Koniec wakacji - czas na zdjęcia

Koniec wakacji - czas na zdjęcia

Koniec lata to dla wielu rodzin i znajomych posiadaczy aparatów czas męki – teraz zaczną się spotkania, podczas których trzeba będzie oglądać zdjęcia z wakacji...



p>Rewolucja cyfrowa, jaka dokonała się w fotografii w ostatniej dekadzie ma gigantyczną wadę: teraz po wakacjach zamiast 3-4 klisz (4x36=144 zdjęcia), przywozimy do domu tysiące i setki tysięcy zdjęć. Z jednej strony to dobrze, że pojemność kart pamięci daje mozliwość zabawy aparatem, eksperymentowania bez lęku, że skończą nam się negatwy albo że zbyt drogo będzie kosztowało zrobienie odbitek. Teraz nie trzeba się tym przejmować – można "strzelać” do woli, a później wszystko za darmo obejrzeć na monitorze komputera. A jednak nie wszystko jest takie radosne – bo przecież te zdjęcia trzeba będzie pokazać jeszcze rodzinie i znajomym!

I tu zaczyna się dramat. Bo wśród fotografujących urlopowiczów nie jest rozpowszechniona zasada segregacji i selekcji zdjęć. Zresztą wśród wielu studentów fotografii także – więc niby skąd mają o niej wiedzieć amatorzy. No i tym samym dla osób, które kiedykolwiek powiedziały publicznie, że lubią oglądać zdjęcia zaczyna się coroczny horror. Bo jak wytrzymać pokaz sześciu tysięcy zdjęć z wakacji w Tunezji? A gdy dodać jeszcze fakt, że 90% tych zdjęć nie różni się niczym od siebie i pokazuje wyłącznie uśmiechnięte buzie na tyle morza/pisaku/zabytku – tylko wyszkolona asertywność może pomóc jakoś wybrnąć z opresji. Jednak nie każdy potrafi się od takiego seansu wymigać – zrobiłby tym przecież przykrość autorom zdjęć, bo oni myślą, że ich fotografie są rewelacyjne... (a swoją drogą pewnie dla nich takie są, bo łączą się z emocjami, wspomnieniami, jednak oglądający je widz już przecież tych emocji nie czuje).

A mogłoby być tak miło. Wystarczyło by, gdyby przed wizytą gości, którym chcemy pokazać zdjęcia, poświęcić trochę czasu na przygotowanie pokazu. Pierwsza rzecz: selekcja zdjęć. Oczywiście nie mam złudzeń, że takie działanie kiedykolwiek się powszechnie przyjmie, ale oczami wyobraźni możemy zobaczyć, że spośród tych 6 tysięcy fot wybieramy np. 500 (to i tak dużo) – żeby były na nich wszystkie wakacyjne atrakcje, przygody i wydarzenia, ale nie powielane w dziesiątkach takich samych ujęć. Później te zdjęcia zgrywamy na płytę i wrzucamy do odtwarzacza dvd (mało kto chyba czegoś takiego nie posiada – a już szczególnie ci, którzy jeżdżą na wakacje do Tunezji). W ten sposób, gdy przyjdą goście gasimy światło i robimy ok. godzinny pokaz jak w kinie. Wszyscy siedzą wygodnie (a nie wchodzą sobie na głowę, cisnąc się przed monitorem laptopa), ilość zdjęć i czas trwania pokazu ich nie zdąży znudzić, a i w tych komfortowych warunkach opowieści i anegdoty, towarzyszące zdjęciom jakoś chyba bardziej mogą bawić.
Tak niewiele trzeba, żeby już nigdy więcej wrześniowe imprezy w gronie znajomych nie kojarzyły się z męką oglądania dziesiątków tysięcy zdjęć, z których każdego można by użyć do znanej z dzieciństwa zabawy „znajdź 10 szczegółów, którymi różnią się te dwa obrazki”...
 

Reklama

Autor: Anna Cymer






Oceny artykułu: 0% 0% ocen: 0

Czytaj także


Inne artykuły autora



Komentarze Użytkowników

Niezalogowanych Użytkowników prosimy o zalogowanie się przed dodaniem komentarza.



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu i w żaden sposób nie odzwierciedlają poglądów prezentowanych przez właścicieli i administratorów SwiatObrazu.pl. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.



Najnowsze fotografie

pod drzewem bielikowe kung-fu Wojtusiowy las Las w zimie Stos brzozowy Gałęzie Dłużyca