Serwis Panasonic Lumix G: testy, opinie, recenzje - Panasonic DMC-GF1 - test

Serwis Panasonic Lumix G: testy, opinie, recenzje  - Panasonic DMC-GF1 - test

Chronologicznie GF1 to już trzeci z "bezlusterkowców" Panasonica, a jednak dopiero pierwszy, który – dzięki odmiennemu od poprzedników, kompaktowemu korpusowi – w pełni realizuje główne założenie tej niszy rynkowej: minimum gabarytów przy maksimum jakości zdjęć.
Czy jednak miniaturyzacja i klasyczny wygląd są ważniejsze od ergonomii i wygody użytkowania? No cóż… zdecydowanie tak! Jeżeli posiada się funkcjonalne trojaczki (ciągle obecnego na rynku GH1 oraz beniaminki, G2 i G10), można pozwolić sobie na odrobinę ekstrawagancji, wypuszczając na rynek model – nazwijmy to – designerski.


Strona 1


Po odebraniu paczki od kuriera, natychmiast zapoznałem się z jej zawartością. Przez chwilę miałem nadzieję, że, zgodnie z obrazkiem na pudełku, wraz z korpusem GF1 dostanę do testowania obiektyw 20/1,7, jednak okazało się, że opakowanie zawiera podstawowe szkło 14–42. No cóż, może kiedy ceny "naleśnika" spadną do akceptowalnego poziomu, będę miał okazję nacieszyć się jego zaletami.
Moje pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne. Aparat przyjemnie ciąży w dłoni (rama korpusu została wykonana z aluminium) i sprawia wrażenie bardzo solidnie i dokładnie wykonanego. Duży wyświetlacz, dobrze rozmieszczone przyciski i przyjemna w dotyku powierzchnia body – to kolejne zalety obudowy. Trochę mniej czuć ekskluzywność w przypadku plastikowego "kitowego" obiektywu, jednak jego użytkowanie sprowadza się do kręcenia pierścieniami ogniskowej i ostrości, a tu naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Pierścienie kręcą się z przyjemnym oporem, precyzyjnie ustawiając się w pożądanym położeniu.

Po włączeniu aparatu i przejściu do wstępnych ustawień, można nieco zepsuć sobie początkowe dobre wrażenie. Mało przyjemny jest głośny, plastikowy "klik" pokręteł – górnego, z wyborem trybu fotografowania oraz tego na tylnej ściance, służącego do ustawienia parametrów. W porównaniu do poprzedników mechanizm wydaje się tandetny i nieprzemyślany. Nie żeby ten fakt utrudniał pracę, jednak w tym modelu wygląda trochę nieelegancko. Zwłaszcza podczas nagrywania filmów należy wystrzegać się jakichkolwiek zmian parametrów, skutkuje to bowiem serią nieprzyjemnych, głośnych trzasków w tle filmu.


Panasonic DMC-GF1 test

Reklama


Kolejny minusik – za umieszczenie przełącznika napędu w taki sposób, że umożliwia on przypadkową zmianę ustawienia przy naciskaniu spustu migawki. Zdarzyło mi się to kilkakrotnie podczas fotografowania, mimo że moje dłonie do największych nie należą. Po dłuższym użytkowaniu pewnie można się przyzwyczaić, jednak na początku jest to trochę irytujące.
No i wreszcie największa wada korpusu – mikroskopijny grip, który działa jako tako przy założonym podstawowym obiektywie 14–42, jednak kompletnie nie pomaga w trzymaniu aparatu przy cięższym i większym szkle 45–200. Wykonanie zdjęcia jedną ręką w takiej konfiguracji jest praktycznie niemożliwe. Wyeksponowanie gripa choćby o centymetr do przodu (i tak nie wystawałby wtedy nawet poza "najchudszy" obiektyw – "naleśnik" 20/1,7) ułatwiłoby i uprzyjemniło pracę z GF1, zwłaszcza, że plastik obudowy jest dość śliski, a uchwyt nie został pokryty materiałem antypoślizgowym.

Miniaturyzacja obudowy pozbawiła GF1 dwóch, moim zdaniem niezbędnych, elementów – obracanego ekranu i elektronicznego wizjera. Uważam, że bez trudu producent zdołałby zmieścić oba rozwiązania w tym modelu, bez ujmy dla jego wzornictwa. No, ale wtedy zatarłyby się techniczne różnice pomiędzy tym i pozostałymi modelami Panasonikowych "bezlusterkowców".

To tyle, jeżeli chodzi o (w większości subiektywne) wady sprzętu. Przejdźmy do tego co najważniejsze – a więc do zdjęć. Tu bowiem Panasoniki z serii G* sprawują się znakomicie, niezależnie od modelu, konstrukcji korpusu i wyposażenia.

Panasonic DMC-GF1 test


Aparat jest gotowy do pracy niemal natychmiast. Może to być oczywiste dla posiadaczy lustrzanek, jednak nie musi dla osób przerzucających się na GF1 z tradycyjnego kompaktu, który po włączeniu testuje komunikację z kartą pamięci, działanie obiektywu, czy też z innego powodu ma skomplikowany algorytm startowy.
Menu jest przejrzyste, intuicyjne i, poza kilkoma drobiazgami, dobrze spolszczone. Objętością i ilością ustawień jest raczej zbliżone do lustrzanek, niż do aparatów stricte amatorskich, jednak nadmiar ustawień nie wywołuje bólu głowy.
Nie wdając się w szczegóły techniczne – w GF1 można dostosować do swoich preferencji wszelkie możliwe parametry. Mnie osobiście, jako że nie unikam w swoich fotografiach kwadratowych kadrów, ucieszyła możliwość wyboru formatu 1:1. To smaczek, o którym nie wspomina się w testach tego aparatu, a który bardzo ułatwia kadrowanie w tej klasycznej, choć mało popularnej w fotografii amatorskiej, proporcji ekranu.

Jakości zdjęć wykonanych w pełnym świetle nie da się nic zarzucić. Są ostre i wyraziste, nawet przy wyłączonych "ulepszaczach", których w Panasoniku jest całkiem sporo. Automatyczne wyostrzanie, odszumianie, ekspozycja czy nasycenie kolorów sprawiają, że wykonane zdjęcie jest praktycznie gotowe do wydruku. Jednak po wyłączeniu tych funkcji, zdjęcia nadal są bardzo dobrej jakości i stanowią świetną bazę do samodzielnej obróbki w programie graficznym.
Nie mogłem oprzeć się w wielu przypadkach wyborowi trybu iA (inteligentne auto), mimo iż zwykle trzymam się z daleka od trybów automatycznych. Panasonic jednak steruje automatyką tak dobrze, że w nagłym przypadku, kiedy ucieka nam dobre ujęcie i nie mamy czasu na wprowadzanie odpowiednich parametrów, spokojnie można powierzyć ustawienia procesorowi Venus Engine i cieszyć się fantastyczną jakością zdjęć. Tryb auto w Panasoniku nie jest bowiem przesadzony i nachalny. Spokojnie dobiera parametry tak, aby nie przesycić kolorów, czy nadmiernie nie wyostrzyć zdjęcia. Tradycyjnie w Panasoniku (mam doświadczenie z modelami FZ20, FZ50 i G1) świetnie działa stabilizacja, umożliwiając wykonanie nieporuszonego ujęcia przy słabym oświetleniu i relatywnie długim czasie naświetlania matrycy.

Dotychczas piętą achillesową kompaktów Panasonic były wysokie szumy matrycy przy słabym oświetleniu sceny (a więc przy ustawieniu wysokiej czułości matrycy). Stosując w serii G* matrycę systemu 4/3, producent praktycznie wyeliminował tę przypadłość. Osobiście polecam ustawienie maksymalnej czułości matrycy na 1600 ISO, ponieważ wartość 3200 generuje szum akceptowalny tylko w ekstremalnych sytuacjach.

Panasonic DMC-GF1 test

Nieco dziwne wydaje mi się głośne "trzaskanie" migawki w "bezlusterkowcach". Oczywiście ma ona dużo większy rozmiar od tych znanych z kompaktów, jednak oczekiwałem, że wyeliminowanie lustra diametralnie wpłynie na obniżenie hałasu podczas wykonywania zdjęcia. Nic bardziej mylnego. GF1 "kłapie" niemal tak głośno jak lustrzanki. Zdecydowanie nie jest to więc aparat dla domorosłego Sherlocka Holmesa. Dotyczy to zresztą nie tylko serii G*. Miałem w rękach odpowiedniki konkurencyjnych firm i według mnie są one równie hałaśliwe.

Mieszane uczucia mam co do wbudowanej w korpus lampy. Niby działa bardzo sprawnie, ale na pierwszy rzut oka konstrukcja wygląda bardzo filigranowo i nie sposób oprzeć się wrażeniu, że cieniutkie cięgiełka i podpórki złamią się przy najlżejszym nacisku. Ale cóż… stylowy design wymaga od inżynierów wspięcia się na szczyty technologicznych możliwości i pozostaje mieć nadzieję, że konstrukcja lampy jest równie solidna, co skomplikowana.

 


Autor: Redakcja SwiatObrazu.pl



1 2



Oceny artykułu: 100% 0% ocen: 2

Czytaj także



Komentarze Użytkowników

Niezalogowanych Użytkowników prosimy o zalogowanie się przed dodaniem komentarza.


Domyślny avatar Ten artykul dostarcza mnostwo przydatnych informacji, dziekuje za nie. Niestety, w ostatnich zdaniach tekstu pan Rozanowski pozwala sobie ni z gruszki ni z pietruszki na dosc glupawe dowcipasy pod adresem kobiet, ubierając je w piekne zdanka. Nie rozumiem, po co to pochylanie sie nad kobietami jak nad uposledzonymi idiotkami, dla ktorych GF1 czy jakikolwiek inny aparat to gadzecik, ktory ma im pasowac do torebki podczas spacerku??? Jesli autor tego tekstu do tego stopnia ma kobiety za bezmyslne istotki, to wiele to o nim mowi, i nie sa to rzeczy dobre. Bardzo prosze na przyszlość o teksty, w ktorych nie obraża się ludzi i nie robi z nich hurtowo debili po to, zeby sobie polepszyc samopoczucie. 2010.09.15 19:01, matyldao # 


Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu i w żaden sposób nie odzwierciedlają poglądów prezentowanych przez właścicieli i administratorów SwiatObrazu.pl. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.




Spis treści

Najnowsze fotografie

A co tam jest ??? :) 01460001 01440005 01420006 01410008 01370011