Fotograf ślubny, cz. II - praca fotografa ślubnego krok po kroku

Fotograf ślubny, cz. II  - praca fotografa ślubnego krok po kroku

W poprzednim artykule nakreśliłem bardzo ogólnie cechy zawodu fotografa ślubnego oraz typowe aspekty jego pracy i funkcjonowania na tle całej branży fotograficznej. Teraz spróbuję opowiedzieć o rytmie dnia i specyfice naszej pracy ze szczególnym naciskiem na logistykę i bezpieczeństwo własne, sprzętu no i danych wrażliwych czyli... zdjęć klienta.





Własny styl czy kalka otoczenia


Czytaj także: Fotograf ślubny, cz. I - ogólnie o fachu fotografa ślubnego
Czytaj także: Fotograf ślubny, cz. III - przygotowania do ceremonii
Czytaj także: Fotograf ślubny, cz. IV - ceremonia
Czytaj także: Fotograf ślubny, cz. V - przyjęcie weselne

Każdy zawód ma w sobie coś charakterystycznego, coś, co go odróżnia od innych. Wyjątkową narrację i dynamikę, rozkład akcentów. Nie inaczej jest w zawodzie fotografa ślubnego.

Wbrew pozorom fotografia to nauki ścisłe z nutą fantazji i zwiewności typowej dla sfery sztuki. Niech was nie zmyli lekkość i ulotność fotograficznych arcydzieł, które tak naprawdę są efektem ciężkiej pracy umysłowej ich twórców. Jest to zawód skomplikowany i złożony, gdyż wymaga od fotografa wiedzy rodem z politechniki i wrażliwości na piękno bliższej ASP niż inżynierom, a niestety – zwykle jedno wyklucza drugie. Fotografia ślubna, o czym nie zdążyłem jeszcze napisać, nosi delikatne piętno "gorszej", "mniej szlachetnej". Nie bez powodu krążą w internecie obiegowe pejoratywne zwroty "fotopstryk" czy "fotoziutek". Tysiące amatorów pozbawionych umiejętności i choćby odrobiny talentu latami ciężko pracowało na to, by przeciętny człowiek miał niskie mniemanie o wykonujących ten zawód. Zalew kiczu skutecznie wykreował stereotyp fotografa ślubnego jako osoby, która pstryka zdjęcia, a nie fotografuje. Sami wobec siebie często generalizujemy i dzielimy na tych lepszych i gorszych, na fotoziutków i artystów. Jeśli zdjęcia są skonwertowane do skali szarości (quasi czarno-białe) lub autor dodał białą winietę wokół, mamy już prawie artystę... tylko PRAWIE robi dużą różnicę.

Reklama
Profesjonalny fotograf ślubny - wzory pism i umów z komentarzem

Ktoś napisał, że praca fotografa ślubnego to piekielnie trudny zawód, w którym trzeba żonglować nieustannie przeróżnymi technikami fotograficznymi; gdzie wymagany jest reporterski refleks i agresywność połączone z wrażliwością na piękno i poczuciem estetyki, oko portrecisty, kreatywność fotografa reklamowego i rzetelność dokumentalisty. Do tego koszmarnie trudne warunki oświetleniowe, które stanowią prawdziwy poligon dla naszych umiejętności i sprzętu, którym dysponujemy. Pozornie powtarzalne sytuacje (przygotowania w domu Panny Młodej, ceremonia ślubna, przyjęcie, plener), a okazuje się, że co sobotę jesteśmy czymś zaskakiwani. Każdorazowo zmieniają się ludzie, którzy wprowadzają wokół siebie specyficzny mikro-chaos, niewielkie mało widoczne niuanse powodują, że nie da się nic robić na pamięć, nie ma możliwości zrobienia zdjęć z autopilotem. Warto też pamiętać o tym, że życie lubi zaskakiwać, zwłaszcza kiedy usilnie staramy się robić coś według planu w poczuciu, że mamy nad wszystkim kontrolę. Niestety, nas też dotyczą złośliwości rzeczy martwych i wypadki losowe...

Nie o tym jednak chciałem. Bycie kreatywnym fotografem ślubnym to nie lada sztuka. Dlaczego, spytacie? Otóż by robić z pasją ambitne reportaże ślubne, trzeba to po pierwsze umieć, a po drugie mieć akceptację klienta na taką ekstrawagancję. Wydaje się to śmieszne, jednak za chwilę wam udowodnię, że nie ma w tym nic zabawnego.
Przyzwoity, poważny i umiarkowanie ambitny fotograf ślubny całym sercem i wiedzą dąży do tego, by jego praca była doceniona i budziła zadowolenie klientów. By to osiągnąć, nieustannie inwestuje w sprzęt i swoją wiedzę. Traci wzrok na oglądaniu zagranicznych blogów i trenuje kolejne sztuczki w Photoshopie prezentowane w poradnikach on-line. Nawet jednak jeśli poświęci na to cały swój czas i energię, a zabraknie mu talentu, niewiele wskóra - pozostanie rzemieślnikiem przezywanym przez kolegów od fotoziutka lub kotleciarza. Dużo bardziej dramatyczna jest jednak sytuacja, kiedy ambitny i rozwijający się fotograf zderzy się z rzeczywistością (czyt. rodziną Państwa Młodych). Przeczytałem kiedyś napisany siarczystym, pełnym wulgaryzmów językiem blog pewnego fotografa, w którym ów dowodził, dlaczego nigdy nie zostanie fotografem ślubnym. Muszę przyznać autorowi, że miał sporo racji w tym, co napisał. Otóż, naszym klientem pozornie jest tylko dwoje ludzi, którzy zamierzają wziąć ślub. Tak naprawdę nasze zlecenie "odbiera" od nas cały sztab cioć, babć, wujków i przyjaciół otaczających naszych klientów, szepczących przez ramię "kogo wy wybraliście?". Kiedy wysilicie się na ambitne zdjęcie z obciętymi głowami, bądźcie pewni że znajdzie się ktoś, kto spyta "co miał na myśli autor?" albo co gorsza skwituje to jednym zdaniem: "chyba temu panu coś nie wyszło...".

Fotograf ślubny

Fot. Elwi i Jacek Radunc www.Lovelywedding.pl

Dlatego dążenie do perfekcji i wykreowania własnego stylu musi wciąż podążać za informacją zwrotną, jaką otrzymujemy od klientów. Jeśli przeszarżujecie w stronę fotografii artystycznej, zaniedbując dokumentalizm i normalność, akceptowaną przez typowego odbiorcę, powstanie dysonans tym większy, im więcej trudnych zdjęć znajdzie się na płycie dla klienta. Każdy marzy skrycie o kliencie bezkrytycznie akceptującym to, co nam w duszy gra, jednak takich klientów miewa się od czasu do czasu, sporadycznie. Tylko nieliczni niszowi fotografowie o silnym wizerunku i PR mogą sobie pozwolić na pracę na własnych warunkach od A do Z. Cała reszta, jeśli chce przetrwać, musi szanować fakt, że ich zleceniodawcy oczekują świetnej fotografii, ale przede wszystkim rzetelnego reportażu zrozumiałego dla każdego, kto zobaczy ich album ślubny. Dlatego namawiam do umiaru w stosowaniu nowoczesnych technik obróbki, do dystansu wobec nowych trendów czy dynamicznych kadrów łamiących podręcznikowe zasady. Po latach widzę, że nie można zapominać o tym, iż nasze zdjęcia powstają w jakimś konkretnym celu, to nie są wyłącznie nasze autorskie wizje realizowane na czyjś koszt, ale właśnie praca, za którą ktoś zapłacił, oczekując określonego efektu końcowego. Jeśli macie ochotę na artystyczny odlot, róbcie to na własny koszt i rachunek, spełniajcie się jako artyści, ale po pracy. Kiedy zaś jedziecie z aparatem do kościoła, spróbujcie zrobić to, co umiecie najlepiej, nie rezygnując z własnego stylu z domieszką poprawności politycznej, która nie musi być wadą. Nie jest zwykle tak, że klient wybiera określonego fotografa ślubnego dlatego, że podoba mu się w stu procentach jego styl fotografowania i obróbki. Często o wyborze decydują też inne czynniki. Często wyboru dokonuje się pod wpływem namowy koleżanki lub dla prestiżu (im drożej tym bardziej prestiżowo). Ambitne i trudne kadry podobają się na blogach fotografów, dopóki ogląda się zdjęcia innych par, kiedy przychodzi dzień próby, okazuje się, że w sumie to ze zdjęć czarno-białych nasza niedawna wielbicielka najbardziej lubi te kolorowe..., a skośne kadry ją drażnią bo wszystko leci na lewo i prawo.... przemyślcie to, a będziecie spać spokojniej.

Dodam jeszcze, że w swojej pracy kieruję się jedną zasadą: "nic na siłę". Jeśli widzicie, że macie do czynienia z klientem, z którym nie jest wam po drodze (ta zasada działa w dwie strony), nie starajcie się za wszelką cenę brać takiego zlecenia. Takie postępowanie zemści się za kilka miesięcy, kiedy ostatecznie przekonacie się, że nie dobraliście się ze swoimi zleceniodawcami i ich oczekiwania rażąco odbiegają od tego, co możecie im zaoferować. Lepiej grzecznie się wycofać, niż przeżywać traumatyczne chwile podczas rozliczania z niezadowolonym klientem.
Polecam pewne ćwiczenie uczące dystansu do swoich prac i przelotnych trendów w fotografii ślubnej (rybie oko, Tilt Shift). Odkopcie na dyskach twardych zdjęcia, które robiliście dwa, trzy lata temu. Spójrzcie na nie z dystansem i odpowiedzcie sobie szczerze na pytanie - czy podoba mi się to zdjęcie? Jeśli potraficie być szczerzy z samymi sobą, okaże się, że zbyt "modne" zdjęcia po krótkim czasie tracą świeżość i początkowy "power". Jeśli tak nie jest, albo oszukujecie samych siebie albo... zrobiliście zdjęcie doskonałe.

Autor: Jacek Radunc



1 2 3 4 5 6



Oceny artykułu: 75% 25% ocen: 4

Czytaj także



Komentarze Użytkowników

Niezalogowanych Użytkowników prosimy o zalogowanie się przed dodaniem komentarza.


Domyślny avatar Przeczytałem pierwszą i drugą część z wielkim zainteresowaniem. Jako człowiek z tzw. branży potwierdzam prawdziwość powyższych uwag. Napisane lekko, z dowcipem powinny być obowiązkową lekturą dla stawiających pierwsze kroki w zawodzie fotografa czy filmowca. 2011.06.29 18:58, art69 # 

avatar zdrapek Bardzo konkretne wskazowki, lekko napisane, dobrze się czyta. 2011.06.29 23:01, zdrapek # 

Domyślny avatar Jacku, powinienneś napisać to w formie wydanie książkowego.
Potwierdzam, bardzo dobrze się to czyta.
2011.06.30 07:40, hddk # 

avatar VAAS tak jak przedmówcy - doskonale się czyta i cenne podpowiedzi dla stawiających pierwsze kroki.
Drobny komentarz do ubioru fotografa - zdecydowanie uważam, że należy się szacunek dla zleceniodawców, więc elegancka koszula, spodnie wizytowe to minimum (w mojej ocenie - osobiście na ceremonii zawsze używam krawata i marynarki, które wcale nie przeszkadzają).
Lubie od siebie dodać szczery i przyjazny uśmiech do bohaterów tego wyjątkowego dnia, ale o tym autor zapewne też napisze :)
2011.06.30 09:32, VAAS # 

Domyślny avatar witam,
tak sie zastanawiam, czy autor na sesje dojeżdża 2ma samochodami? skoro wszystko ma podwojone... :)
2011.07.31 20:05, uzytkownik_2940 # 


Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu i w żaden sposób nie odzwierciedlają poglądów prezentowanych przez właścicieli i administratorów SwiatObrazu.pl. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.




Najnowsze fotografie

majowa Gładko jak po bruku Samotna na wiosnę Zaduma Zielone pola Kociewia Miejskie zasadzki Sciurus vulgaris