Dołącz do nas
Pod patronatem
Partnerzy
Współpraca
Ceneo.pl
Velbon Sherpa 800R
Hama Star PRO 59
VELBON Sherpa 600
Manfrotto 055XPROB Professional
Witaj obłędzie
8 czerwca 2006, 01:21 | czytano: 6264 razy
Nikt nie przypuszczał, że dziecko może powiedzieć prawdę o życiu. A jednak kiedy wyszła debiutancka powieść Francoise Sagan, zatytułowana "Witaj, smutku", okazało się, że prawdę znają nie tylko dorośli. Tylko nikt z nich nie miał odwagi, żeby ją powiedzieć.
A dziecko miało. Wraz z tą skromną książką narodziła się pisarka nad Sekwaną i doszła do głosu zupełnie nowatorska narracja w powieści. Chłodna, oderwana od tradycji literackiej, powściągliwa, analizująca życie od nowa. A raczej przypatrująca się ludziom z nowej, nieznanej dotąd perspektywy. Od dołu, gdzieś z boku, z wysokości dziecka, no, może młodej dziewczyny. Czasem narracja Sagan sięgała samego środka wydarzeń. Było w tym zapisie jednak coś, co zaprzeczało istnieniu świata literackiego. Prozę młodej debiutantki zbliżał ten zabieg do gatunku reportażu.
Jedna książka jak uderzenie w dzwon. Słychać było o niej przez kolejne dekady i ta pierwsza powieść stała się znakiem rozpoznawczym pisarki, jej mottem życiowym, a także emblematem francuskiej literatury. Dlaczego właśnie tak niepozorna książka stała się głosem pokolenia i sztandarowym dziełem literatury tamtego okresu? Bo mówiła w sposób prosty, naturalny i daleki od upiększenia o sprawach uczuć oraz komplikacjach wynikających z życia w społeczeństwie. Zawiłość relacji między ludźmi, ludźmi a kanonem kultury i obyczajów, przemówiła głosem osiemnastolatki. Francuzi żyli w szczelnych skafandrach uczuciowych, zmumifikowani obyczajowością mieszczańską, zdeformowani dobrym zachowaniem posuniętym do granic rozsądku. Głos z zewnątrz objawił im świat w nieco większej skali i jak łatwo się domyślić - również komplikacji. Tak więc pewnego dnia Paryżan, a potem pozostałych Francuzów obudził słodki głos poranka, mówiący "witaj, smutku". I tak już pozostało.
Co budzi przeciętnego Japończyka? Szmer szybkich kolejek, który wyciąga o świcie tysiące ludzi z domów i każe im sunąc do pracy. A może niepokojąca przestrzeń, szczelnie zabudowana, przykryta tysiącem neonów, zadymiona i polana warstwą grubego asfaltu. Czy w szarej strefie Tokio, miasta wypranego ze słońca, słychać śmiech na ulicy? Tego nie wiemy. Nad Tokio czuwa wielka ośnieżona góra. Góra stoi daleko od miasta, ale ma je na oku. I w pogodny dzień z okien najwyższych drapaczy chmur można tę górę wypatrzyć. Być może jest to jedyny punkt warty uwagi na trasie przeciętnego Japończyka. A może się mylę, bo nie znam Japonii, Japończyków i ich Tokio.
Fotografie Tomka Brankiewicza osadziły mnie na miejscu. To zdarza się niezwykle rzadko. Czas każdego z nas jest dokładnie odliczony albo bardzo precyzyjnie trwoniony zgodnie z europejskimi wskazówkami. Tymczasem po spojrzeniu na szare kadry z tokijskich ulic czas przestaje sunąć. Skapuje, zastyga, staje się mało precyzyjny. Pochylam się nad tymi zdjęciami i przestaję cokolwiek słyszeć poza hukiem tokijskich ulic. Syk metra, cichy warkot wózka widłowego, brzęk szybkiej piły do cięcia mrożonych ryb, zassana cisza między kolejnymi stacjami kolejki. Nie rozumiem liter ani tym bardziej ludzi. Jest mi wszystko jedno, bo ludzie i tak nic nie mówią. Na fotografiach z dalekiej podróży Brankiewicza Japończycy zakryli usta jednorazowymi maskami. Ukryli się za komiksami, których pełno w tokijskich metrach, jak gdzie indziej śmieci. Albo za technologicznymi rupieciami, z których można wydobyć ciepłą zupę o każdej porze dnia lub nocy. To nie jest dobra, pogodna opowieść. To tym bardziej nie jest żadna opowieść beztroskiego turysty, który przejechał tysiące kilometrów, przeleciał nad zaśnieżoną, skamieniałą i skopaną przez natarczywych ludzi Syberią. Fotografie wyprane z koloru mówią to samo, co kilkanaście lat temu powiedziała francuska pisarka - prawdę. Jakkolwiek ją nazwiemy w kontekście naszych doświadczeń, kultury Japonii i Europy. Będzie to smutek, wyparcie lub obłęd. Obojętnie.
Czy w starciu z takimi kadrami może wygrać słowo? Kto może być tak naiwny, żeby tak sądzić. Zdaję sobie z tego sprawę, dlatego im dłużej patrzę na zdjęcia, tym bardziej ważę te słowa. Bo to jest tak jak z dobrym wierszem, kiedy jego interpretacja może się złożyć wyłącznie z przepisania go pod spodem. Własnoręcznie, fakt, ale jednak z samego przepisania.
Są takie obrazy, które nie pozwalają nam zasnąć. Są również takie, które odbijają się w przeciągu dnia. Stoimy w środku przybrudzonego miasta w Polsce. Jest szczyt. Korek uliczny zabawnie krótki w porównaniu z japońskim korkiem, który ciągnie się na długość całego województwa dolnośląskiego. I nagle ze środka naszego brzucha wypływa dostojny kadr z obiektywu Tomka Brankiewicza. To wcale nie jest deja vu. To siła sugestii ich autora.
Japonia to puszka dławiąca ludzi. Przedmioty i technologię upchnięto w niej na chybił trafił. Oderwani ludzie i zwierzęta dryfują po śliskiej powierzchni metalu, szkła, chromu i luster. Zatrzymują ich znaleziska; seria pralek automatycznych ułożonych pod ścianą, automaty do jedzenia, ryby i bogactwo morza wyplątane z sieci. Niepokojące jest to, że świat na tych fotografiach do złudzenia przypomina utopię Gibsona. Tylko, że literacka wizja Gibsona miała dopiero nastąpić za jakieś kilkanaście lat.
Psychologowie mówią, że człowiek może popaść w obłęd w wyniku alienacji. Pusta przestrzeń wokół niego i brak bodźców powoduje napięcie równe traumie wojennej. Człowiek zamknięty w swojej samotności nie odpoczywa. Przeciwnie, czuje się coraz bardziej zgniatany wewnętrznym ciężarem własnego gatunku. Cierpi, ponieważ przebywa tylko sam ze sobą, a nie może siebie samego znieść. Nie odrzuca więc ludzi, tylko siebie w ich towarzystwie. Alienacja jest zgubnym zabezpieczeniem przed utratą bliskiego człowieka. W rzeczywistości jest drogą jednokierunkową. Tylko poza siebie, dalej i dalej.
Czy w centrum stolicy Japonii krzywa statystyczna autystyków nie rośnie? Patrząc na zderzenie ciał i metalowych powierzchni, głuchych na każde dotknięcie, pieszczotę czy uderzenia, można przypuszczać, że ma się tu lepiej niż gdzie indziej. Europejski smutek jest na jej tle eksplozją wybujałych emocji. Wiemy doskonale jak dyskretni, oszczędni i delikatni potrafią być w swoim przeżywaniu Japończycy.
Szaleństwo gości na ulicach Tokio. Nie widać go na pierwszy rzut oka. Dopiero w gestach kobiet, jak we "Wstręcie" Polańskiego, spojrzeniu bezdomnych, rozczochranych jak Jeti czy somnambulicznym zatrzymaniu się ludzi, kryje się jakaś jego cząstka. Japończycy słuchają swojego obłędu i nic poza nim nie słyszą. Na tym tle cienie wydają się żywsze, a martwe ryby na największym w Japonii targu bardziej krwiste.
Czy to nie dziwne, że kontakt z fotografem nawiązali jedynie bezdomni? Tylko oni pozwolili sobie spojrzeć wprost w obiektyw młodego fotografa i zareagowali na zdjęcie w ludzki, klasyczny sposób. Po przejrzeniu tych zdjęć widać wyraźnie, że tokijscy bezdomni egzystują na marginesie miasta i samej kultury. Niczym narośl.
Tomasz Brankiewicz. Jego krótki film o Japonii robi na mnie duże wrażenie. Każdy z tych obrazków można ułożyć w inny pasaż skojarzeń i zdarzeń. I za każdym razem będzie to zupełnie nowy film o mieście, ludziach, poczuciu pustki albo spokoju, gdzieś w odległym kraju. Japonia, mały kraj położony na skrawku ziemi, wprost na morzu, w którym podobno dość malowniczo kwitną wiśnie. Tak przynajmniej twierdził Kurosawa i teraz wspomina o tym rzewnie Murakami.
Większość historii na zdjęciach Brankiewicza rozgrywa się gdzieś na styku dwóch stanów- dynamiki i zatrzymania. Ruch noża nad martwą rybą, cięcie piłą płatów lodu, mknący wózek z ciężką skrzynią. Bogactwo martwej natury, ludzie w maskach, które mają ich chronić przed powietrzem. To prawdziwa ironia cywilizacji.
Więc te fotografie są dla mnie traktatem. Ułożone w taki czy inny sposób, mają precyzyjną logikę i nie wymagają w zasadzie żadnego komentarza. Poza apologią na ich cześć albo zaprzeczenia w postaci nowych odkryć wizualnych tego świata. W końcu Japonia, kraj kwitnącej czy upadłej pod smogiem wiśni, leży w realnej odległości od Polski. Leci się tam około dwunastu godzin. Mniej więcej tyle, ile przesypia się w ciągu dwóch dni.
Tuńczyki jak plastikowe korpusy starych kajaków, cena odbita na skrzelach ryb, lśniące perły lodu, dzieci stojące w maskach na przystanku autobusowym, bezdomni wpisani w idealny trójkąt przedmiotów i cieni. Tak. Każdy z tych obrazów mógłby pojawić się w marzeniu sennym. Bo kto raz był w Japonii, ten nie przestanie o niej śnić do końca życia.
Musisz się zalogować, aby dodawać komentarze i oceniać artykuły
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu i w żaden sposób nie odzwierciedlają poglądów prezentowanych przez właścicieli i administratorów SwiatObrazu.pl. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.
Czytaj także
Fotograf i stock - korzystna interpretacja dotycząca rozliczania podatków
W październiku 2009 roku omawialiśmy kontrowersyjną interpretację Dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie, odnoszącą się do ustalenia rodzaju źródła przychodów, jakie uzyskuje fotograf osiągający przychody w wyniku publikowania zdjęć na st...
1 września 2010, 13:24
czytaj więcej »Magiczne, jesienne Bieszczady – plener i warsztaty fotograficzne
Portal fotowarsztaty.com zaprasza w magiczne, jesienne Bieszczady. Właśnie wczesną jesienią te piękne góry prezentują się najlepiej i najbardziej spektakularnie. Początek października zbiega się z pojawieniem najintensywniejszych, jesiennych k...
17 sierpnia 2010, 06:30
czytaj więcej »Stara Galeria ZPAF: fotografie Eweliny Gmerek
Czarno-białe fotografie Eweliny Gmerek, pokazujące różnorodne gry z przestrzenią, będą od poniedziałku 16 sierpnia prezentowane w Starej Galerii ZPAF w Warszawie. Wernisaż wystawy będzie miał miejsce o godz. 18.00.
14 sierpnia 2010, 13:00
czytaj więcej »Nowa książka wydawnictwa Helion - "Ujęcia z bliska. Kreatywna fotografia"
Czy marzyłeś kiedykolwiek o poznaniu z bliska zagadnienia makrofotografii? Zastanawiałeś się, jak to jest stanąć twarzą w twarz z przyrodą w dużym powiększeniu? Bajecznie kolorowy świat zdjęć autorstwa najznamienitszych fotografów może być Ci ...
12 sierpnia 2010, 10:00
czytaj więcej »II Międzynarodowy Festiwal Fotografii Młodych w Jarosławiu 2010 - przegląd wystaw
W dniach 6-14 sierpnia 2010 roku w Jarosławiu odbędzie się II Międzynarodowy Festiwal Fotografii Młodych. W trakcie trwania Festiwalu będzie można uczestniczyć w wielu imprezach, konkursach, wykładach, zobaczyć filmy i wystawy fotografii. Zapraszamy ...
4 sierpnia 2010, 16:15
czytaj więcej »Foto i wideo - okazje i super okazje
Redakcja SwiatObrazu.pl ma przyjemność przedstawić swoim Czytelnikom bieżące okazje i super okazje polskich sklepów fotograficznych i wideo.


























































