"Fotoreportaż nie jest na wymarciu" - wywiad z Wojtkiem Grzędzińskim

"Fotoreportaż nie jest na wymarciu"  -  wywiad z Wojtkiem Grzędzińskim

"W Gori panowało wówczas piekło: wszędzie dym, ogień, strzały. Na ulicach leżą zwłoki, wybuchają butle z gazem... Na początku byłem tam sam, po 4-5 dniach dojechał do mnie Paweł Reszka z "Dziennika" - najlepszy dziennikarz z jakim do tej pory pracowałem." Z Wojtkiem Grzędzińskim rozmawiał redaktor SwiatObrazu.pl - Tomasz Wojciuk.


Strona 1


Tomasz Wojciuk: W tym roku zdobyłeś trzecią nagrodę w konkursie fotograficznym World Press Photo w kategorii „News”. To najważniejsze wyróżnienie dla polskiej fotografii prasowej w ciągu   ostatnich lat...
Wojtek Grzędziński:
Może nie powiem nic oryginalnego, ale ta nagroda naprawdę była dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Pamiętam, że dzień wcześniej rozmawiałem o tym z Maćkiem Nabrdelikiem,  który przekonywał mnie, że nadszedł mój czas. Wyśmiałem go bo wydawało mi się to nieprawdopodobne. Następnego dnia jako pierwszy zadzwonił do mnie, mówiąc, że jestem jednym z laureatów World Press Photo. Uwierzyłem dopiero, gdy zobaczyłem na liście nagrodzonych swoje nazwisko. To był dla mnie szok.

T.W.: Jesteś bardzo skromny. Ten fotoreportaż naprawdę był bardzo dobry i przyzna to każdy, kto choć trochę zna się na fotografii prasowej.
W.G.:
Oczywiście, gdy fotograf wysyła zdjęcia na konkurs ma nadzieję, że zostaną one zauważone, ja jednak, prawdę mówiąc, w to nie wierzyłem. Jestem tym bardziej szczęśliwy, że temat, który sfotografowałem, czyli rosyjska interwencja w Gruzji, był naprawdę ważny. To była bardzo krwawa wojna, o czym w tej chwili za bardzo się nie mówi. Operacja wojskowa trwała pięć dni. W tym czasie zginęło około 1300 osób po stronie gruzińskiej. Dla porównania: podczas grudniowej operacji w Strefie Gazy licznik ofiar dobił do 1300 osób dopiero po dwóch tygodniach działań wojennych...

T.W.: Od początku byłeś w rejonie konfliktu?
W.G.:
Od drugiego dnia. Dotarłem do Tbilisi 8 sierpnia wieczorem. Od 9-go sierpnia rano pracowałem w okolicach Gori i Cchinwali. Miałem to szczęście, że znalazłem się we właściwym miejscu we właściwym czasie. Bliżej nie dało się już podejść. Spróbowali tego tylko dwaj dziennikarze gruzińscy i dwaj greccy. Gruzini zginęli, Grecy zostali ranni. W Gori panowało wówczas piekło: wszędzie dym, ogień, strzały. Na ulicach leżą zwłoki, wybuchają butle z gazem... Na początku byłem tam sam, po 4-5 dniach dojechał do mnie Paweł Reszka z „Dziennika” - najlepszy dziennikarz z jakim do tej pory pracowałem.

dzień była oczywiście częsty jeden wszystek dostawać naprawdę pracować teraz możny prawo dwa czyli chwila praca koniec fotografia Wojtek swoje nagroda wiedzieć temat wywiad Grzędziński agencja fotoreporter osoba on zrobić mówić miejsce zostać kilka swój wydawać siebie reportaż ja robić taki czas tylko gazeta tęgo fotograf bardzo który zdjęcie być
Fot.: Wojtek Grzędziński

Reklama

dzień była oczywiście częsty jeden wszystek dostawać naprawdę pracować teraz możny prawo dwa czyli chwila praca koniec fotografia Wojtek swoje nagroda wiedzieć temat wywiad Grzędziński agencja fotoreporter osoba on zrobić mówić miejsce zostać kilka swój wydawać siebie reportaż ja robić taki czas tylko gazeta tęgo fotograf bardzo który zdjęcie być
Fot.: Wojtek Grzędziński

T.W.: Na czym polegała wasza współpraca?
W.G.:
To był przykład starej szkoły robienia reportażu. Paweł jest bardzo doświadczonym dziennikarzem, obsługiwał kilka konfliktów, poza tym świetnie mówi po rosyjsku. Znał Gruzję sprzed 10 lat, miał kontakty. Ja znałem teren. Nie wchodziliśmy sobie w drogę, tylko współpracowaliśmy, często odwiedzając wspólnie te same miejsca. Dzięki temu historia, która powstała, była pełna i spójna.

T.W.: Dostałeś nagrodę, pierwszy szok minął. Powiedz, co było dalej? Kwiaty, gratulacje, awans, status gwiazdy...?
W.G.:
Niezupełnie. Od momentu zdobycia nagrody w World Press Photo zostałem w „Dzienniku” takim trochę... śmierdzącym jajem. Nie do końca wiedzieli, co ze mną zrobić, nie mieli na mnie pomysłu. W dziale było bardzo dużo fotoreporterów i mało tematów. Przestałem dostawać zlecenia gazetowe. Sytuacja do jakiej doszło, była absurdalna: siedzę na miejscu, nie mają dla mnie tematów więc nic nie robię, ja się frustruję, oni się wkurzają, bo muszą mi płacić... Na to nałożyła się zazdrość i zawiść środowiska fotograficznego. Niewiele osób cieszyło się razem ze mną z tej nagrody, np. szef działu foto w ogóle nie zareagował. Jeden z komentarzy bardziej znanych blogerek fotograficznych brzmiał: „no, to teraz zobaczymy, jaki będzie jego następny materiał”. Wszystko było mniej więcej w ten sam deseń... Zdjęć nikt nie komentował, czasami tylko pojawiały się wpisy, że są słabe. Oczywiście bez żadnego merytorycznego uzasadnienia. Nie tylko ja zresztą spotkałem się z taką reakcją środowiska. Z tego co wiem podobnie został potraktowany Tomasz Wiech, zdobywca trzeciego miejsca w kategorii „Życie codzienne”. Myślałem, że w jakiś sposób ta nagroda mi w kraju pomoże, stało się inaczej. To jest rozczarowanie.

dzień była oczywiście częsty jeden wszystek dostawać naprawdę pracować teraz możny prawo dwa czyli chwila praca koniec fotografia Wojtek swoje nagroda wiedzieć temat wywiad Grzędziński agencja fotoreporter osoba on zrobić mówić miejsce zostać kilka swój wydawać siebie reportaż ja robić taki czas tylko gazeta tęgo fotograf bardzo który zdjęcie być
Fot.: Wojtek Grzędziński

T.W.: Na co liczyłeś?
W.G.:
Sądziłem, że dostanę więcej autonomii, że będę mógł realizować swoje projekty, że nie będę musiał siedzieć na dyżurach, tylko skupić się na tym, co robię najlepiej. Raptem jednak okazało się, że dyżury są najważniejsze. Niemal wszyscy próbowali mi wmówić, że ta nagroda to był przypadek i że teraz muszę udowodnić swoją prawdziwą wartość.

T.W.: Od kilku tygodni jesteś bezrobotny. Nie nudzisz się?
W.G.:
Ależ skąd, porządkuję zwoje archiwum. Obecnie jestem przy 2007 roku. Zrobiłem w nim 8000 zdjęć. Często pracowałem po 27 dni w miesiącu.

T.W.: Co takiego stało się przez te dwa lata, że raptem zrobiło się mało pracy?
W.G.:
Jedną z przyczyn jest to, że bardzo skurczył się rynek. Publikowanych jest coraz mniej zdjęć, padło planowanie, w redakcjach przesiaduje po kilkunastu fotografów, którzy dostają temat raz na kilka dni. Objętość gazety też jest coraz mniejsza. Trudno mi znaleźć w tym wszystkim logikę...

T.W.: Nie lepiej wydawcy zatrudnić dwóch fotografów, którzy przez cały czas będą mieli pracę?
W.G.:
To wydaje się znacznie rozsądniejsze. Oczywiście, czasami jest tak, że ilość pracy gwałtownie się zwiększa, ale wówczas można skorzystać z usług freelancerów. W końcu po to są...

T.W.: Kiedyś mówiłeś, że w Polsce nie ma dobrych fotoedytorów.
W.G.:
Prawdziwych fotoedytorów, proponujących zdjęcia które mają wejść na łamy, jest dosłownie kilku. Większość fotoedytorów stało się podajnikami do papieru, nie mającymi żadnego wpływu na wybór zdjęć. Myślę, że nadszedł czas, aby to powiedzieć. Edytor stał się tak naprawdę fotoreasearcherem, czyli osobą, która przebiera wstępnie zdjęcia, ograniczając ich liczbę do kilkunastu. Następnie przedstawia te zdjęcia redaktorowi prowadzącemu, naczelnemu czy dyrektorowi artystycznemu. To oni decydują o tym, co znajdzie się na łamach nie mając kompletnie pojęcia o fotografii prasowej, nie wiedząc które zdjęcie udźwignie temat i dlaczego. Wszyscy mówią, że gazety w tej chwili źle wyglądają. Rzeczywiście tak jest, ponieważ nie ma ich kto robić.

T.W.: A może zatarły się granice między dobrą, a złą fotografią?
W.G.:
To na pewno. Dobra fotografia została zalana strumieniem bylejakości. Jak nie będzie miał kto rozpoznawać i promować dobrej fotografii to niestety gazety będą wyglądały tak, jak wyglądają. Jak weźmiesz trzy czołowe gazety i przejrzysz je od deski do deski, to zobaczysz, że niemal na każdej stronie jest jakiś „ryj”, a  do tego sfotografowany czy przedstawiony w ten sam sposób. Nie ma już takich gazet jak stara „Rzeczpospolita”. Przypomnij sobie, jak była ona ilustrowana. Każde zdjęcie było inne, ale wszystkie ze sobą grały. Można było robić to dobrze. A teraz?

dzień była oczywiście częsty jeden wszystek dostawać naprawdę pracować teraz możny prawo dwa czyli chwila praca koniec fotografia Wojtek swoje nagroda wiedzieć temat wywiad Grzędziński agencja fotoreporter osoba on zrobić mówić miejsce zostać kilka swój wydawać siebie reportaż ja robić taki czas tylko gazeta tęgo fotograf bardzo który zdjęcie być
Fot.: Wojtek Grzędziński

dzień była oczywiście częsty jeden wszystek dostawać naprawdę pracować teraz możny prawo dwa czyli chwila praca koniec fotografia Wojtek swoje nagroda wiedzieć temat wywiad Grzędziński agencja fotoreporter osoba on zrobić mówić miejsce zostać kilka swój wydawać siebie reportaż ja robić taki czas tylko gazeta tęgo fotograf bardzo który zdjęcie być
Fot.: Wojtek Grzędziński

 


Autor: Tomasz Wojciuk



1 2 3



Oceny artykułu: 100% 0% ocen: 1

Czytaj także



Komentarze Użytkowników

Niezalogowanych Użytkowników prosimy o zalogowanie się przed dodaniem komentarza.


Domyślny avatar żeby nie powiedzieć cała Polska :( 2009.10.10 23:27, tompac # 

avatar Peeotr ... że ten tekst się pojawił 2009.10.13 02:12, Peeotr # 

Domyślny avatar a dlaczego mia się nie pojawić? bo opisuje prawdziwa sytuację na polskim rynku? 2009.10.13 10:45, tompac # 

avatar Peeotr że ktoś przeprowadził taki wywiad, że ktoś inny zgodził się i powiedział to, co powiedział, redakcja zatwierdziła itd. Bo publikowanych jest wiele tekstów i nie wszystkie wg mnie zasługują na publikację. Ten - moim zdaniem - tak, dlatego daję temu wyraz, pisząc "dobrze, że ten tekst się pojawił".



Czy opisana sytuacja jest "prawdziwa" - to kwestia oddzielna, podobnie jak np. kwestia "prawdy" w fotografii jako takiej :-)))))



Jest to głos konkretnego fotografa, ze szczególnym doświadczeniami, dlatego jest dla mnie ważny :-) Pozdrawiam!
2009.10.13 16:16, Peeotr # 

Domyślny avatar To jest kosztowne hobby ;) 2010.06.01 22:40, ANONIM # 


Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu i w żaden sposób nie odzwierciedlają poglądów prezentowanych przez właścicieli i administratorów SwiatObrazu.pl. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.




Spis treści

Najnowsze fotografie

karolina w chmurkach... aga stadion rynek1 Ku zachodowi tulipan