Jan Bebel - wywiad

Jan Bebel - wywiad

"Aby zrobić dobre zdjęcie jazzu, trzeba przede wszystkim lubić muzykę. Można jej nie znać, ale trzeba lubić". Jan Bebel w wywiadzie dla SwiatObrazu.pl.









Strona 1


Tomasz Wojciuk: Kiedy zaczął pan fotografować?
Jan Bebel: Jak miałem dziesięć lat, czyli dosyć dawno temu. Dochodziłem do wszystkiego sam. Pierwsze zdjęcia jazzu zrobiłem w 1983 roku, na koncercie Milesa Daviesa.

T. W.: Wiele osób twierdzi, że rozpozna pana zdjęcia wszędzie, o każdej porze dnia i nocy.
J. B.: Coś w tym jest. Moje fotografie są plastyczne, mają czystą formę, zwartą kompozycję i lubią "oddychać". Chętnie zostawiam na zdjęciach dużo wolnej przestrzeni, są wtedy o wiele lżejsze. W młodości oglądałem bardzo dużo albumów i wystaw malarskich. Pasjonowałem się także grafiką.
Wynikało to z tego, że w latach 60. czy 70. albumów fotograficznych w Polsce po prostu nie było, a jeśli nawet, to za koszmarne pieniądze. Jakiś krytyk powiedział kiedyś, że "łapię" światło z taką kontrą jak Caravaggio. Trochę w tym prawdy, bo rzeczywiście bardzo lubię kontrujące oświetlenie.
Na ostateczny kształt mojego warsztatu miało wpływ także to, że w młodości bardzo dużo eksperymentowałem w ciemni.

Jan Bebel wywiad fotografia muzyka fotografia koncertowa jazz
Con Fuoco Didier Lockwood Wroclaw, fot.: Jan Bebel

Reklama

Jan Bebel wywiad fotografia muzyka fotografia koncertowa jazz
Czeslaw Niemen Warszawa, fot.: Jan Bebel

Jan Bebel wywiad fotografia muzyka fotografia koncertowa jazz
Marcin Masecki, fot.: Jan Bebel

Jan Bebel wywiad fotografia muzyka fotografia koncertowa jazz
Shirley Horn Warszawa, fot.: Jan Bebel


T. W.: Czy to prawda, że w ciemni można zrobić ze zdjęciem cuda?
J. B.: Oczywiście, pod warunkiem że ma się do tego smykałkę, no i... zapał do ciężkiej pracy. Zawsze wywoływałem negatywy bardzo cienko, na granicy ryzyka obróbki. Dzięki temu udawało mi się wydobyć więcej szczegółów w najciemniejszych partiach obrazu i uzyskać niepowtarzalną plastykę. Swego czasu, razem z kolegą przerobiliśmy nawet powiększalnik, tak aby świecił punktowo. Wykorzystaliśmy domowy patent przywieziony z byłego ZSRR. Niesamowicie zwiększało to kontrast i ostrość. Do osiągnięcia pożądanego, niepowtarzalnego efektu potrzebny był jeszcze enerdowski papier BBN - moim zdaniem lepszy nawet od Ilforda - i kontrastowy wywoływacz.

Autor: Tomasz Wojciuk



1 2 3 4



Oceny artykułu: 100% 0% ocen: 1

Czytaj także



Komentarze Użytkowników

Niezalogowanych Użytkowników prosimy o zalogowanie się przed dodaniem komentarza.



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu i w żaden sposób nie odzwierciedlają poglądów prezentowanych przez właścicieli i administratorów SwiatObrazu.pl. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.




Spis treści

Najnowsze fotografie

Przebisnieg Ząb czasu... Wiosna, ach to ty... Ktoś mi zakosił jabłko;) KENIA A świstak siedzi i zawija te listki;) W GÓRACH HALNY