rss Wydanie Nr 73/2010 strona główna fotografie archiwum forum foto foum wideo
 
                                  
 
  Galeria Bezdomna podczas festiwalu ..
Konkurs fotograficzny "Akt z ..
Afgańska ruletka - wystawa zdjęć z ..
Poznaj swoją lustrzankę w Poznaniu
Poznaj swoją lustrzankę w Warszawie
 
 
 
PARTNERZY


 

 
 
 
swiatobrazu.pl/mobile
 
 
 
WSPÓŁPRACA

Webbest.eu

 
 
   
 
Poniedziałek, 08 lutego 2010 roku , godzina 12:30
Autor: Jacek Bonecki
czytano: 5114 razy

Mój Dakar 2010

Mój Dakar 2010
Kolejny Dakar przeszedł do historii. Pod wieloma względami jest to wydarzenie wyjątkowe. Mimo nazwy i afrykańskiego rodowodu w tym roku po raz kolejny rajd odbył się na terenach Chile i Argentyny. Trudno znaleźć na świecie prywatną imprezę o podobnym rozmachu. Na starcie stanęły 362 załogi z 49 narodowości. Motocykle, quady, samochody i ciężarówki miały do przejechania ponad 9000 kilometrów przez zielone równiny, stepy, pustynie i Andy. Za tą kawalkadą podążała grupa 2500 osób: mechaników, organizatorów, dziennikarzy, które konsumowały 1500 kg żywności na dobę. Do ochrony rajdu zmobilizowano 30 000 ochroniarzy, żołnierzy i policjantów. Ostatnią grupę w tym łańcuszku, czyli kibiców trudno policzyć, podobnie jak moich włosów na głowie. Nad całością nieustannie krążyło 20 śmigłowców.
Strona 1

Jaki był ten rajd? Dla startujących Polaków bardzo dobry. Pokazali, że potrafią walczyć i wygrywać. Nigdy wcześniej nie stanowili tak silnego zespołu reprezentującego wszystkie klasy pojazdów. Rafał Sonik oczarował mnie swoją wolą walki i uporem w pokonywaniu wszelkich trudności.

wyścig Dakar 2010 fotograf Jacek Bonecki Rafał Sonik
Fot.: Jacek Bonecki

Dla mnie dziennikarza był to piekielnie gorący rajd, bodaj najtrudniejszy, w jakim brałem udział. Wiele razy zadawalałem sobie pytanie, co ja tu robię? Zwłaszcza, kiedy wstawałem o 4 rano po 2 godzinach snu. Ale przygoda, atmosfera rajdu, grono przyjaciół, krajobrazy i wiadomości z Polski o zimie stulecia warte były tego wysiłku.

Podczas Dakaru byłem zajęty wieloma sprawami związanymi ze startem Rafała Sonika na quadzie. Jedną z nich było fotografowanie. Korzystając z samochodu prasowego często opuszczałem trasę asistance i zaglądałem na odcinki specjalne, aby dotknąć okiem sam wyścig. To dosyć specyficzne doświadczenie. Wstaje się przed świtem i odprowadza zawodnika na start, potem ile sił pod maską pędzi na wybrany punkt odcinka specjalnego, aby zająć dogodną pozycję do zrobienia zdjęcia. Czasem trzeba zrobić kilkaset kilometrów, aby osiągnąć cel.

wyścig Dakar 2010 fotograf Jacek Bonecki
Fot.: Jacek Bonecki

wyścig Dakar 2010 fotograf Jacek Bonecki Rafał Sonik
Fot.: Jacek Bonecki

wyścig Dakar 2010 fotograf Jacek Bonecki Rafał Sonik
Fot.: Jacek Bonecki

wyścig Dakar 2010 fotograf Jacek Bonecki Rafał Sonik
Fot.: Jacek Bonecki

wyścig Dakar 2010 fotograf Jacek Bonecki Rafał Sonik
Fot.: Jacek Bonecki

Ten wybrany punkt jest często iluzoryczny lub jego lokalizacja jest mocno przybliżona, ponieważ nie ma dokładnych tras odcinków specjalnych na mapie - o ile w ogóle są mapy. Zabłądzić nietrudno, drogowskazów brak, spytać nie ma kogo.  Nawet, jeśli trafisz na trasę rajdu to może się okazać, że w tym miejscu jest po prostu nudno, brzydko i nieciekawie. Tyle zachodu, a takie, że chce się płakać. To nie wszystko.  Jedzie zawodnik i… po 3 sekundach już go nie ma,  nie ma również możliwości zrobienia dubla. Lecz nie to stanowi największy problem. Problemem jest czas. Na nikogo nikt nie czeka. Zabłądzisz, złapiesz gumę, zakopiesz się w piachu… jesteś spóźniony. Przyjeżdżasz na odcinek… a tam już tylko wspomnienie po twoich zawodnikach. Wsiadasz w auto i dalej gonisz rajd, może na następnym punkcie? Było kilka etapów, na których nie udało mi się natrafić na rajd, nie pomógł w tym nawet mój argentyński współpracownik. Można mieć najlepszy aparat, duże doświadczenie zawodowe, ale jeśli opuści cię szczęście nic nie zrobisz. Podobnie jak u kierowców, każdy ma swój Dakar.

Dakar 2010 fotograf Jacek Bonecki zdjęcia
Fot.: Jacek Bonecki

Dakar 2010 fotograf Jacek Bonecki zdjęcia
Fot.: Jacek Bonecki

Oczywiście szczęściu można pomoc. Agencyjni fotografowie, których akredytacja kosztuje odpowiednie pieniądze, czy fotografowie od strony organizatora maja do dyspozycji śmigłowce. To już nawet nie jest sprawa fotografowania z innej perspektywy, to jest wspomniana kwestia czasu i znalezienia dobrego miejsca. Dzięki podążaniu za zawodnikami, oni maja nie 3 sekundy na zrobienie zdjęcia tylko dużo więcej. Zresztą tacy fotografowie łatwiej zdobywają informacje o ciekawych miejscach, nie tylko ładnych ale i niebezpiecznych, gdzie prosto jest zarejestrować wypadek. Doświadczeni zawodnicy często dają rady debiutantom w Dakarze "jak widzisz fotografów - noga z gazu, tam musi być coś niebezpiecznego".

Dakar 2010 fotograf Jacek Bonecki zdjęcia
Fot.: Jacek Bonecki

Dakar 2010 fotograf Jacek Bonecki zdjęcia
Fot.: Jacek Bonecki

Dakar 2010 fotograf Jacek Bonecki zdjęcia
Fot.: Jacek Bonecki

 


     
 
   
 
   
 
   
 
   
 
   
 
   
 
   
 
 
DOŁĄCZ DO NAS
Dodaj nas do blip'a
Dodaj nas do facebook'a
 
 
 
 
   
 

Regulamin Internetowego Dziennika o Fotografii i Wideo SwiatObrazu.pl   •   Kontakt  •  RSS

© 1999 SwiatObrazu.pl - Kopiowanie i wykorzystywanie elementów, treści serwisu lub fotografii bez pisemnej zgody firmy ŚwiatObrazu sp. z o.o. zabronione. Wszystkie nazwy firm i produktów użyte na stronach tego serwisu mogą być zastrzeżonymi znakami firmowymi lub towarowymi ich właścicieli - użyte zostały jedynie w celach identyfikacyjnych.