Jaka to konstrukcja?

Jaka to konstrukcja?

Chciałabym, ale to chyba niemożliwe, żeby symbolem naszych czasów stało się coś konstruktywnego. Najstarsi czytelnicy spytają: jak przedwojenna Gdynia? Dokładnie, jak coś, co stoi po dziś dzień.



Ale czasy II Rzeczpospolitej minęły bezpowrotnie i mimo że jej pomniki stoją do dnia dzisiejszego, w naszych czasach o konstrukcję niezmiernie trudno. Czy w pamięci jakiegoś człowieka zapisał się lot w kosmos albo budowanie dużego miasta od podstaw? Tego nie wiem. Wydaje mi się jednak, że pokolenie JPII będzie miało w pamięci głównie marsze, manifestacje i petycje wyświetlane przed ekranem komputera. Zapewne też przejdzie do ich słownictwa melodyjne powiedzenia, "a za naszych czasów to się chodziło, a chodziło".

Jaka to konstrukcja?

Reklama

Co musi się zdarzyć, żeby zwykły przedmiot, wydarzenie albo człowiek przeszli do historii, co więcej, żeby stali się symbolami czasów? Czy istnieje jakieś prawo, rutyna, uzus w tym względzie i jeśli tak, kto je ustanowił. Patrząc na bojowe zdjęcia Barbary Zarzyckiej z Marszu Równości nie można nie pomyśleć, że kolejna Rzeczpospolita zapisze się w najszerszej świadomości jako ciągła manifestacja. Ludzie, nawiązując do wierszy szarych i burych Białoszewskiego, decydują nogami, głosują nogami i wreszcie tymi nogami wyrażają swoje zdanie.

Jaka to konstrukcja?

Wzniesione w górę ręce z zaciśniętymi pięściami przypominają archiwalne zdjęcia z największych polskich wieców wolnościowych. Obojętnie, robionych ukradkiem czy nie, z towarzyszeniem mediów, zagranicznych korespondentów czy ZOMO. Zgrupowania polskie to motyw, który towarzyszy mi od dzieciństwa. Najpierw społeczność formowała się w kolejce do czegoś, za czymś. Potem w postawie długiego, coraz szczelniejszego muru, który nie pozwalał przedrzeć się nie tylko milicjantom, ale i przeciwnikom. Zresztą w dawnej Polsce przeciwnik nosił najczęściej mundur i był dzięki przywilejom skutecznie izolowany. Autował się na własną rękę.

Jaka to konstrukcja?

Wyobraźmy sobie symbol wszystkich Polaków. Co to musiałoby być? Coś treściwego, odwołującego mieszkańców naszego kraju do przeszłości, konstytuującego ich wokół granic, lekko drażniącego ich spokój, tak aby w czasie wojny łatwo podnieśli na wroga rękę. A wrogiem musiałby być ten, co symbol ten znieważy. Mamy orła. To prawda. Mamy również flagę. Pojawia się ona przy okazji meczy sportowych i rozgrywek na Olimpiadzie. Nie znam jednak Polaka, który ruszyłby na pomoc tonącej fladze państwowej albo orłowi, któremu ktoś wyrywa pióra. Symbole państwowe, które pojawiają się podczas manifestacji politycznych, są z reguły niesione przez faszyzujące bojówki. Zawłaszczenie ich przez paramilitarne organizacje niczego nie wyjaśnia w kwestii symbolu. Poza jednym: od czasów plemiennych najbardziej zagrożone grupy wykorzystywały totemy do nadania sobie mocy. Im bardziej zagrożona i słabsza grupa, tym większe maski i ogniska wokół obozu.

Jaka to konstrukcja?

Zdjęcia Zarzyckiej powstały w gorącej chwili. Miasto szykowało się do walki. Najpierw na ideały, wielkość zgromadzeń, potem na słowa i wreszcie na kamienie. Można powiedzieć: i co z tego? W każdych czasach scenariusz zgromadzeń bywa podobny i powtarzalny. Jak się nie mogą ludzie dogadać, to idą na pole i tam zdobywają nowe argumenty. W przestrzeni miasta walki na słowa i kamienie bywają bardziej zajadłe i niebezpieczne.

Jaka to konstrukcja?

To nie są zwykłe zdjęcia z manifestacji. Siła tych obrazów leży w ich rozpoznaniu rzeczywistości i jej negacji. Dzieje się tu bowiem coś dziwnego. Z jednej strony mamy fotoreporterkę (dawne wcielenie bohatera Antonioniego i kolejnych kultowych filmów), która tropi wydarzenie. Podąża za ludźmi, obserwuje ich z ukrycia i przecina ich drogi. Zadaniem fotoreportera jest zobaczyć i zarejestrować. Dotrzeć możliwie prędko, dojść możliwie blisko i dokumentować. Fotoreporter nie ma czasu myśleć, choć tak postawiona teza wzbudza zwykle wiele emocji. Podejrzewa się bowiem, że fotoreporter nie myśli wcale i nie zna innego zajęcia poza pstrykaniem klatek. W każdym fotografie mieszka przynajmniej dwoje ludzi. Jednen z nich analizuje, śledzi i ocenia, drugi zajmuje się robotą. Wobec wydarzeń na ulicy - czarną robotą. Biorąc pod uwagę dynamikę, niebezpieczeństwo i zagrożenia - często robotą krótkoterminową.

Jaka to konstrukcja?

Piszę to nie tylko dlatego, że zastanawiam się nad warsztatem ludzi robiących zdjęcia na ulicy, ale również dlatego, że ciekawi mnie spojrzenie Zarzyckiej. Jej postawa wobec świata jest co najmniej dwuznaczna. Jak bowiem można w tej samej chwili rejestrować i odwoływać do tradycji? A tak właśnie zostały skonstruowane te kadry. Z ogromnym naciskiem na tradycję.

Jaka to konstrukcja?

Gdybym dostała obrazy z miasta, zdjęcia z manifestacji młodych ludzi, pomyślałabym, że warto napisać o sprawności warsztatowej, skojarzeniach, które wywołują te obrazy. Nie sądzę jednak, żebym mogła pomyśleć o dawnej i najdawniejszej historii kraju. A nawet świata.

A właśnie to robię, pisząc o znakach, symbolach, tradycji czegoś, co odwołuje ludzi do wspólnoty, a potem ich dzieli - do krwi. Piszę to pod wpływem zdjęć Barbary Zarzyckiej, która stanęła naprzeciw manifestacji i kontrmanifestacji, sama ze swoim aparatem.

Jaka to konstrukcja?

Chcecie wiedzieć, o czym myślę pisząc te słowa? O niepozornej, kruchej i neurotycznej Dianie Arbus. Przeciętna gospodyni domowa, która grubo po trzydziestce chwyciła za aparat, żeby pod okiem męża porobić kilka zdjęć z okolicy, przeradza się pod wpływem świata zewnętrznego w bestię. Śledzi i nie może spocząć, zanim nie dopadnie swoich obrazów. Poluje na nie jak na wilki. Wyrusza nocą, łowi w świetle latarni, mlecznego światła szpitali, prosektorium i metra. Im bardziej skąpe światło, tym większym blaskiem świecą jej kadry. Arbus mierzyła aparatem prosto w twarz. Wybierała ludzi charakterystycznych ze względu na ich szpetotę czy wdzięk, a także ze względu na zachowanie na ulicy. Dlatego z czasem coraz częściej bywała na manifestacjach politycznych.

Jaka to konstrukcja?

Opłaciło się. Fotoreporter, który biega z aparatem na smyczy, jest wierny tłumowi jak pies. Może nie myśleć, może nie odczuwać zmęczenia, bólu i ciężaru torby. Kiedy biegnie wraz z tłumem na spotkanie gwiazdy, kiedy oczekuje pod ważnym budynkiem sądu czy senatu, kiedy manifestuje niezadowolenie społeczne, jest w pracy. I na powierzchni życia utrzymuje go rodzaj twórczego transu. To dlatego reporterzy paskudnie się starzeją. Bez gracji, byle jak, w biegu, podążając za swoim fantomem.

Kiedy oglądam skromne, wyprane niemal ze znaków naszych czasów zdjęcia młodej fotoreporterki, myślę, że jedynym zadaniem człowieka z aparatem jest robić zdjęcia. To znaczy nie koncentrować się na sobie, ale ludziach i wydarzeniach. I jest to zadanie - cel, dzięki któremu nawet najbardziej pochyła konstrukcja wszech czasów ma szansę przetrwać.

Jaka to konstrukcja?

Największą biedą reportera i każdego artysty jest pycha. Kiedy twórca zapomni o swoim miejscu (a jest to bez wątpienia miejsce skromne, z tyłu pochodu lub w boku), jest zgubiony. Przeklęte są również czasy, o których mówi, bo może kłamać, fałszować i wygadywać rzeczy, których nikt nie akceptuje. Artysta wywyższony przegrał. Dlaczego to piszę? Bo wydaje mi się, że nastały czasy ulic; wielkich i małych kroków, którymi ludzie odmierzają siłę swojego gniewu. Gdzie w takim razie powinien pracować reporter?

Ale wróćmy do symboli, tych najbardziej rozpoznawalnych przedmiotów, ludzi i zdarzeń. Dzięki wytrawnemu oku Zarzyckiej, która potrafiła wyłowić z manifestacji tradycję polskich zebrań, skojarzeń na ich temat i wyobrażeń, otrzymaliśmy podsumowanie. Może nawet schemat, a może właśnie symbol. Najprostsze skojarzenie na temat ludzkich zgromadzeń.

Jaka to konstrukcja?

Nie muszę wiedzieć, czego dotyczyła ta manifestacja i w czyjej obronie ruszyła krzywym chodnikiem miasta. Czy tego dnia padał deszcz czy śnieg? Szare światło zdradza nam pierwsze skojarzenie dotyczące naszego kraju. Spytajcie cudzoziemców, z czym kojarzy im się Polska. Powiedzą bez chwili wahania, że z szarością, mrocznym światłem i przygnębieniem, które wisi w powietrzu. Światło polskiej melancholii widać na zdjęciach Zarzyckiej. Są nieostrość typowa dla polskiego pijaczka, zagniewany tłum strasznych mieszkańców, ksiądz stojący pod latarnią i Żyd zadumany nad miastem. Zarzycka sięga do figur obrosłych tradycją, tych, które wyłażą z poezji i najstarszych obrazów malarskich. To dlatego te zdjęcia ogląda się z takim przejęciem. Niekoniecznie jako dokument naszych czasów.

Jaka to konstrukcja?

Czym jest kwint esencja manifestacji? Może kadrami takimi jak te, które widzieliśmy nieraz w podręcznikach do historii. Może właśnie na tak płaskich obrazach widać wyraźnie, że podzielone społeczeństwo jest tak samo udręczone, pokaleczone i zmartwione z obu stron barykady. Wybiera jednak zupełnie inne środki, żeby to wyrazić.

Dzięki skromnym fotografiom ulicznym dochodzimy do istoty zachowania człowieka. Jego najprostszego znaku na ziemi. Ocieramy się o archeologię i antropologię kultury. W końcu na zdjęciach z manifestacji widzimy, że sam człowiek przeradza się w znak. I jest tak samo głośny jak robotnik poznański z czerwca `56, robotnik ze stoczni, robotnik z Radomia, intelektualista z Warszawy. Młodzi w obronie inności wybrali najlepszą polską tradycję. Wyszli na ulice. Bo buty młodych nie powinny zaznać spokoju.

Jaka to konstrukcja?

Kiedy świat polityczny, realny i medialny dzieli się na pół, warto przypomnieć sobie najprostsze definicje symbolu i znaku. W jej ramach, czy się to komuś podoba, czy nie, mieści się prawo zmienności, modyfikacji, a nawet wielości. Tak, nie jednym symbolem państwo żyje. Zamiast walczyć o pierwszeństwo jednego z symboli może warto uznać, że natura dopuszcza wielość.

Oglądając te fotografie muszę się też uśmiechnąć. Bo wiem, że manifestuje coraz mniej Polaków, a zdecydowana ich większość siedzi w tym czasie przed telewizorem. I jest jak w złudnym, wirtualnym świecie, w którym nic nie dzieje się na oczach człowieka, a wszystko na oczach reżysera. Zanim zdecydujemy wyjść lub zostać następnym razem, warto przypomnieć sobie, że sztuczny świat rodzi nie tylko iluzję, ale przede wszystkim utopię. Obojętnie jaką, rosyjską czy kubańską.

Jaka to konstrukcja?

Na pytanie, czy odebrać honorowe obywatelstwo miasta Gdańska Guenterowi Grassowi, 70% mieszkańców miasta odpowiedziało: nie. Nie wyrazili swojego zdania nogami ani nawet ustami, ale za pośrednictwem kliknięcia. Jakie fotografie mogłyby powstać w takich okolicznościach?

Może pora poznać polski ranking na temat symboli narodowych. Opublikował go niedawno tygodnik "Wprost". W opinii Polaków symbolem naszego kraju są nie tylko Leszek Balcerowicz, Lech Wałęsa czy Adam Małysz. Na pierwszych miejscach wśród przedmiotów plasują się ni mniej, ni więcej tylko Internet, supermarket i agencja towarzyska. Budujące jest to, że Polacy jak dawniej lubią gromadę, życie stadne, a nawet towarzyskie.

Autor: Agnieszka Kłos






Oceny artykułu: 0% 0% ocen: 0

Czytaj także


Inne artykuły autora



Komentarze Użytkowników

Niezalogowanych Użytkowników prosimy o zalogowanie się przed dodaniem komentarza.



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu i w żaden sposób nie odzwierciedlają poglądów prezentowanych przez właścicieli i administratorów SwiatObrazu.pl. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.



Najnowsze fotografie

Przebisnieg Ząb czasu... Wiosna, ach to ty... Ktoś mi zakosił jabłko;) KENIA A świstak siedzi i zawija te listki;) W GÓRACH HALNY