Odwilż

Odwilż

Co się dzieje z ludzką pamięcią po 50, 60 latach? Czy potrafi generować obrazy i wspomnienia niezależnie od sytuacji?



Zanim świat obiegła wiadomość o podwójnej przeszłości niemieckiego pisarza, Güntera Grassa, temat II wojny światowej niektóre media uznały za niemodny. Koncentrowały się na wzajemnych relacjach polsko-niemieckich, czasem polsko-żydowskich, ale za każdym razem pretekst do podejmowania wątku dostarczały jedynie rocznice. Wyjątkowo wystawa sztuki lub pojedyncza relacja świadka, podważająca ogólnie akceptowaną wersję wydarzeń wojennych, zmuszały media do zmiany tonu. Mija ponad 60 lat od czasu wydarzeń wojennych, w które zamieszany był dosłownie cały świat. Wojna światowa pomieszała nie tylko ludzi, pogmatwała ich losy, wzajemne relacje, ale wpłynęła również na kształt granic państw. Totalność II wojny światowej mierzy się w jeszcze jednej dziedzinie; ludzkiej psychologii oraz fenomenie determinacji, którą - jak zdawało się dawnym badaczom - poznano najgłębiej. A jednak to właśnie w dziedzinie biologii i psychiatrii z losów II wojny światowej można było doczytać najwięcej. Podwaliny pod nową naukę o człowieku położyli byli więźniowie obozów koncentracyjnych oraz ich oprawcy. Przez lata tworzyli nowe warunki życia i istnienia, a także eksterminacji. Rozmach psychologicznych dewiacji, patologii i nauki o zarządzaniu ludzkim życiem nieznany był przedtem nikomu. Nie powinny więc dziwić ciągłe powroty naukowców, historyków oraz humanistów do tamtego okresu. Nawet książki felietonistów, świadków i uczestników pogromu bałkańskiego pisane są na wzór dawnych opracowań z czasów nazizmu. Epoka II wojny światowej stała się obowiązującym modelem.

Odwilż

Reklama

Odwilż

 

W nauce o porządek łatwo. Wystarczyło 50, 60 lat od momentu zakończenia II wojny światowej, żeby pewne określenia, zachowania znalazły swój medyczny opis. Nazwano, zaszeregowano, określono precyzyjnie symptomy i w miarę precyzyjnie odtworzono historię samej wojny, która toczyła się głównie w Europie. Tylko ludziom 60 lat nie wystarczyło na uporanie się z koszmarem tragedii. Niektórzy zostali pozostawieni sami sobie, innym zapewniono dozór medyczny konwencjonalny i niewystarczający, jeszcze innych wykorzystano do relacji i sądów, poczym puszczono wolno. Określenie "puścić wolno" w kontekście traumy brzmi cynicznie. Spod jej uroku bowiem niektórzy nie mogą się wyswobodzić aż do śmierci.

Odwilż

Psycholodzy już dawno zwrócili uwagę na bardzo ważny problem dotyczący II i kolejnych wojen światowych. Okazuje się, że syndrom ofiary potrzebuje występowania syndromu kata, a podział ról w obozach koncentracyjnych był ustalony i przestrzegany przez lata. Wyrobiło to w ludziach, po obu stronach, przyzwyczajenia tak niezmienne, że tuż po wyzwoleniu obozu, a nawet w wiele lat później, niektórzy nie przestali zachowywać się w sposób charakterystyczny dla swojej grupy. Potwierdzają to zresztą późniejsze eksperymenty psychologiczne, przeprowadzane z wielkim zaangażowaniem w Stanach Zjednoczonych. Tamtejsi psychiatrzy i psycholodzy chcieli wykorzystać sytuację oddalenia od Europy oraz większego dystansu zawodowego.

Odwilż

Odwilż

Po wielu latach od momentu zakończenia wojny zaskakują nas doniesienia i nowe relacje świadków wydarzeń. O ile w pierwszym okresie najłatwiej było o rewizje historyczne, dotyczące losów całych narodów i państw, o tyle teraz nadszedł czas oceny moralnej jednostek. Jest to ciekawe zagadnienie, ponieważ zmienił się zupełnie kontekst, w którym możemy wrócić do zagadnień II wojny światowej. Jak dziś możemy oceniać zachowania ludzi z tamtego okresu? Czy pozbawiamy ich prawa do zmiany, odmawiamy im psychologicznej głębi i wpływu losów. Jak oceniać w takim razie wyznania katów po latach. Czym się sugerować w ich ocenie? Odwagą cywilną, która każe im powiedzieć o sobie prawdę, czy raczej psychologiczną prawdą, która zawsze zwycięża.

Odwilż

Odwilż

Grass dał dowód własnej odwagi. Po wielu latach przyznał się do służby w wojsku niemieckim i młodzieńczej fascynacji doktryną. Wypełnił po części obowiązek obywatelski, po części zaś zdradził naturalną chęć człowieka do zmiany. Wstępując do wojska, pragnął wyrwać się z domu, przeżyć przygodę, wydorośleć. Wydaje się, że odruch ten jest zbadany przez psychologię i uznany za naturalny. A jednak świat uznał Grassa za zdrajcę i wroga. Odrzucił jego dorobek twórczy, koncentrując się na młodzieńczym epizodzie wojennym. Grassa spotkała kara za zatajenie fragmentu biografii. To, z czym się spotkał, to wściekłość społeczna. Tak (obserwujemy epizody węgierskie) mszczą się ludzie za kłamstwo.

Odwilż

Odwilż

Niemiecki pisarz wszedł do historii II wojny światowej i jednocześnie państwa niemieckiego (oraz całej Europy). Jego biografia, czy się to ludziom podoba czy nie, jest jednak modelowa. Choć to brzmi strasznie, musimy spojrzeć na losy II wojny światowej przez pryzmat takich właśnie epizodów. Świat z trudem znosi wieści o szarościach, sprawach pośrednich i faktycznego braku ideałów. Tak, tracimy raz po raz zaufanie do ludzi, do wielkich autorytetów i bogów, których sami sobie lepimy. Część odpowiedzialności za bogów naszych codziennych spoczywa na mediach. Dlatego rozgrywki między dawnymi idolami (pamiętamy sprawę Andrzeja Samsona czy Wojciecha Eichelbergera) a społeczeństwem rozdmuchiwane są z taką siłą. To siła mechanizmu kierowanego poczuciem winy.

Odwilż

Odwilż

Wróćmy jednak do losów pojedynczych ludzi. To one stanowią najciekawszą część historii II wojny światowej i to dzięki nim potrafimy poznać, zrozumieć lub odrzucić część z niej. Pojedynczy człowiek jest zawsze pomostem do zrozumienia prawdy. Bez względu na zakończenie sprawy, pomyślne lub nie.

Odwilż

Odwilż

Ufam prawdzie psychologicznej. Wierzę głęboko w sens zarówno terapii, jak i działania ludzkiego sumienia. Prawda psychologiczna objawia się w przemianie bohatera lub jego zagładzie. Pamiętamy przecież, jaki los spotkał zbrodniarzy wojennych, którzy zbiegli do Argentyny. Żyli, próbowali budować nowe życia, tożsamości, biografie, wreszcie jednak kończyli z wylewem w szpitalach. W pamięci ludzkiej zdarzają się zatem okresy odwilży. Być może jej procesy, niedostrzegalne przez nas, zachodzą bez przerwy w naszym środku. Prawdopodobnie większość czynności nieświadomych wykonujemy pod jej dyktando.

Odwilż

Odwilż

Po tak obszernym wstępie należy przejść do sedna historii. Tym razem pamięć dała o sobie znać w Ameryce, kraju szybkich niusów i zbiorowego zapominania. Ameryka, pochłonięta sprawami irackimi, nie zauważa wątków pobocznych, chyba że w grę wchodzi historia jak w scenariuszu. Właśnie taką ma na swoim koncie Elfriede Rinkel, ukrywająca się przez całe życie strażniczka obozu w Ravensbrück.

Odwilż

Odwilż

Odwilż

Losy bywają przewrotne. Rinkel ma dziś 84 lata i wszystko doskonale pamięta. Mimo to przez całe życie nikomu nie powiedziała, co robiła w czasie II wojny światowej. Zarabiała na chleb jako strażniczka z psem, pracując w obozie kobiecym od czerwca 1944 roku do końca wojny. Potem, wraz z falą wyzwoleńczą i żydowskimi uciekinierami, uciekła do Ameryki. Tam poznała swojego męża, niemieckiego Żyda, doświadczonego przez Zagładę. Ukrycie przeszłości, jak pokazuje coraz więcej wojennych biografii, nie należy do czynów nadzwyczajnych. Co więcej, po szoku, w jakim pogrążyli się czytelnicy Grassa, jest niemal pewne, że każda kolejna relacja biograficzna przyjmowana ze spokojem. Opowieść Rinkel ma jednak coś, co powoduje, że opinia publiczna po obu stronach Oceanu osłupiała. Okazuje się, że była strażniczka obozu wraz ze swoim mężem wspierała żydowskie organizacje w Stanach Zjednoczonych, chodziła do synagogi i uczestniczyła w życiu kulturalnym środowisk żydowskich. Po śmierci Freda Rinkela, dwa lata temu, wdowa po nim żyła nadal zgodnie ze zwyczajami żydowskimi. Przypadek sprawił, że prawda o jej wojennym epizodzie wyszła na jaw.

Odwilż

Starsza pani przyznała się do swojej przeszłości przed sądem amerykańskim i zgodnie z prawem została deportowana do Niemiec, gdzie będzie sądzona jako jedna z uczestniczek Zagłady. Jak się okazuje, wdowa nie przyznała się jednak rodzinie, po co jedzie do Niemiec i dlaczego nagle musi sprzedać swój majątek. Bała się - słusznie - gniewu najbliższych. W szoku pozostaje jej brat, który w latach wojny służył w niemieckiej armii i nie miał pojęcia, co w tym samym czasie robi jego siostra.

Opinia publiczna grzmi. Media wydały już co najmniej kilka wyroków na Elfriede Rinkel. Dziennikarze brukowców dogrzebują się archiwalnych zdjęć i rodzinnych fotografii, próbując dopatrzyć się w twarzy schorowanej staruszki oznak bestialstwa. Nie zazdroszczę żadnej ze stron. Sytuacja starej Niemki przypomina bowiem dramat antyczny. A jej historia rodzinna każe mi raz jeszcze przypomnieć sobie film zatytułowany "Pozytywka", w którym pozornie pogodny staruszek, Węgier z pochodzenia, mieszkający w Stanach Zjednoczonych, okazuje się zbrodniarzem, który uczestniczył w Zagładzie Żydów.

Odwilż

Historia amerykańska z Niemcami w tle zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nie powiem, żebym była do takich odkryć przyzwyczajona, mimo że co roku uczestniczę w warsztatach poświęconych odkrywaniu losów kobiet na terenie byłego obozu zagłady w Auschwitz - Birkenau. Dziwne losy kobiety, która najpierw ulega jednemu systemowi, by zaraz potem poddać się fali kolejnego, robią wielkie wrażenie i przerażają. Przypominają mi się wyznania rodzin nazistowskich zbrodniarzy, którzy chwalili oprawców za cierpliwość i porządek, jaki utrzymywali w swoich domach. I wreszcie książka poświęcona zbrodniarzom bałkańskim, zatytułowana: "Oni nie skrzywdziliby nawet muchy".

Odwilż

Pod górną warstwą tej historii leży jeszcze coś, co nie daje mi spocząć. Jest nią pamięć. Starożytni mawiali, że kropla drąży skałę nie siłą, lecz częstym spadaniem. Jak na tym tle zachowuje się ludzka pamięć? Czy starsza pani z Niemiec, która wyszła za Żyda - uciekiniera, śniła o obozie zagłady dla kobiet? Co przypominało jej przeszłość spędzoną w obozie? Czy nic nie wytrącało ze spokojnego życia gdzieś tam, w sytej i pilnie strzeżonej atomem Ameryce? To historia straszna, ale nie przez fakty, których zapewne już nie poznamy. Ta historia straszyć nas będzie swoją zwyczajnością, głębią ukrytych konfliktów w człowieku oraz otchłanią, którą jest ludzka nieświadomość. I pamięć.

Odwilż

Czytając o losach starszej pani Rinkel, natknęłam się na takie oto zdanie Henry'ego Millera: "Przeznaczeniem człowieka nie jest nigdy jakieś miejsce, ale raczej nowy sposób patrzenia na otaczającą rzeczywistość". I kto mi powie, że stary Miller nie ma racji?

Zdjęcia prezentowane w tekście są mojego autorstwa i powstały podczas warsztatów organizowanych na terenie byłego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau.

Autor: Agnieszka Kłos






Oceny artykułu: 0% 0% ocen: 0

Czytaj także


Inne artykuły autora



Komentarze Użytkowników

Niezalogowanych Użytkowników prosimy o zalogowanie się przed dodaniem komentarza.



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu i w żaden sposób nie odzwierciedlają poglądów prezentowanych przez właścicieli i administratorów SwiatObrazu.pl. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.



Najnowsze fotografie

IMG_5791 IMG_5709 IMG_5196 IMG_5171 IMG_4855 IMG_4846 IMG_4714x