Jaki był ten rajd? Dla startujących Polaków bardzo dobry. Pokazali, że potrafią walczyć i wygrywać. Nigdy wcześniej nie stanowili tak silnego zespołu reprezentującego wszystkie klasy pojazdów. Rafał Sonik oczarował mnie swoją wolą walki i uporem w pokonywaniu wszelkich trudności.

Fot.: Jacek Bonecki
Dla mnie dziennikarza był to piekielnie gorący rajd, bodaj najtrudniejszy, w jakim brałem udział. Wiele razy zadawalałem sobie pytanie, co ja tu robię? Zwłaszcza, kiedy wstawałem o 4 rano po 2 godzinach snu. Ale przygoda, atmosfera rajdu, grono przyjaciół, krajobrazy i wiadomości z Polski o zimie stulecia warte były tego wysiłku.
Podczas Dakaru byłem zajęty wieloma sprawami związanymi ze startem Rafała Sonika na quadzie. Jedną z nich było fotografowanie. Korzystając z samochodu prasowego często opuszczałem trasę asistance i zaglądałem na odcinki specjalne, aby dotknąć okiem sam wyścig. To dosyć specyficzne doświadczenie. Wstaje się przed świtem i odprowadza zawodnika na start, potem ile sił pod maską pędzi na wybrany punkt odcinka specjalnego, aby zająć dogodną pozycję do zrobienia zdjęcia. Czasem trzeba zrobić kilkaset kilometrów, aby osiągnąć cel.

Fot.: Jacek Bonecki

Fot.: Jacek Bonecki

Fot.: Jacek Bonecki

Fot.: Jacek Bonecki

Fot.: Jacek Bonecki
Ten wybrany punkt jest często iluzoryczny lub jego lokalizacja jest mocno przybliżona, ponieważ nie ma dokładnych tras odcinków specjalnych na mapie - o ile w ogóle są mapy. Zabłądzić nietrudno, drogowskazów brak, spytać nie ma kogo. Nawet, jeśli trafisz na trasę rajdu to może się okazać, że w tym miejscu jest po prostu nudno, brzydko i nieciekawie. Tyle zachodu, a takie, że chce się płakać. To nie wszystko. Jedzie zawodnik i… po 3 sekundach już go nie ma, nie ma również możliwości zrobienia dubla. Lecz nie to stanowi największy problem. Problemem jest czas. Na nikogo nikt nie czeka. Zabłądzisz, złapiesz gumę, zakopiesz się w piachu… jesteś spóźniony. Przyjeżdżasz na odcinek… a tam już tylko wspomnienie po twoich zawodnikach. Wsiadasz w auto i dalej gonisz rajd, może na następnym punkcie? Było kilka etapów, na których nie udało mi się natrafić na rajd, nie pomógł w tym nawet mój argentyński współpracownik. Można mieć najlepszy aparat, duże doświadczenie zawodowe, ale jeśli opuści cię szczęście nic nie zrobisz. Podobnie jak u kierowców, każdy ma swój Dakar.

Fot.: Jacek Bonecki

Fot.: Jacek Bonecki
Oczywiście szczęściu można pomoc. Agencyjni fotografowie, których akredytacja kosztuje odpowiednie pieniądze, czy fotografowie od strony organizatora maja do dyspozycji śmigłowce. To już nawet nie jest sprawa fotografowania z innej perspektywy, to jest wspomniana kwestia czasu i znalezienia dobrego miejsca. Dzięki podążaniu za zawodnikami, oni maja nie 3 sekundy na zrobienie zdjęcia tylko dużo więcej. Zresztą tacy fotografowie łatwiej zdobywają informacje o ciekawych miejscach, nie tylko ładnych ale i niebezpiecznych, gdzie prosto jest zarejestrować wypadek. Doświadczeni zawodnicy często dają rady debiutantom w Dakarze "jak widzisz fotografów - noga z gazu, tam musi być coś niebezpiecznego".

Fot.: Jacek Bonecki

Fot.: Jacek Bonecki

Fot.: Jacek Bonecki