Archiwum

Prokoncepcja

Prokoncepcja

 

 

Niki z zapałem rozpoczął swoją dzisiejszą aktywność porannym przeglądem prasy.

Po wczorajszych informacjach na temat afery Amber Gold postanowił czytać wszystko
co napisane drobnym drukiem, by odkryś wszystkie kruczki i móc ostrzec w porę
wszystkie staruszki i młode wysportowane i niekoniecznie biegłe w sprawach
finansowych kobiety! Niestety jego uwagę przykuły tajemnicze (czemu nie
ma się co dziwić zważywszy na jego wiek) teksty o antykoncepcji… Rozpoczęła
się seria pytań… Odpowiedzi plątały się między chęcią uświadomienia a …
no własnie czym…  Mniejsza o to…

Najważniejszą konstatacją i jakże owocną okazała się myśl o przekrzywieniu naszej cywilizacji w kierunku ANTY.

Długo wymienialismy wszechobecne ANTY, ale… zaczęliśmy i skończyliśmy na
ANTYKONCEPCJI…
Czemu zatem nie promować PROKONCEPCJI?!- wykrzyknął N.
No właśnie, czemu nie?…

Przystąpiliśmy zatem do dzieła!

Odbyliśmy rodzinną naradę i szybko ustaliliśmy, żeby wypuścić na rynek jakiś artykuł zachęcający do PROKONCEPCJI czy jak wolą niektórzy dorośli PROKREACJI!

Ale po kolei…

Udaliśmy się  do naszej szopy i po około 15 minutach cały plan był gotowy!
Ustaliliśmy nazwę roboczą naszego dzieła na PP czyli PRZYSPIESZACZ PORODU!
Od razu pojawiło sie trochę problemów… Niektórych składników po prostu nie
mieliśmy… W tak istotnej sprawie cenne jest każda chwila (statystyki wskazują, że  dzietność spada szybciej niż topnieje lód w Chilijskich górach). Rozdzieliliśmy się i każdy z nas zdobywał je na własną rękę.
Oczywiście poprosiliśmy też o pomoc naszych przyjaciół.

 

Ja z sąsiadem Heńkiem udaliśmy się do miasta

 

Tam zaraz ruszyłem do mojego ulubionego marketu

 

ale kazało się, że tylko na bazarku dostanę potrzebne ziarenka… Niestety, słono zapłaciłem… Najprawdopodobniej wytrawna sprzedawczyni wyczuła, że jestem zdeterminowany…

 

Gorzej powiodło się sąsiadowi. Nim dojechał swoją Ukrainą Luizę zamknęli…

 

Na szczęście wziął z sobą komórkę i wysłał żonę do Trzaskowa, gdzie działa 24 godzinny…

 

Heniek tak przeżył porażkę, że wyciągnął wszystkie zaskórniaki z parabanku X (na szczęście chociaż tu zdążył…  mieli jeszcze nie tylko reklamy ale i gotówkę!) i zainwestował w 4 (chyba) kółka.

 

Piszę chyba, bo jeszcze nie dojechał z powrotem, więc albo opija interes, albo… tu wersji jest kilka. Marian, drugi sąsiad, mówi, że pewnie zgubił koło i szuka go po rowach (ale pewnie to plotka wymyślona przez jego konkubinę).

Co by nie mówić o Marianie i jego najbliższych, dobry z niego chłop i też coś niecoś dla nas wygrzebał w swoim najlepszym Market Punkcie!

 

Po resztę wysłaliśmy letników, którzy rozbili się na naszej łączce.

 

Nawet Brutus chciał się dołożyć, ale odrzuciliśmy jego propozycję (a nuż jakiś zawistnik wezwie Sanepid?)

 

Tak nam ta higiena zaczęła krążyć po głowie, że wszyscy rzuciliśmy się do mycia lewych dłoni!

 

Zresztą sprawa wkładu mięsnego zaraz znalazła rozwiązanie. Wykroiłem co trzeba od oddanej nam przez sąsiada Zenona (tego od koszenia pasa startowego) jego ulubienicy… No cóż- powiedział- czego nie robi się w słusznej sprawie! Może nie będzie potrzeba tego ich in vitro?


 

Wróciliśmy do szopy i dziarsko wzięliśmy się do roboty!

 

Każdy intuicyjnie robił to co do niego należało.

 

I jak to bywa, najmniejsi byli najbardziej wykorzystywani…

 

Lenka była jednak autentycznie w swoim żywiole.

 

Wkrótce wyciągnęliśmy z piekarnika to…

 

Pierwszy wypiek okazał się porażką…
Bynajmniej nie chodzi o kolor czy kształt trumny…

 

Nakarmione nim nasze koty wkrótce  urodziły…

 

… myszki…

 

Ułożyliśmy je w trocinach, ale ich przyszłość jawi nam
się raczej w ciemnych barwach. Pierwszy test już wkrótce, gdy przyjdzie pora
karmienia… Kto będzie karmiącym a kto jedzonym? Trudno nam sobie wyobrazić
Ciwatę karmiącą własną piersią myszy… ale zobaczymy…

I nagle doznałem olśnienia- gdy samo niemal mnie nie oślepiło…

 

JAJKO! Zapomnieliśmy dodać symbolu życia…

Na wszelki wypadek Lena sprawdziła jeszcze raz wszystko od A do Z

 

i okazało się, że popełniliśmy jeszcze jeden błąd.  Trzeba Słońca! Trzeba Słońca! – krzyczała na całe podwórze.

Teraz poszło już jak  z płatka! W końcu trening czyni mistrzem!

 

Dzban na ugaszenie pragnienia i…

 

… do pieca na trzy zdrowiaśki

 

i wyszło…

 

…pięknie po prostu!

Miłka pobiegła zjeść chleb na górkę…

 

zaraz oczywiście do niej dołączyłem i wkrótce mogła już tańczyć w odmiennym stanie, jak to u nas gadają :)

 

Oczywiście dostała bukiet róż i chyba z tych emocji zamiast do kranu po wodę do wazonu pobiegła nad rzekę…

 

No cóż… emocje! Apogeum było jednak dopiero wieczorem, kiedy na świecie pojawiła się Hania!

 

My z Nikim cieszyliśmy się po swojemu.

 

Okazało się, że nasz produkt działał jeszcze następną dobę…

Mała jadła i jadła…

 

…przybywało jej szarych komórek, tak, że wciąż trzeba jej było dostarczać nowych wyzwań. W końcu połączylismy się z Karpowem i mieliśmy czterdzieści minut spokoju…

 

Oczywiście poszliśmy spać… a po partyjce Hania znikła…Niezastąpiony (w pewnych sprawach-rzecz jasna) Brutus dał z siebie wszystko!

 

i znalazł ją na podwórku sąsiadów!

Znów mogliśmy się cieszyć naszym maluszkiem!

 

Po pięciu minutach pielucha stała się pełna. Nasz produkt opuścił organizm!

Skrzynka e-mailowa jest za to pełna… Prośby od staruszek i młodych, wysportowanych kobiet nadchodzą z całej Polski a nawet Wietnamu! Oczywiście pomożemy wszystkim potrzebującym, prosimy tylko o trochę cierpliwości! Nasza akcja TRWA!

 

14 września 2012 | oglądano: 1961 | głosów: 2 | komentarze (0)