot (przepraszam za ostre słowo).
2010.05.27 15:23, guerilla # 

avatar bogusia Dziękujemy za wypowiedź. Ciekawi jesteśmy opinii pozostałych czytelników. 2010.05.27 15:56, bogusia - Redaktor SwiatObrazu.pl # 

avatar Karalus Interpretacja obrazu, estetyka to dziedziny bardzo skomplikowane zarówno w rozumieniu, jak i samej interpretacji - mam tego świadomość. W samej filozofii i sztuce uchodzą, nawet dla niektórych profesorów tych dziedzin, za tak wolne w sensie języka i wyobraźni, że aż graniczne w sensie zrozumienia.



Dla osób z wykształceniem klasycznym, to całkowicie normalne.





W tym tekście starałem się używać prostych zdań, wręcz opisywać obraz, a nie fantazjować. Są w nim także opisane konkretne kategorie estetyczne. Wszystko jest konkretnie odniesione do jednego z najbardziej znanych w Polsce, i to nie tylko z filozofii, profesorów estetyki i interpretacji sztuki malarskiej - Ingardena. Wiem jednak, że, by ten tekst przyjąć, trzeba mieć wiedzę z zakresu podstaw malarstwa, estetyki i kompozycji - nie sądzę, by użytkownik zainteresowany testami i techniką taką wiedzę posiadał. Mało tego, trzeba mieć świadomość, że hermeneutyczny tekst na temat sztuki, literatury, języka, analityki semantycznej zawsze będzie tak wyglądał - będzie intertekstualnie trudny.





Rozbijamy się tu o dwa nurty pisania. Pisanie czysto techniczne i pisanie interpretacyjne. Ubolewam nad tym, że technika funkcjonuje w stosunku do interpretacji i sztuki zupełnie dysjunktywnie. Nie powinno tak być. Dlatego tez chciałem pokazać w tym tekście, że artystyczność fotografii jest artystycznością obrazu fotograficznego i odwrotnie. Mam wrażenie, że zarówno w główce tekstu, analizie jak i zakończeniu, jest to zaakcentowane.



Niestety jednak w dzisiejszych czasach, jak pisał Swetoniusz, "Acta est fabula" na rzecz technicznego, prostego języka.





Pozdrawiam,





Odys J. Korczyński

2010.05.30 17:54, Karalus # 

Domyślny avatar guerilla & wawer1

Podajcie swoje imiona i nazwiska! Zaprezentujcie swoją interpretacje obrazów : niebanalną i wciągającą, pozbawioną intelektualnego bełkotu, elokwentną i intelektualno-naukową.

Ba, chciałbym zobaczyć Wasze prace, cokolwiek malarstwo, fotografię, wydzieranki, pisanki...cokolwiek.



Zastanawiam się dlaczego nie jesteście w stanie wejść w merytoryczny, interpretacyjny dyskurs o zaprezentowanych obrazach przedstawiając własny osąd i analizę?



Znakomicie sprawdzacie się w roli egzekutora tego, co winno a co nie mieścić się w zakresie interpretacji, czyli "wszystko o niczym".



Artykuł świetny! Świetna analiza! Życzę sobie więcej.





2010.06.01 13:43, whitesloope # 

Domyślny avatar Szanowny Autorze, przepięknie zastosował Pan zalew pustosłowia, żeby przykryć brak odpowiedzi na zarzuty postawione przez pierwszych dwóch komentujących. W istocie, wciąż czekam na wyjaśnienie czemu usiłuje Pan mydlić oczy laikom. Po pierwsze, argument, że czytelnikowi Brzytwa Ockhama się w kieszeni otwiera na widok zbył Pan niezbyt mądrą uwagą, że taki tekst "musi być intertekstualnie trudny" (nawiasem mówiąc, czy Pan w ogóle wie czym jest "intertekstualność"?). Po drugie, nie ustosunkował się Pan nawet do zarzutu, że Pański tekst nie jest nawet analizą.



Jako osoba z wykształceniem humanistycznym wiem, co analizą jest, a co nie jest. To co Pan napisał to tylko wstęp do pełnej interpretacji dzieła. Skupił się Pan na aspekcie formalnym, ani słowem nie wspominając o kontekście powstania dzieła. Pańska "analiza" jest wyzuta z jakiejkolwiek refleksji, jest tylko mechanicznym ubieraniem w piękne słówka tego, co każdy na obrazie może zobaczyć sam.



Więcej, usiłuje Pan stworzyć wrażenie, że swoim tekstem zapewnił czytelnikowi wzorzec analizy, dostarczył narzędzia dla jej samodzielnego wykonania. Jest to wprowadzenie go w błąd. Innymi słowy okłamuje Pan zarówno użytkowników tego serwisu, jak i swoich pracodawców. Czy jest do działanie świadome - nie mi to roztrząsać. Niemniej gdy w wolnej chwili zasiadłem do lektury Pana tekstów ze znajomą pracownicą Uniwersytetu Jagiellońskiego, doktorem nauk humanistycznych i dziennikarką, oczy otwierały nam się coraz szerzej ze zdumienia. Pański styl przypominał nam zgorzkniałych cyników (w potocznym rozumieniu tego słowa, gdyż szkołę filozoficzną darzę głębokim szacunkiem) z redakcji poczytnych gazet, cyników, którzy wylewają na papier potoki pustosłowia, wiedząc, że niewiele znajdzie się osób, które powiedzą wprost: "na kilku stronach zmieścił pan treściową pustkę". Nieczęsto spotyka się takich krytyków, gdyż zdają sobie oni sprawę ze smutnej prawdy: mało jest ludzi o warsztacie humanistycznym umożliwiającym oddzielenie ziaren od plew.



Analizując Pański styl mógłbym złośliwie pomyśleć, że dostał Pan niekorzystne warunki na akord, więc mści się na pracodawcy pisząc długie akapity o niczym. Nie rozumiem tylko, dlaczego w Pańskich tekstach zakończenia niejako dopisywane są na chybcika, jakby się Pan z nagła zorientował, że trzeba już z jakiegoś powodu kończyć. Czasem tekst wręcz urywa się nagle, bez konkluzji, jakby ktoś przerwał Panu pisanie wpół myśli - co raczej świadczyłoby, że nie pieniądze są tu problemem, bo przecież ciągnięcie wątku (chyba łatwe, z tego co widzę) powinno się Panu bardziej opłacić. Więc jak to w końcu jest?



Na marginesie: myślę, że sam sposób, w jaki tu trafiłem powinien dać Panu do myślenia. Łącze do Pańskiej "analizy" zaserwował mi przyjaciel, niemal płacząc ze śmiechu i próbując opowiedzieć z grubsza w czym rzecz. Niestety, jego rozbawienie uniemożliwiło mu to, więc musiałem przekonać się na własne oczy. Proszę przemyśleć dobrze, czy w taki sposób chce Pan zdobywać zainteresowanie odbiorcy - nawet najlepszy kabaret może się z czasem znudzić.
2010.06.02 16:08, CyrylL # 

Domyślny avatar Szanowny Panie!

Chyba skasowało Pana komentarz podczas zmiany grafiki na stronie, lecz na szczęście mam w zwyczaju pisać repliki w edytorze tekstu. Dlatego wklejam w oryginale Pańską odpowiedź:
"1. Nie widzę żadnych argumentów, do których musiałbym się odnosić i to jest problem, ale Państwa, nie mój
2. Tekst jest opisem formalnym i nie ma być niczym więcej
3. Jeśli się komuś podoba, jest mi bardzo miło, jeśli nie, nie będę rozdzierał szat na swojej piersi
4. Uwielbiam kabaret
5. Wszelkie dyskusje na temat formalizmu w sztuce uważam za głęboko bezpłodne
6. To ciekawe, że niezrozumienie zwykle łączy się z agresją
7. Podzielę się z Państwem taką moją małą tajemnicą - Moim językowym wzorem jest Ludwig Wittgenstein, a kabaretowym Joker z Batmana"

A oto więc odpowiedzi:
Ad 1. Oto one, cieszę się, że mogę pomóc:
- "To nie jest analiza, to jest wyjątkowo mętny opis tego, co przedstawia obraz"
- "jest to zupełny i potworny pseudo-naukowy i intelektualny bełkot" i "Pseudointelektualne nudy. Nie dało się dobrnąć do końca tekstu"
Fukaniem na czytelników niczym urażona pannica nic Pan nie zdziała, a tylko bardziej zniechęci do czytania.
Ad 2. Jeśli tekst jest opisem formalnym i nie ma być niczym więcej, to proszę nie tytułować go analizą.
Ad 3. Zostały przeciw Pana tekstom wysunięte argumenty merytoryczne (choć w niektórych przypadkach w emocjonalnej otoczce), a nie cudze widzimisię.
Ad 4. Chwali się to Panu.
Ad 5. Nikt prócz Pana nie dyskutuje na temat formalizmu, a nawet Pan mówi o nim w tekście - nie zaś w komentarzach. Proszę odnosić się do argumentacji, która faktycznie padła, nie zaś do własnych wyobrażeń na jej temat.
Ad 6. Proszę wyjaśnić pod czyim adresem była ta uwaga? Czy właśnie obraził Pan czytelnika sugerując, że krytykuje tekst, którego nie zrozumiał? Źle to świadczyłoby nie tylko o Panu, ale o całym serwisie w ogóle.
Ad 7. Ludwig Wittgenstein był niewiarygodnie inteligentnym człowiekiem, a jeden akapit w jego tekstach, zawierał w sobie więcej treści niż niejedna książka. Zachęcam do długiego zastanowienia nad tym zdaniem, a także do nabrania dystansu i pokory.
2010.06.03 22:33, CyrylL # 

avatar Karalus 1. Dziękuję za opinie. Uważam, że nie ma żadnych merytorycznych przyczynków do odpowiedzi, Państwo uważacie, że są - każdy ma prawo do własnego zdania.

2. Proszę mi nie zarzucać braku dystansu i pokory, ponieważ nie ma Pan podstaw empirycznych do tego, nie zna mnie Pan osobiście. Formułowanie takich twierdzeń w stosunku do kogoś, kogo się nigdy na oczy nie widziało, moim zdaniem jest wysoce niewłaściwe.

3. Znam doskonale życie i twórczość Ludwika Wittgensteina i z poziomu specjalizacji magisterskiej, i z poziomu pracy doktorskiej, łącznie z tekstami oryginalnymi, a nie tłumaczeniami na język polski.

4. Sądzę, że wszelkie dalsze ciągnięcie tego wątku nic nie wniesie do problemu. Być może spotkamy się na jakimś szkoleniu z zakresu DTP albo fotografii, które będę prowadził, i wtedy podyskutujemy (lub wykładzie z zakresu semiotyki).

Pozdrawiam,

Karalus
2010.06.04 11:57, Karalus # 

Domyślny avatar Zważywszy na ton Pana odpowiedzi sądzę, że nie musi się obawiać mojej obecności na Pańskich wykładach, nieistotne czy będą one dotyczyć fotografii czy LudwiGa Wittgensteina. Będę je też odradzał przyjaciołom, podobnie jak wizyty w tym portalu i udział w jego przedsięwzięciach - Pana tekst trafia do moich zakładek jako argumentacja, której będę używał.

Do moderatora: proszę się nie kłopotać z kasowaniem komentarzy, na wszelki wypadek dokumentuję je zrzutami ekranu.
2010.06.04 12:08, CyrylL # 


Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu i w żaden sposób nie odzwierciedlają poglądów prezentowanych przez właścicieli i administratorów SwiatObrazu.pl. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.




Spis treści

Najnowsze fotografie

promyczek Ogień W ciszy... start Przed burzą ciepło światło