Sony SLT-A55 - pierwsze wrażenia

Sony SLT-A55 - pierwsze wrażenia

24 sierpnia bieżącego roku firma Sony zaprezentowała dwa zupełnie nowe aparaty fotograficzne, które mogą znacząco wpłynąć na sposób postrzegania lustrzanki przez jej potencjalnych użytkowników. Sony SLT-A55 i SLT-A33, bo takie nazwy noszą te nowości, zostały przedstawione przez firmę Sony Poland, która udostępniła nam jeden z pierwszych egzemplarzy modelu SLT-A55. Kilkugodzinny kontakt z tym aparatem pozwolił na przygotowanie krótkiego artykułu podsumowującego pierwsze wrażenia z jego użytkowania. Zapraszamy do lektury.


Strona 1


Aparaty fotograficzne ciągle się zmieniają. Stwierdzenie to jest banalne i bardzo ogólne, ale w tym artykule chciałbym się skupić tylko i wyłącznie na lustrzankach, których ewolucja jest burzliwa i ciekawa zarazem. Długie dziesięciolecia dzielą nas od momentu pojawienia się pierwszych lustrzanek jednoobiektywowych z wymienną optyką. Przez lata ten typ kamer fotograficznych rozwijał się i dopasowywał do potrzeb nie tylko fotografów zawodowych, ale – co najważniejsze – fotoamatorów. Patrząc z perspektywy czasu na ostatnie 50 lat, można wskazać kilka ważnych dat i osiągnięć. Z całą pewnością do takiej listy należy zaliczyć pojawianie się pomiaru światła TTL, zastosowanie automatyki ekspozycji (PASM), wprowadzenie automatycznego nastawiania ostrości (autofocusa) i wiele, wiele innych, które w ten czy innych sposób wpłynęły na konstrukcje sprzedawanych obecnie lustrzanek. Oczywiście nie sposób tutaj nie wspomnieć o prawdziwej cyfrowej bombie, jaka rozszarpała tradycyjnie uporządkowany, analogowy kosmos fotografii. Fala uderzeniowa nie ominęła lustrzanek i dlatego obecnie mamy do dyspozycji amatorskie aparaty o możliwościach, o których 10 lat temu mogliśmy jedynie  pomarzyć.

Sama zamiana materiału światłoczułego z błony filmowej na matrycę cyfrową, było jedynie początkiem trzęsienia ziemi, bowiem do niedawna lustrzanka z podglądem na żywo to było prawdziwe, soczyste sience-fiction. Filmowanie lustrzanką też już nikogo nie dziwi, ale przyszedł czas na kolejny krok.

Reklama

W tym miejscu wypada mi wyjaśnić rolę tak długiego wstępu – tytuł sugeruje, że będę pisał o nowych produktach Sony, a jak do tej pory nie pojawiło się o tym ani jedno słowo. Nowe rozwiązania i technologie, których możemy używać, i które niewątpliwie wpływają pozytywnie na naszą pasję fotografowania, na początku mogą wydawać się dziwne – czasem wręcz zupełnie zbędne. Jednak po pewnym czasie jawią się jako prawdziwe skoki naprzód, choć niekiedy ciężko nadążyć za tempem zmian.

Firma Sony zaprezentowała nam aparaty, które zawierają w sobie technologię zmieniającą tradycyjny koncept lustrzanki w coś, co bardziej przypomina wymarzoną przez wielu uniwersalną kamerę do rejestracji obrazu – zarówno w formie fotografii, jak i filmu. Nie ośmielę się na to, aby w tym czasie i miejscu wróżyć koniec kamer wideo i tradycyjnych lustrzanek. Takie stwierdzenia byłyby zbyt aroganckie i nieodpowiedzialne.

Sony SLT-A55
Sony SLT-A55 z biektywem Carl Zeiss Distagon 2/24 ZA T* SSM

Sony SLT-A55 oraz SLT-A33 to całkowicie nowe konstrukcje, które łączą w sobie wiele cech aparatów kompaktowych i lustrzanek. Już na pierwszy rzut oka widać podobieństwo niektórych elementów obudowy do tego, co znane jest z kamer serii CyberShot (np. HX1). Klawisze, obudowa wizjera, kształt lampy błyskowej i pokręteł – to wszystko przywołuje na  myśl kompakty Sony. Jednak najważniejsze jest to, co schowane w środku pancerza obudowy i co tak naprawdę stanowi o wyjątkowości Sony SLT-A55.

Sony SLT-A55
Półprzepuszczalne lustro aparatu Sony SLT-A55 (zdjęcie: Sony)

Sony zdecydowało się wykorzystać rozwiązanie, które wcale nie jest absolutną nowością. Chodzi mianowicie o pomysł wykorzystania nieruchomego, półprzepuszczalnego lustra w aparacie klasy lustrzanki. Takie próby były już wcześniej podejmowane przez firmę Canon, jednak tam półprzepuszczalne lustro zostało wrzucone do korpusu zwykłej lustrzanki. Tym razem mamy do czynienia z aparatem, który już w fazie projektowania był oparty o ten typ lustra, a cały koncept został osnuty właśnie wokół półprzeźroczystego zwierciadła. Translucent Mirro Technology, bo tak brzmi pełna nazwa nowej technologii Sony, opiera się na nie przemieszczającym się podczas fotografowania i filmowania lustrze, które jest w stanie przepuścić światło do matrycy. W takim układzie po co w ogóle jest lustro? Odpowiedź jest bardzo prosta i wbrew pozorom nie jest wcale związana z wizjerem, bo tradycyjnego wizjera optycznego w Sony SLT-A55 oraz SLT-A33 nie znajdziemy. Aparaty te są wyposażone w autofocus oparty o detekcję fazy, czyli dokładnie taki jak we wszystkich lustrzankach. Ponieważ system automatycznego nastawiania ostrości pracuje w oparciu o dane pozyskiwane z zestawu czujników, trzeba było zapewnić im materiał do pracy. W tym właśnie celu Sony zdecydowało się na wykorzystanie półprzepuszczalnego lustra. W klasycznej lustrzance segment autofocusa znajduje się pod komorą lustra, poniżej matrycy, migawki i samego lustra. Sony SLT-A55 oraz SLT-A33 posiadają autofocus umiejscowiony powyżej lustra – tam gdzie w tradycyjnej lustrzance jest matówka i pryzmat (lub system luster pentapryzmatycznych).

Warto zauważyć, że w nowych aparatach Sony SLT-A55 oraz SLT-A33 został użyty nowy moduł autofocusa, który zawiera w sobie piętnaście czujników, w skład których wchodzą trzy typu krzyżowego. Ich rozmieszczenie jest też nowe – są usytuowane równomiernie na powierzchni kadru – nie ma efektu koncentracji pół pomiarowych, znanego z lustrzanek DSLR-A900/850. Prezentacja nowych modeli lustrzanek Sony została tak przygotowana, że była możliwość sprawdzenia wydajności nowego układu autofocus również w bardzo dynamicznych ujęciach. Najbardziej interesujące jest to, że autofocus pracuje jednakowo dobrze zarówno w trybie wideo, jak i podczas fotografowania. Nawet szybko przemieszczające się obiekty nie sprawiały większych trudności, nie tylko wtedy gdy poruszały się po linii równoległej do matrycy, ale także wtedy, gdy ich ścieżka była do niej prostopadła. Sony SLT-A55 potrafi bardzo dobrze śledzić ruch w trybie AF-C (ciągły autofocus) nawet z obiektywami stosunkowo ciemnymi takimi jak kitowy 18–55 mm F3,5-5,6 SAM. W tej kategorii widać duży postęp, jaki poczynili inżynierowie Sony.

Sony SLT-A55
Aparat nie ma optycznego wizjera, ale za to udostępnia szereg bardzo przydatnych funkcji na zdjęciu powyżej widać elektroniczną poziomicę, która może być wyświetlona także w wizjerze.

 


Autor: Marcin Woźniak



1 2 3



Oceny artykułu: 100% 0% ocen: 11

Czytaj także



Komentarze Użytkowników

Niezalogowanych Użytkowników prosimy o zalogowanie się przed dodaniem komentarza.


Domyślny avatar pomysl swietny, choc rzeczywiscie zastanawia wplyw lustra na zdjecia oraz dziwi ten elektroniczny wizjer, w koncu brak podnoszacego sie lustra pozwolilby wyeliminowac problem znikajacego obrazu podczas naswietlania kadru. czy tak tez jest w przypadku elektronicznego wizjera? 2010.08.30 09:50, odzio # 

avatar tadeusz60 Sorry, ale mnie to nie przekonuje! 2010.09.01 15:24, tadeusz60 # 


Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu i w żaden sposób nie odzwierciedlają poglądów prezentowanych przez właścicieli i administratorów SwiatObrazu.pl. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.




Spis treści

Najnowsze fotografie

JG Kompozycja Jednoo krople TANIEC 100_4814 Z falą