Fotograf ślubny, cz. I - ogólnie o fachu fotografa ślubnego

Fotograf ślubny, cz. I - ogólnie o fachu fotografa ślubnego

Fotograf ślubny - hasło, które w wyszukiwarce Google w dniu pisania tego artykułu generuje 2,390,000 wyników (dwa miliony trzysta dziewięćdziesiąt tysięcy!!!). Fotograf ślubny to już nie tylko zawód, ale pojęcie socjologiczne i społeczne. Ostatnie lata, kiedy przed ołtarzem stanęły tysiące młodych Polaków z wyżu demograficznego przełomu lat 70. i 80., sprawiły, że popyt na usługi fotograficzne stał się przyczynkiem do eksplozji tego rynku do niespotykanych rozmiarów. Kiedy zacząłem się interesować fotografią, internet raczkował, rynek fotografii ślubnej zdominowany był przez tzw. zakłady fotograficzne, a jakiekolwiek wzorce i pomysły można było co najwyżej czerpać od sąsiada fotografa.


Wstęp


Czytaj także: Fotograf ślubny, cz. II - praca fotografa ślubnego krok po kroku
Czytaj także: Fotograf ślubny, cz. III - przygotowania do ceremonii
Czytaj także: Fotograf ślubny, cz. IV - ceremonia
Czytaj także: Fotograf ślubny, cz. V - przyjęcie weselne

Fotograf z przeszłości korzystał w swojej pracy z analogowej lustrzanki, siłą rzeczy ograniczony kosztami, jakie generował zakup negatywów (tylko 36 klatek w rolce!), ich niskimi użytecznymi czułościami oraz niejednokrotnie własną  mało rozbudzoną wyobraźnią z braku inspiracji z zewnątrz. Trudno było sobie wówczas wyobrazić sytuację, w której podczas jednego ślubnego reportażu można będzie wykonać tysiąc i więcej ujęć, by móc z nich komfortowo wybrać trzydzieści procent końcowego materiału. Cała analogowa postprodukcja sprowadzała się do wywołania w poniedziałek po ślubie negatywów w zaprzyjaźnionym labie i zrobienia z nich odbitek. Czy ktoś jeszcze pamięta te czasy? Nie było też do dyspozycji tylu jasnych obiektywów, a typowy negatyw miał czułości od 100 do 400 ISO. Koszt amatorskiego filmu oscylował w okolicach 15 zł za rolkę, a profesjonalnego – wielokrotność tej kwoty. Pracując w kościele, w zasadzie nie miało się okazji wyłączyć lampy błyskowej, która z uwagi na niskie czułości filmów negatywowych stanowiła główne źródło światła (w ciemnym kościele przy 400 ISO nawet obiektyw o jasności 2.8 był po prostu ciemny). Systemy pomiaru błysku były na tyle omylne, że tylko wysoka tolerancja negatywów na błędy naświetlania ratowała zdjęcia przed katastrofą. Witryny zakładów fotograficznych straszyły przechodniów z rzadka wymienianymi wyblakłymi fotografiami nowożeńców w nienaturalnych pozach, na statycznych tłach typu "jelenie na rykowisku" czy "snopek siana". Tak było jeszcze niedawno.

Reklama
Profesjonalny fotograf ślubny - wzory pism i umów z komentarzem

Rozwój fotografii cyfrowej ostatnich lat to prawdziwa eksplozja multimediów. Eldorado dla producentów sprzętu fotograficznego, ale też dla przeciętnego zjadacza chleba, którego stać wreszcie na zakup wymarzonego aparatu bez potrzeby zaciągania kredytu. Fotografia od zawsze była pasjonującym i zajmującym hobby. Fotografować chciał niemal każdy, jednak w czasach PRL, które jeszcze pamiętam, tylko elita mogła sobie pozwolić na zakup lustra, większość z nas zadowolić się musiała "małpką" z plastikową soczewką zamiast obiektywu.
Postęp technologiczny i łatwość w dostępie do sprzętu oraz wiedzy (szybki internet, dziesiątki portali i stron internetowych, poradniki i kursy on-line) sprawiły, że fotografem może być dosłownie każdy. Kiedy rozejrzymy się wokół siebie, okaże się, że aparat fotograficzny posiadają niemal wszyscy, lustrzanka przestała być sprzętem zarezerwowanym dla zawodowców, a wiedza nagle przestała być tajemna.

Właśnie te dwa zjawiska (dostęp do sprzętu, wiedzy i wzrost popytu na fotografię ślubną) zbiegły się w czasie mniej więcej w ostatnim dziesięcioleciu i przybierają na sile.

Wzrost popytu na usługi fotografów ślubnych spowodował w krótkim przedziale czasu podniesienie cen tych usług. Fotografowie z radością odkryli, że chętnych jest więcej, niż mogą przyjąć. Najbardziej topowi, można powiedzieć celebryci branży, wywindowali ceny do granic abstrakcji, nie tracąc w początkowym okresie impetu i chętnych na ich usługi. Stali się dobrem luksusowym, a dobra luksusowe wymykają się prostym regułom ekonomii i rządzą się swoimi prawami, odporne na dekoniunkturę. Z kolei wzrost cen spowodował, że pokusa "by być" fotografem ślubnym stała się jeszcze większa. Jak w żadnym innym znanym mi zawodzie fotograf ślubny startujący od przysłowiowego zera mógł bez większego ryzyka zainwestować i odzyskać z nawiązką pieniądze w jeden ślubny sezon! Na fali modnych od kilku lat dofinansowań dla osób bezrobotnych rozpoczynających działalność gospodarczą zaczęły pączkować kolejne firmy z branży ślubnej, doprowadzając do nasycenia rynku. Odnosi się to nie tylko do ślubnych fotografów, ale i konsultantów ślubnych, portali ślubnych, katalogów i usług związanych z rynkiem ślubnym. Tak dobrnęliśmy do roku 2011. Roku rosnącej wciąż liczby zawieranych małżeństw i zalewu rynku przez fotografów ślubnych rywalizujących nie tylko jakością, ale również ceną.

Fotograf ślubny

Fot. Elwi i Jacek Radunc www.Lovelywedding.pl

Autor: Jacek Radunc



1 2 3 4 5 6 ... 8



Oceny artykułu: 83% 17% ocen: 6

Czytaj także



Komentarze Użytkowników

Niezalogowanych Użytkowników prosimy o zalogowanie się przed dodaniem komentarza.


Domyślny avatar Maleje liczba małżeństw, a nie rośnie. Również budżet weselny jest bardzo ograniczony. Koszty wesel przewyższają wpływy z tytułu prezentów, dlatego państwo młodzi coraz częściej rezygnują z dodatków. Proces ten będzie się pogłębiał. Ze względu na rozwój tanich lustrzanek coraz częściej "pstrykał" będzie znajomy. Czarno widzę ten rynek. 2011.06.21 17:15, celeberc # 

Domyślny avatar Aby być dobrym fotografem ślubnym nie wystarczy wyobraźnia, wiedza i talent. Wielu samozwańczych frustratów ślubnych. We własnym mniemaniu mistrzów świata i okolic. To zaopatrzeni w jakieś śmieszne 400D/50D i obiektyw klasy L ze światłem 4 rzeźnicy. Aby faktycznie wykonywać tak ciężką reporterkę trzeba wpompować w interes nie parę groszy z dofinansowania ale wielokrotność tej kwoty. I wcale nie jestem onanistą sprzętowym - do kolejnych zakupów podchodzę bez emocji - tylko realistą. Jak widzę ogłoszenia typu; "...pracujemy na profesjonalnym sprzęcie marki Nikon takim jak D80 i D90, itd. itp..." to nie wiem czy się śmiać czy płakać. Takich pseudo samozwańczych artystów jest tak wielu na rynku, że zaczynam współczuć tym którzy muszą odsiać ziarno od plew. Dwa dni temu moja znajoma, która nie bardzo wie jak się trzyma lustro w ręce ogłosiła na Facebooku; "Kochani! Zmieniłam profil działalności na fotografię ślubną, niebawem strona internetowa, zapraszam :)" Nawet nie wiem czym ona chce zbudować to portfolio skoro sprzęt pożycza od kogo się da bo nie ma swojego. Najlepsze jest to, że zawsze znajdzie się kilku takich, którzy aby zaoszczędzić na prawdziwym fotografie zatrudni taką Panią "fotograf" bo jest tania i pewna siebie! Niestety ta profesja to nie bułka z masłem. Aby wyjść ze swoim! sprzętem na pierwszy ślub trzeba kilku lat nauki i praktyki, zrozumienia złożoności kwestii technicznych, codzienne przeglądanie setek dobrych zdjęć, które budują naszą wrażliwość i uczą patrzeć bardziej wnikliwie na świat, to ciągłe poszukiwanie nowych pomysłów zwłaszcza we własnej głowie, bo kopiowania tego co się zobaczyło nie zaliczam do pomysłów, w końcu tysiące godzin spędzone przed komputerem aby nauczyć się zinterpretować to co uchwyciło oko w sposób niebanalny. Ale najważniejsza w tym wszystkim jest samokrytyka i pokora wobec fotografii oraz uczciwość i szacunek wobec klienta. 2011.06.21 19:10, smakobrazu # 

Domyślny avatar nie zgodzę się z jedna wypowiedzią "smakobrazu" ze klasa sprzętu świadczy O FOTOGRAFIE nie ma znaczenia jaki kto ma aparat i często gęsto jaki obiektyw, oczywiście ze mając lepszy obiektyw jestem w stanie zrobić więcej , i bardziej kreatywnie, ale to nie aparat robi zdjęcia tylko człowiek i co z tego ze ktos ma super nikona z pełna klatką i ekstra obiektywy, jak nie potrafi ocenić światła, i albo prześwietla albo niedoświetla zdjęcia, co z tego ze jego aparat jest super i obiektywy, jak nie ma wyobraźni, mnie nie stać na drogi sprzęt mam nadzieje jaką 50ke kupić niebawem ale do dnia dzisiejszego pracuje na NIKONIE D60 z kitowym obiektywem i kilka filtrów, a początki kiedy aparaty cyfrowe wchodziły to CANON I MINOLTA z 4megapikselową matrycą za ponad 2500zł wtedy, a teraz -- tylko czy matryca odzwierciedla jakoś zdjęcia ... wątpię i nigdy tak nie będzie...fotografia to nie pstrykniecie obrazka to wizja otaczającego nas świata, smaku , proporcji, ekspozycji , czy wyczucia chwili, trochę artyzmu w duszy, to są właśnie walory fotografa, ZAZNACZAM .. nie sprzęt robi zdjęcia tylko człowiek, mogę tu wstawić wiele dobrych obrazów robionych "małpką" z 4megapikselową matrycą.

MOJE ZDANIE
" Uczyń ze swego umysłu artystyczne rozumienie świata, a uczynisz świat piękniejszy niż jest. Nie patrz na wszystko obojętnie, patrz tak abyś widział szczegóły. Bo nie ważne w życiu są lata, ale chwile które zobaczysz tylko raz, a na zdjęciach będziesz do nich wracał."
2011.06.21 21:23, artur-sosnowiec # 

Domyślny avatar A jednak sprzęt jest bardzo ważny bo ten sam fotograf zrobi lepsze zdjęcie na lepszym sprzęcie, a "profesjonalista", który nie jest w stanie dorobić się profesjonalnego sprzętu (nie semipro) jest kiepskim widać fotografem. Pewno, że może mu się wiele zdjęć udać ale zawsze aparat klasy amatorskiej będzie większym ograniczeniem niż aparat profesjonalny. Nie słyszałem by jakikolwiek fotograf zawodowy z agencji fotograficznej na zachodzi pracował na sprzęcie amatorskim - to nie do pomyslenia - chyba, że ma taki kaprys. A gadanie że "nie aparat robi zdjęcia ... ", to powtarzana częściowa tylko prawda, przez ludzi, którzy poza amatorkę nie są w stanie się przebić. 2011.06.21 21:53, AdamCCS # 

Domyślny avatar Panie Arturze, nie było moim zamiarem nikogo obrażać tylko uświadomić, że nie posiadając odpowiednich narzędzi nigdy nie jesteś w stanie pokazać żadnej jakości. Samym talentem nie osiągnie się super wyników. My tu nie mówimy o fotografii w ogóle ale o ślubach, a to kawał ciężkiego chleba. Powiem szczerze dopiero pełna klatka, użyteczne kosmiczne wartości iso i jasne stałki dają możliwość tak naprawdę wykonywania tego zawodu. W ciemnym kościele, gdy ma Pan do dyspozycji użyteczne iso max 1600, ciemny kit i o zgrozo mocno podkręconą lampę... to niech mi Pan nie opowiada o jakości i artyzmie bo ja widzę raczej wypociny, które trzeba mocno ratować postprodukcją. Proszę pooglądać fotki z dobrej klasy obiektywów i porównać z tym co wypluwa z siebie Pana zestaw, jeśli nie widzi Pan różnicy to bez komentarza. Życzę Panu sprzętu marzeń i przyjemności z jaką pracuje się na wysokiej jakości plikach. 2011.06.21 22:45, smakobrazu # 

Domyślny avatar smakobrazu: czyli co, fotografia ślubna na wysokim poziomie narodziła się w 2007 roku wraz z Nikonem D3, tak? Za czasów kliszy nie było dobrej fotografii ślubnej, tak? Ośmielam się nie zgodzić z Twoimi powyższymi argumentami. Dobry czarodziej światła z lampami poradzi sobie w każdych warunkach nie wychodząc poza ISO100 (na kliszy). 2011.06.22 01:17, Remedy # 

Domyślny avatar Myślę, że tak własnie jest, obecna jakość zdjęć ślubnych jest na nieporównanie wyższym poziomie niż 20 lat temu. A to za sprawą sprzętu, który poczynił rewolucyjny skok. Jeśli to trzeba fotografowi tłumaczyć to ja się już tego nie podejmuje. 2011.06.22 01:57, AdamCCS # 

Domyślny avatar Panie Artur-sosnowiec, z przykrością muszę stwierdzić, że sprzęt ma znaczenie!
Ostatnio byłem, po części zmuszony, robić zdjęcia na ślubie znajomych, tylko dlatego że nie byłem w stanie żadnym argumentem przekonać, że z d70s nie będzie dobrych zdjęć (No ale przecież masz lustrzankę), teraz to N 3100 ma lepszą jakość. U mnie to nawet na iso 200 szumi w pomieszczniach, szkoda gadać. Minimum to teraz (u Nikona) D700+24-70. A niedługo to D800. Z czymś takim to można użyć swojej wyobraźni, doszukać się pokładów skrycie drzemiącego gdzieś głęboko talentu :)

PS. Na D60 pracujesz pan - na ślubach? Gratuluję mocnych nerwów.
2011.06.22 10:28, Kaftan # 

Domyślny avatar Rynek w branży ślubnej jest dziś jaki jest ...
Mnie boli fakt, że profesjonaliści z wieloletnim doświadczeniem tak strasznie narzekają na tych mniej doświadczonych, robiących im niewygodną konkurencję. Tylko jak ma zdobyć doświadczenie taki ktoś? Musi od czegoś zacząć i nie może od razu żądać za sesją 4-6 tys., bo przecież nie ma doświadczenia i renomy. Dlatego za ślub bierze 1000-1500 zł i cieszy się z doświadczenia. Pytanie czy informuje o tym stanie rzeczy (że jest jeszcze nie tak doświadczony jak niektórzy) klienta? Ja mówię, ale znajomym, jak mówię prawdę obcym, to nie chcą takiego fotografa. Więc jak zdobyć klienta na początku drogi? Mówiąc prawdę czy udając pewnego siebie artystę z doświadczeniem?
2011.06.22 11:50, yotka # 

Domyślny avatar Mnie z kolei irytują osoby na co dzień zatrudnione w innej branży, dorabiające jednym, dwoma zleceniem w miesiącu, którymi może się zająć po pracy. To w dużym stopniu rozszerza nabrzmiałą bańkę fotografów ślubnych. Na prawa rynku nic nie poradzimy, natomiast osoba z niewielkim doświadczeniem, jadąca na P(rogramie) całe wesele notorycznie nie doświetlając i kadrując: głowa w centrum reszta sufit, jedynie robiąc cz-b z kontrastem ksero lub kolor jak kros na denaturacie mogą obronić swe dzieła nazywając je sztuką. Coś tak spartolonego można obronić jedynie naciągając na sztukę. To bękart coraz inteligentniejszych aparatów i oprogramowania do obróbki. Rynek się kurczy i utrzymujący się z fotografii będą mieli mniejsze żniwa, za to znajomych pstrykaczy będzie przybywało. Kilka przypadkowo zrobionych zdjęć stanowi dla laika ciekawe portfolio, wspomniane desperackie obrabianie zdjęć widzą jak coś nowego i atrakcyjnego, tańszego. Po otrzymaniu wykończonego materiału po setnym zdjęciu nie da się na to patrzeć. Na koniec pozdrawiam wszystkich maniaków podglądania innych zdjęć, przez co tworzą się grupy wzajemnej adoracji robiące takie same zdjęcia, bez stylu, bez charakteru za to z mrocznymi fotkami walącymi po głowie kontrastem i kolorem. 2011.06.22 13:02, jakubczyk # 

Domyślny avatar nie zgadzam się z kolegą powyżej. Sama jak to trafnie ujął autor tego artykułu jestem dwu etatowcem. Rzeczywiscie jest ciężko pogodzić dwa rozbiezne etaty w życiu. Jednak zawsze można znależć jakiś złoty środek. W obecnej sytuacji nie potrafiłabym wybrać jednego zawaodu ponieważ oba zawody kocham i mam to szczęście, że jeszcze mi za to płacą. Fotografia to sztuka której nigdy do końca nie można poznac i zawsze czegoś nowego się uczę. Do tego stanu który obecnie mam dochodziłam przez kilka lat i kosztowalo mnie to duzo wysiłku i pogodzenia kiliku rzeczy naraz. W mojej okolicy skąd pochodzę rzadko spotyka się fotopstryków ktorzy jadą przez cały czas na P czy A , chyba raczej odeszi już do lamusa jedyne w czym można się prześcigać to chwile, momnety i perspektywa w jakich można zrobić to niepowtarzalne zdjęcie. Fakt martwi mnie to , że coraz więcej osób zajmuje się tym ot tak zupelnie przypadkiem ale uważam, że dobry fotograf nie ma się o co martwić. Sprzęt jak najbardziej odgrywa dużą rolę i wieksze mozliwości wykorzystania światła zastanego dla mnie profesjonalne body i jasne szkła to podstawa. Co do oglądania zdjęć tych wybitnych to uważam że jest to świetny sposób na poszerzenie swoich poglądów i zawsze cos nowego mozna wnieść do swoich warsztatów. 2011.06.22 13:29, Żaneta # 

Domyślny avatar Zauważam, że sam artykuł jak i niektóre wypowiedzi są tendencyjne. Wynika z nich, iż tylko profesjonaliści na własnej działalności i z super sprzętem mają prawo robić zdjęcia na ślubach. Rozmówcy dowodzą, że nowe podmioty to "partacze", a na domiar złego odbierają chleb "profesjonalistom". A gdzie jest miejsce na swobodę działalności? W każdej branży znajdą się solidni fachowcy i zwykli wyrobnicy. Ci solidni mają wzięcie (nawet przy wysokich stawkach za usługi), zaś wyrobnicy szukają zajęcia na rynku. Fotografia i profesjonalizm w niej to bardzo subiektywne pojęcie. Nad gustami się nie dyskutuje. Osobiście wiele prac profesjonalistów mnie nie zachwyca. Poprawność techniczna to czasem za mało. Ja osobiście unikam dzielenia fotografów według klucza "czarny-biały". Zalecam również ostrożność przy ocenie innych. Pamiętajmy, że osoby znające swoją wartość z natury są skromne. Skąd zatem tyle krzyku o konkurencję na rynku fotografii ślubnej? 2011.06.22 14:49, uzytkownik_16301 # 

Domyślny avatar Zauważam, że sam artykuł jak i niektóre wypowiedzi są tendencyjne. Wynika z nich, iż tylko profesjonaliści na własnej działalności i z super sprzętem mają prawo robić zdjęcia na ślubach. Rozmówcy dowodzą, że nowe podmioty to "partacze", a na domiar złego odbierają chleb "profesjonalistom". A gdzie jest miejsce na swobodę działalności? W każdej branży znajdą się solidni fachowcy i zwykli wyrobnicy. Ci solidni mają wzięcie (nawet przy wysokich stawkach za usługi), zaś wyrobnicy szukają zajęcia na rynku. Fotografia i profesjonalizm w niej to bardzo subiektywne pojęcie. Nad gustami się nie dyskutuje. Osobiście wiele prac profesjonalistów mnie nie zachwyca. Poprawność techniczna to czasem za mało. Ja osobiście unikam dzielenia fotografów według klucza "czarny-biały". Zalecam również ostrożność przy ocenie innych. Pamiętajmy, że osoby znające swoją wartość z natury są skromne. Skąd zatem tyle krzyku o konkurencję na rynku fotografii ślubnej? 2011.06.22 14:49, uzytkownik_16301 # 

Domyślny avatar Panie 16301 tu nie chodzi o to czy jest się profi czy nie tylko o elementarną uczciwość i nie robienie z siebie głupca opisując swoje usługi jako artystyczne. Osobiście nie czuję się zagrożony przez rzesze ludzi którzy próbują swoich sił. Stosunkowo często tracę też klienta dlatego, że jestem autentyczny i nie sprzedaję się za wszelką cenę. Tu nie chodzi o to, że kilku chłopców uczy się i dorabia sprzętu o większych możliwościach. Problem w tym, że często ci chłopcy to zwyczajne cwaniaczki szukające jelenia. A przecież wystarczy powiedzieć taki mam styl, taką jakość, taką wrażliwość jeśli to Państwu odpowiada jestem do dyspozycji. Panie Remedy trafił Pan prawie w sedno, prawdziwa fotografia ślubna pojawiła się wtedy gdy rynek odkrył Panią Kalinę Ciesielską, 5czwartych i wielu, wielu innych zrywających z kiczem i otwierających umysły na coś nowego. Nie chodzi o to czy to się komuś podoba czy nie tylko o sam fakt zrewolucjonizowania postrzegania fotografii ślubnej jako formy własnej ekspresji. Zdjęcia z mojego ślubu robione na kliszy leżą głęboko schowane w szufladzie, nikomu ich nie pokazuję bo jest mi zwyczajnie wstyd. Pomijam kwestie techniczne poziom umysłowy osoby która "pstrykała" na moim ślubie oceniam jako żenujący. I to jest powód dlaczego po raz pierwszy marnuję czas na jakimś forum. Nigdy i nikomu nie życzę tak wielkiego rozczarowania jakie oboje przeżyliśmy z żoną po otrzymaniu zdjęć. Do dziś nie potrafię zrozumieć jak można kłamać opowiadając o swoim profesjonalizmie pokazywać ukradzione komuś zdjęcia i sprzedawać się na rynku. Niestety Tego Dnia nie da się już powtórzyć, reklamacji nie można złożyć. Ciekawe ilu ludzi zaczynających swą przygodę z fotografią ślubną ma świadomość jak wielka odpowiedzialność na nich spoczywa. Pytam nie jako fotograf ale jako były klient! 2011.06.22 18:50, smakobrazu # 

Domyślny avatar Śmiać mi się chce jak czytam tę wojnę. "My świetni, zawodowi fotografowie ślubni a wy dorywczy stoicie tam gdzie wtedy stało ZOMO". Na szczęście panuje wolny rynek i wolność wyboru. I każdy z klientów może wybrać pomiędzy zdjęciami ze ślubu a fotografiami upamiętniającymi wiekopomny dzień. Uczcie się konkurować a nie marudzić. Aby coś osiągnąć nie wystarczy twierdzić jakim to się jest zaje...stym fotografem i ile mi się to należy. Nie ma klientów na waszą pracę? WASZA WINA! albo nie jesteście tak dobrzy jak sądzicie, albo wasza praca nie jest tle warta i wołacie. Czytałem już na forum fotografów ślubnych o kretyńskim pomyśle "licencji fotografa ślubnego". Jak widać trzepanie portkami przed konkurencją się zaczęło na poważnie.
A wystarczy być dobrym i robić swoje. W końcu zgodnie z tezą postawioną w artykule te "dorywczaki" szybko upadną bo popełnią jeden błąd.
Ja tam cieszę się z konkurencji. Mogę świadomie walczyć z samym sobą o bycie lepszym a nie spoczywać na laurach. Nie foce ślubów bo nie trawie atmosfery bigosu, dewolaja i chodzenia na jednego. Nie mniej jednak moja branża niczym od tej waszej ślubnej się nie różni :) Trochę pokory i mniej obarczania innych za wasze porażki.
2011.06.26 21:05, ANONIM # 

Domyślny avatar dosadnie i dobrze powiedziane, panie ObcyPL
2011.06.29 10:26, yotka # 

Domyślny avatar Rozpętała się bezsensowna wojna. Obie strony nie przyjmują do siebie żadnych argumentów. Szczególnie tych o sprzęcie profi. Zwróćcie uwagę na to, że jak macie zlecenie to waszym obowiązkiem jest wykonanie zdjęcia o najwyższej jakości. A taką możliwość daje wyłącznie odpowiedni sprzęt i umiejętności fotografa. I tu wcale nie chodzi o konkurencję! 2011.06.30 14:45, jedras # 

Domyślny avatar Tam zaraz wojna. Ludzie się różnią i tyle. Ja tu żadnej wojny nie widzę. Są rózne umiejętności, różne interesy, a Pan Jacek bardzo dociekliwie problem opisał i tyle. 2011.07.01 15:32, AdamCCS # 

avatar radunc Witam wszystkich i dziękuję za Wasze komentarze. Cieszę się, że artykuł wzbudził zainteresowanie i dyskusję. Chciałem Was zapewnić, że nie było moim zamiarem prowokować do wojny np. między jedno i dwu-etatowcami - bo i po co ? Linia podziału jest płynna,sam byłem dwu-etatowcem, obecnie żyję tylko z fotografii, ale kto wie co będzie za rok, dwa... Ważne by w swojej pracy, nie tylko fotografa ślubnego, podchodzić do tematu poważnie i z zaangażowaniem, a z pewnością to zaprocentuje w przyszłości. Artykuł jest subiektywnym zbiorem przemyśleń, często wynikających z moich osobistych doświadczeń. Jestem przekonany, że tematyka,którą poruszyłem jest obszerna i zróżnicowana tak jak sami fotografowie ślubni :) pozdrawiam serdecznie Jacek Radunc 2011.07.12 09:28, radunc # 


Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu i w żaden sposób nie odzwierciedlają poglądów prezentowanych przez właścicieli i administratorów SwiatObrazu.pl. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.




Najnowsze fotografie

majowa Gładko jak po bruku Samotna na wiosnę Zaduma Zielone pola Kociewia Miejskie zasadzki Sciurus vulgaris