Pierwszy wielki detektyw

Pierwszy wielki detektyw

- Ona niemal pokazywała, co czuje osoba, która jest karłem albo transwestytą. Docierała bardzo blisko tych ludzi, a jednak zachowywała dystans – tak na kilka lat przed śmiercią Diane Arbus mówił o niej Robert Benton.



Benton, reżyser i scenarzysta, twórca słynnej "Sprawy Kramerów" nie był odosobniony w swoim podziwie dla Diane Arbus. W tym czasie artystka była raczej nieuchwytna. Krążąc po ciemnych uliczkach Nowego Jorku, postanowiła dokonać rzeczy niemożliwej – sportretować miasto tak, jak robi się zdjęcia ukochanemu. Pracowała w nocy, czatując jak hiena w miejscach, które inni omijali z daleka. Odwiedzała posterunki policji, prosektoria, małe zatęchłe izby lekarskie, stacje metra i pijalnie piwa. Była pewna, że fotografia to współczesna antropologia. Podziwiał ją Marvin Israel i ze wszystkich sił lansował w pismach wydawanych wtedy w mieście. Ich związek, oparty w dużej mierze na rozmowach telefonicznych, trwał latami. Oboje fascynowali się miastem jako fenomenem kultury i tyglem, z którego jak z gęstej zupy można wyłowić skarby. Nowy Jork, miasto szaleńców, nie śpi. Dlatego Arbus biega za nim nocą.

W tym czasie dostaje pierwsze poważne zlecenie od pisma "Esquire". Pismo w latach 30. i 40. było zwykłym magazynem dla mężczyzn. Uznawano je za dobre i publikowano w nim opowiadania Hemingwaya i Faulknera, a także rysunki erotyczne Vargi. W latach 50. postawiono na zmiany w wyniku zaostrzonej konkurencji ze strony klasycznych pism erotycznych. Powołano nową redakcję, w skład której weszli wybitni dziennikarze i graficy. W latach 60. "Esquire" celował w taktyce określającej kulturę tamtych lat; podsuwać czytelnikom ukryte znaczenie.

Reklama

Teczka prac Arbus trafiła na stół dyrektora artystycznego pisma, wspomnianego Roberta Bentona, który po obejrzeniu kilku zdjęć wpadł w osłupienie. Mimo pierwszego szoku redaktorzy nie wiedzieli, jak wykorzystać talent artystki. Wkrótce wpadli na pomysł wykorzystania nocnych wędrówek Arbus w poszukiwaniu prawdy o Nowym Jorku. Powstał więc numer specjalny pisma o mieście.

Arbus nie żyła na wyspie, mimo że wielu badaczy tak twierdzi. W tym czasie w Stanach Zjednoczonych żyło kilku dziwaków, którzy uganiali się za odmieńcami i miejskimi szaleńcami. Należał do nich Joseph Mitchell, autor głośnego szkicu o odmieńcach. W wyniku tego spotkania, które jak większość towarzyskich spotkań Arbus odbywało się za sprawą telefonu, powstało tysiące zdjęć. Arbus dopracowuje metodę "węszenia", czyli biegania po mieście z aparatami fotograficznymi. Minęło wiele lat po śmierci artystki, a jej negatywy są nadal nieznane światu i pozostają nieopisane. Jak się okazuje córka Diane wciąż kataloguje prace swojej matki.

Najbliżsi współpracownicy Arbus twierdzą, że potrafiła być niezwykle agresywna jako fotografka. Wyczuwała ekscentryków i ekshibicjonistów na kilometr. Nie odstępowała już takiego na krok. Szła za nim do domu i wpraszała się na sesję. Było to ryzykowne, ale skuteczne.

Od 1961 roku Arbus zaczyna publikować w "Harper`s Bazaar", któremu szefuje Israel. Pisze dla niego szkic o swoich bohaterach, zatytułowany "Pełny Krąg". Tekst został opatrzony mottem z "Króla Leara" - "Kto potrafi powiedzieć im, czym jestem?". Arbus zastanawia się w nim gdzie przebiegają granice autentyczności, naturalności ludzi oraz w którym momencie życia stajemy się tymi, którymi zawsze chcieliśmy być. Niestety zdjęcia i fragmenty tekstu nie przeszły przez sito redakcyjnej cenzury i Arbus sprzedaje niektóre z nich redakcji "Infinity". Pisze też drugi tekst o odmieńcach jako społecznej arystokracji. Po opublikowaniu materiału wiele osób czuje się dotknięta jego treścią i rezygnuje z prenumeraty pisma. Dyrektor pisma powiedział: "Nie mogli (czytelnicy) znieść tego rodzaju konfrontacji z życiem. W tamtym czasie wydawała się ona tak bezpośrednia, że aż wroga".

Arbus goni czas. Poruszanie na nogach już jej nie wystarcza, więc zaczyna jeździć po ulicach rowerem. Ułatwia sobie też pracę zmieniając leicę na Rolleifleksa, choć ten drugi jest znacznie cięższy. Po poznaniu Avedona korzysta z jego studia i wykonuje tam swoje odbitki. Praca obu fotografów znacznie się od siebie różniła. Avedon pracował w biegu, nie poznając gwiazd, które fotografował. Był doskonale zorganizowany i zarabiał miliony. Arbus pozostawała jego przeciwieństwem.

Córka Diane Arbus powie o pracy swojej matki po latach: "Okruchy czyichś historii, odpryski ludzkiego życia, oto co fotografowała". Każde zdjęcie było dla amerykańskiej fotografki zdarzeniem, przygodą, o której Israel powie, że właściwie pochłonęła ją bez reszty. Zdjęcia, które powstawały Arbus traktowała jako trofeum, skalp, nagrodę.

Kiedy fascynacja ulicami Nowego Jorku nieco osłabła Arbus znalazła coś nowego. Byli to nudyści ze swoimi obozowiskami, wioskami, wakacjami i weekendami spędzanymi poza miastem. Jeździła do New Jersey i Pensylwanii, żeby ich odszukać. Odkryła też nudystów miejskich, zwanych "jaybirdsami", którzy po powrocie z pracy zrzucali swoje ciuchy i szli do ogródka nago. Czasem paradowali tak po mieszkaniu.

Dziś krytycy są zgodni, że lata 1962 – 1964 można uznać za najlepszy okres w twórczości Arbus. Wykonała wtedy najwięcej swoich zdjęć. Jej nowojorskie mieszkanie puchło od książek. Pochłaniała wszystko, wciąż o tym rozprawiając przez telefon. Powoli przywykła do cięższego sprzętu fotograficznego, dzięki którym uzyskiwała znacznie precyzyjniejszy efekt. Właśnie Rolleifleksem wykonała serię portretów dziecięcych, w których zaczęła być specjalistką.

Wkrótce potem rozpoczyna pracę dla magazynu "Show", dla którego przygotuje szokującą sesję z udziałem ikony kampu, Mae West. - "Diane zawsze mnie zaskakiwała, kiedy przychodziła do nas z nowymi stykówkami – przyznawał Benton. Mówiąc precyzyjnie, przynosiła dokładnie coś przeciwnego, niż oczekiwałem".

Fotografie miejskiego detektywa wpasowały się idealnie w klimat ówczesnego dziennikarstwa. Zrównywały świat normalnych i odmieńców, proponowały szczegół na tyle wyraźny, żeby przykuć uwagę czytelnika. Jej prace wpasowywały się w ostre, oskarżycielskie dziennikarstwo.

Twórczość amerykańskiej fotografki pozostaje modelowa pod względem czasów, w których żyła. Fotografia była uznawana za profesję typowo męską, która daje chleb przede wszystkim fotografom. Arbus otrzymywała za zdjęcia połowę stawki. Mówiła w tym czasie o sobie jako o fotografie. Utrzymywała też nabożny stosunek do Walkera Evansa.

W tym czasie uważa aparat fotograficzny za swoją tarczę. Mówi, że kiedy go nosi nic złego nie może jej spotkać. Zło – jak twierdzi – przychodzi ze środka, nigdy z zewnątrz. Zaczyna śledzić kartoteki policyjne i fascynować się opisami denatów. To ona uzna się za wcielenie Alicji z Krainy Czarów i będzie nadużywać określenia policyjnego "próbne cięcie", które odznacza samobójstwo przez nacięcie nadgarstków.

Jej zainteresowanie śmiercią przybiera w tym czasie wyraz niezdrowej fascynacji. Mówi znajomym, że chciałaby zrobić taki portret Monroe i Hemingwaya, na których widoczny byłby stygmat ich samobójstwa. Od dziecka związana jest z bratem, z którego twórczością poetycką porównuje własną. Na tym tle jej fotografie wydają się jej samej niewystarczające. Zarzuca sobie poglądy "bardzo osobiste, ograniczone, kobiece, a brat posiada rozległą wiedzę, bagaż intelektualny, nie mający w sobie nic osobistego".

W 1964 roku zaczyna robić zdjęcia Mamiyą C33 z lampą błyskową. W tym czasie jest już znana i dość łatwo rozpoznawalna w świecie fotografów. Środowisko określa ją jako przebojową i dość agresywną. Kiedy chciała komuś zrobić zdjęcie mogła zachowywać się jak paparazzo; leżała na ławce pod domem modela, siedziała na schodach, wyczekiwała na klatkach schodowych, zaczajała się z aparatem niczym hiena. - Nie cofnę się przed niczym, żeby zdobyć zdjęcie - przyznawała otwarcie. - Jeśli trzeba gram kobietkę, której trzeba pomóc.

Sukcesy redakcyjne oraz wzrost znaczenia w branży zawodowców poprawia wizerunek Arbus i przyczynia się do umocnienia jej pozycji jako artystki. Nabiera pewności siebie, a jej zdjęcia wyrazistości, których brakowało wcześniejszym pracom. Podejmuje coraz częstsze wyprawy do barów i klubów dla gejów, transów, drag, żeby zbadać ich teren i odkryć, jak to jest żyć na przekór własnej płci. Zdjęć, które tam powstawały nikt nie chciał nie tylko kupować, ale i oglądać. Andy Warhol twierdził, że tymi szokującymi portretami wyprzedziła swój czas, bo akceptowane były dopiero po 1967 roku. To Evans określił ją jako urodzoną łowczynię, której strategia artystyczna polega na trafnym wyborze tematów. Ona nie dba o technikę, ale moment - mówiono o jej stylu.

Pod wpływem namowy szefa MoMy, Johna Szarkowskiego, zaczęła robić zdjęcia zwykłym przechodniom. Celowała w portretach klasy średniej, zdradzając ich znudzenie życiem, maski, które nakładają uciekając przed samotnością i śmiercią. Serią portretów zwykłych mieszkańców Nowego Jorku zaprzeczyła dokumentom z lat 30. i 40. Na tamtych fotografowie stawali po stronie obiektów. Arbus na spółkę z Frankiem robili coś niepokojącego; przesunęli granice widza i ten zabieg wywoływał w ludziach sprzeciw. Podczas wystawy zdjęć Arbus w MoMie (Museum of Modern Art), widzowie pluli na większość jej prac. Ogromne powiększenia robiły na nich szokujące wrażenie. Mimo społecznego sprzeciwu na jej sztukę udaje jej się po raz drugi dostać stypendium Guggenheinów na cykl prac poświęconych seksowi.

Wśród dyrektorów pism, do których sprzedawała swoje fotografie, miała opinię osoby, która obnaża niełatwe prawdy psychologiczne. Od 1965 roku udaje jej się zdobyć posadę nauczycielki fotografii w Parson School of Design. Uczniowie zapamiętali ją jako osobę zapracowaną, która wciąż dźwiga ciężki sprzęt fotograficzny. Nie odkładała go nawet podczas zajęć. Tuż przed szczytowym osiągnięciem w jej życiu - wystawą w MoMa 6 marca 1967 roku, zatytułowaną "New Documents", otrzymuje zlecenie na sfotografowanie mody dziecięcej. Zlecenie pochodziło od redakcji "New York Timesa" i przyniosło coś nieoczekiwanego - styl patrzenia na dzieci jak na dorosłe osoby. Po obejrzeniu pierwszej serii zdjęć redaktorzy nie kryli swojego zaskoczenia, jak się okazało styl Arbus był na tyle nośny i sugestywny, że zaczynał obowiązywać w innych pismach.

Wystawa marcowa pobudziła fotografkę do życia. Rozdawała zaproszenia wszystkim znajomym. Dzięki temu wydarzeniu zaistniała w znacznie szerszym kontekście sztuki i życia miasta. Nie była kojarzona wyłącznie z pracą na rzecz kolorowych magazynów. Zwykli widzowie mówili jednak, że fotografie Arbus są przerażające i pokazują jedynie to, co szokuje. Niedoskonały, odmienny i zdziwaczały świat nieznany był szerszej publiczności. Arbus dominowała tym sposobem nad widzami, roztaczając nad nimi władzę kogoś, kto widzi znacznie więcej. Co ciekawe również fotografowie zdawali się być zaszokowani sposobem obrazowania Arbus. Przyjmowali jej zdjęcia z takim samym chłodem jak wcześniej prace Franka. Jak się okazało, oboje zmienili styl fotografii dokumentalnej lat 70.

- Ja mam w sobie nieporadność, zażenowanie, to jest motor mojej pracy. Inaczej mówiąc, staję wobec czegoś i zamiast aranżować, aranżuję samą siebie. To ważne, by robić złe zdjęcia, tylko w złych zdjęciach stykasz się z czymś, z czym dotąd się nie zetknęłaś. Nie mogę dokonać wszystkiego, co bym chciała. Chyba, że szpiegować. Jestem sprytna. Nie mądra, ale sprytna. Potrafię dostosować się do sytuacji. - Te zdania wypowiedziała Arbus tuż po wernisażu wystawy, podczas jednego z wywiadów udzielonych krytyczce sztuki, Marion Magid.

Nieliczni krytycy, którym spodobała się odwaga i brawura w fotografowaniu rzeczywistości, cytowali Gertrudę Stein, która mawiała, że "oryginalność w sztuce zanim zostanie zaakceptowana, irytuje".

W tym czasie fotografka zaczyna popadać w depresję wywołaną pierwszymi oznakami starzenia. Przeraża ją widok zwiotczałej skóry oraz problemy z wątrobą, której bóle nie dają jej żyć. Załamania wpływają na sposób jej kadrowania; pokazuje cała twarz modeli, operuje mocną fakturą, stosuje wielkie zbliżenia i łowi intensywność spojrzeń. Dokładnie tak sportretuje czołowe amerykańskie feministki dla "Sunday Timesa" w 1970 roku. W ocenie tych prac powie, że tworzy fotografię psychologiczną.

- Urodziłam się na samej górze drabiny społecznej i odkąd pamiętam zsuwałam się w dół najszybciej jak potrafiłam - przyznała po latach. Pierwsze propozycje publikacji zdjęć artystycznych odrzuca. Swoje zachowanie tłumaczy tym, że woli, żeby pozostawały w ukryciu. Im bardziej stawała się sławna, tym bardziej się tego bała. Była pierwszą na świecie fotografką, której zaproponowano udział w Biennale Weneckim w 1972 roku. Pewnego dnia zanotowała: "Brassai nauczył mnie czegoś ważnego o mroczności, bo ja przez długie lata bazowałam na przejrzystości".

Kiedy prestiżowa gazeta "Art Forum" omówiła jej dorobek, wywołała sporo zamieszania. Zaczęli do niej dzwonić odmieńcy, kolekcjonerzy pornografii, którzy ją przerażali. Wrzawa wokół jej prac spowodowała, że artystka uciekła przed zgiełkiem Nowego Jorku na prowincję, podejmując się wykonania portretów osób upośledzonych psychicznie. Prace jej zdaniem wyszły beznadziejnie i wpłynęły na jej motywację. Czuła się coraz bardziej zaszczuta i wyczerpana.

Popełniła samobójstwo "próbnym cięciem" i sporą dawką leków usypiających. Dzięki tak symbolicznej śmierci weszła w poczet gwiazd takiego formatu, jak Sylwia Plath. Po jej śmierci córki bardzo rzadko decydują się na publikowanie jej prac. Tym samym wzrasta ich wartość. Rzadka odbitka "Bliźniaczek", które symbolicznie wykorzystał Kubrick w swoim "Lśnieniu", osiągnęła na aukcji kwotę 270 tys. dolarów. A autoportret z 1945 roku, który Diane Arbus zrobiła sobie przed lustrem w łazience swoich rodziców, osiągnął w 2001 roku kwotę 101 tys. dolarów. Notowania Arbus rosną. Już wkrótce miłośnicy jej twórczości będą mogli obejrzeć biograficzny film o jej życiu w Nowym Jorku.

Autor: Agnieszka Kłos






Oceny artykułu: 0% 0% ocen: 0

Czytaj także


Inne artykuły autora



Komentarze Użytkowników

Niezalogowanych Użytkowników prosimy o zalogowanie się przed dodaniem komentarza.



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu i w żaden sposób nie odzwierciedlają poglądów prezentowanych przez właścicieli i administratorów SwiatObrazu.pl. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.



Najnowsze fotografie

sądeczyzna sądeczyzna sądeczyzna sądeczyzna sądeczyzna sądeczyzna sądeczyzna