Wojna kelnerów

Wojna kelnerów

Fruwające obrazy wojny.


Slavenka Drakulić nikogo nie przekonuje. Ona jest pewna, że wojna taka jak w Jugosławii, może się wydarzyć zawsze i wszędzie. Bo do każdej wojny doprowadzają ludzie, a ci pozostali od wieków niezmienni.



Wojna zaczyna się od słów. Niektórzy mówią, że od myśli. Od pierwszej złej myśli o sąsiedzie zaczyna się wojna wewnętrzna. Potem wystarczy już tylko niewielki ogień i ognisko zaczyna płonąć. Rany po II wojnie światowej, które sączyły się wzdłuż i wszerz byłej Jugosławii, nie dawały spokoju całym pokoleniom. To wiedzieli już rodzice Drakulić i wszyscy jej sąsiedzi. A jednak głębokość czy rozległość tych ran była niczym w porównaniu z intensywnością nacjonalizmu, który zastąpił na Bałkanach komunizm. Przyroda nie znosi próżni, tym bardziej ludzki umysł. W środku Europy, w XX wieku, doszło więc do wojny, w której ginęli ludzie. Ot tak po prostu, z własnych rąk.

Wojna kelnerów

Reklama

Doskonały klimat Bałkanów został odkryty już w czasach starożytnych. W najdawniejszych kronikach i przewodnikach opisuje się ten region jako miejsce leżące tuż pod brzuchem słońca. Umiarkowany klimat doskonale służył winogronom, świniom, słonecznikom i ludziom, którzy zajmowali się hodowlą zwierząt oraz uprawą ziemi. W sumie, gdyby nie kilka złożonych kwestii, których mogli wyprostować przywódcy i kapłani, nie dochodziłoby tu nigdy do żadnych wojen. Tym bardziej domowych.

Drakulić próbuje nadążyć za tokiem myślenia przeciętnego mieszkańca byłej Jugosławii i, mimo że jest osobą wykształconą, nie udaje jej się to. W rekonstrukcji wewnętrznej pomagają jej mity, przesłuchania sprawców przez Trybunałem Konstytucyjnym w Hadze, telewizja publiczna, wycinki z gazet. Wszystko to składa się jednak na śmietnik informacyjny, w którym trudno odnaleźć pierwsze, ważące o losach narodów słowo. W przypływie mądrości wewnętrznej i w oparciu o własną intuicję pisarka chorwacka szuka początku wojny w sobie. I odnajduje ją.

Wojna kelnerów

Początek wojny w byłej Jugosławii to rozpad człowieka na obowiązek i uczucia. Wkrótce po wybuchu wojny domowej okazało się, że większość jej uczestników, którzy zasłużyli sobie na miano zbrodniarzy, ma dość dużą łatwość oddzielania życia prywatnego od zawodowego. Znamy ten mechanizm doskonale z badań psychologicznych, przeprowadzonych wśród nazistów. Mieli go przeciętni naziści, oprawcy w obozach koncentracyjnych lub dowódcy. Jak pokazuje przykład Jugosławii, proces oddzielania rozpoczęli dziennikarze i publicyści. To właśnie oni rozpętali wojnę domową.

To nie do wiary. Krzyczeli tuż po zakończeniu konfliktu. Nikt nie mógł uwierzyć, że dziennikarze, których obowiązuje etyka zawodowa oraz pewien poziom europejskości, mogli dopuścić się czegoś podobnego. Poziom agresji, erystyka, doskonale sprawdzone w czasach komunizmu kłamstwa i mechanizmy propagandy zrobiły swoje. Bezbronni na pierwszy rzut oka dziennikarze rozpoczęli najkrwawszy rozdział w historii jugosłowiańskich miast. Zupełnie nieprzygotowanych, jak się okazuje, do prowadzenia miejskiej partyzantki.

Wojna kelnerów

Tuż po wojnie, kiedy do krajów byłej Jugosławii przybyli wysłannicy Europy, zorganizowano wiele warsztatów podnoszących poziom świadomości wśród dziennikarzy. To regionalne dzienniki, lokalne stacje radiowe i telewizja przyczyniły się do "rozszczekania" złej wieści. Dziennikarze podsycali i tak rozogniony nacjonalizm, sączyli zatrute słowa w uszy zaniepokojonych czasami ludzi. Nienawiść, jak w czasach III Rzeszy, potrzebowała drogowskazu. Media pokazały jej najkrótszą drogę. Czy można było zapobiec wojnie, pyta Drakulić w swojej książce. Być może nie. Z pewnością jednak można było wziąć za nią, jak za dziennikarskie słowo, większą odpowiedzialność.

Wygenerowanie "elementu wrogiego", którego najpierw trzeba było pozbawić ludzkich cech, nie trwało długo. Badania wykazały, że większość mieszkańców Jugosławii jest zaszokowana działaniami wojennymi. Czuli się wojną zaskoczeni, mimo że każdy z nich - jak chce widzieć obraz wojny w swoim kraju Drakulić - osobiście się do wojny przyłożył. Bierność, zła myśl, zamknięte oczy, a potem usta - to w konsekwencji pozbawiło ojczyzny i życia tysiące ofiar.

Wojna kelnerów

Motywem przewodnim każdej wojny medialnej i rzeczywistej jest kłamstwo. Mijanie się z prawdą na każdym poziomie, wynik własnych dociekań na temat tego, kto komu kłamał w tej wojnie, opowiadanie o kulturze kłamstwa jak o wysokiej kulturze kraju, którą można się szczycić, to specjalność Drakulić. Zadaje sobie ona trudu, żeby w najprostszy, najbardziej oczywisty sposób odpowiedzieć sobie samej na pytanie, dlaczego mieszkańcy Jugosławii tak bezczelnie kłamią. I jak to się stało, że dowódcy państwowi, przywódcy armii walczących, dowódcy oddziałów obejmujących we władanie piękne, drogocenne miasta Jugosławii, wszyscy ci ludzie patrząc w oczy przedstawicielom ONZ, kłamią jak najęci.

Odpowiedź, również w kontekście naszego kraju, wydaje się dziecinnie prosta. Jeśli kłamią media, rządy, przywódcy duchowi i rodzice, których okłamali ich rodzice, nie ma możliwości uniknięcia powszechnego kłamstwa. W przestrzeni informacyjnej i mitycznej, w domu rodzinnym, szkole oraz wszędzie tam, gdzie byli ludzie, w krajach dawnej Jugosławii, kwitło kłamstwo. Jak dobrze zasiany i pielęgnowany kwiat.

Wojna kelnerów

A jednak żeby doprowadzić do wojny trzeba umiejętnie i długotrwale działać na rzecz nienawiści. Wojna nie wybucha w żadnym kraju przypadkowo. To nie awaria ani wypadek drogowy. Wydaje się nawet, że wojna domowa ma znacznie dłuższą drogę rozwoju i zupełnie odmienny scenariusz niż wojna między obcymi państwami. Na tle tych rozważań Drakulić dochodzi do pewnego paradoksu. Jak bowiem traktować wojnę w Jugosławii? Czy tak, jak chce tego autorka książki, a więc jako wojnę domową, którą toczą między sobą dawni bracia, czy może, jak udowadniają specjaliści od wojen światowych, znawcy z ramienia ONZ i Trybunału Konstytucyjnego w Hadze, jako wojnę międzynarodową. Im więcej czasu płynie od zakończenia działań wojennych, tym bardziej uczestnicy tej wojny, jej ofiary i główni bohaterowie czują się zagubieni. Kraje rozbiły się, ale w świadomości ludzi do tak radykalnego "rozwodu" nie doszło. W konsekwencji przeciętny mieszkaniec Serbii czy Chorwacji uważa się nadal w duchu za Jugosłowianina.

Wojna kelnerów

Spróbujmy zastanowić się, kim był Jugosłowianin przed wojną. Najprościej rzecz ujmując, był kimś przeciętnym. Jak się okazuje, w najbardziej brutalnych rozdziałach tej wojny główną rolę odegrali byli taksówkarze, kelnerzy, bezrobotni i wędkarze. To oni, należący do "masy", ogółu, średniej statystycznej, wymordowali Muzułmanów w Srebrenicy. Czy byli w tym działaniu zupełnie samodzielni, albo - jak chce tego linia obrony z Hagi - osamotnieni? Wręcz przeciwnie. Słyszeli za sobą głosy polityków, którzy najzręczniej wykorzystali obrazy fałszu i zakłamania. Kelnerzy nie poświęcają zbyt wiele czasu na czytanie, dlatego łatwo im wmówić coś, co nie miało miejsca. Fakty dowolnie konfigurowane lub miksowane z mitami, prawda zmieszana z pobożnymi życzeniami stworzyły mieszankę wybuchową. Jej ślady noszą mieszkańcy byłej Jugosławii do dziś.

Wojna kelnerów

Tak czytana historia kraju, który wygrzewa się pod brzuchem słońca, staje się horrorem. Ale nie dlatego, że jej autorka zasypuje nas obrazami pełnymi okrucieństwa. Wręcz przeciwnie. Jej opowiadanie o ludziach, którzy wydawali rozkazy albo mordowali własnoręcznie kobiety i dzieci (strzał w tył głowy nad chłodną rzeką, kropelki potu nad górną wargą i śmieszny pęcherz od naciskania na spust pistoletu), jest najpospolitsza z możliwych. Jej siła tkwi w umiejętności zdziwienia i prostocie skojarzeń. Bo oto autorka dochodzi do wniosków sama, jakby obok faktów, mimochodem, przypadkiem. Jej trafne spostrzeżenia karmią są początkowo tym, co spożywali wszyscy zainteresowani wojną na Bałkanach. A więc migawkami z telewizji, relacjami z gazet, informacjami wyjętymi z Internetu. Nawet uczestnicząc w przesłuchaniach oskarżonych, Drakulić słucha dokładnie tego samego, co wszyscy. Relacji z określonych działań wojennych. Przyznaje w którymś momencie swej książki, że prawda tak podana jest nudna.

Coś niezwykłego dzieje się jednak w momencie, gdy Drakulić dociera do pozornie nieważnych historii. Z nic nie znaczących spraw, wyglądu kołnierzyka, kształtu nosa, migawek, wspomnień z sali rozpraw, z tego, co niegodne uwagi na pierwszy rzut oka, wydobywa autorka szczegół. A właściwie klucz. Dopiero on otwiera znacznie głębsze obszary jej własnego rozumienia wojny i tego, co zaszło w jej własnym kraju. Proces uświadamiania sobie scenariusza wojny jest pokazany tu z niezwykłą siłą. Mimo że autorka się nim niemal nie zajmuje.

Wojna kelnerów

Mówiłam o szczególe i jego roli. W klasycznym reportażu to właśnie szczegół nabiera mocy i włada nami podczas lektury. Tak jest i w wypadku tej książki. Metoda reportażowa, którą wzbogaca wątek intymnej, konfesyjnej rozprawy z dzieciństwem, młodością i życiem w byłej Jugosławii, sprawdza się na każdej stronie książki. Inaczej nie zapamiętałabym "syndromu telewizora", a więc przypadłości mieszkańców miast, którzy grabili rzeczy swoich sąsiadów, uznanych najpierw za wrogów. "Syndrom telewizora" włącza w polskim czytelniku kanał skojarzeniowy z Jedwabnem. Również tam poczucie winy i zrabowane rzeczy stały się zakładnikami powszechnego milczenia.

Czy to nie szokujące, że zgoda na milczenie trwała w okaleczonych ludziach ponad dziesięć lat? Przez ten czas nikt nie przywrócił świadkom i ofiarom mowy ani też nie złapał sprawców, żyjących w znacznie lepszych niż przed wojną warunkach. Byli kelnerzy obsługiwani byli w najlepszych restauracjach, byli taksówkarze dostali własnych szoferów. Oprawcy z najbardziej skołatanymi nerwami (Mladić) zajęli się uprawą róż. W świecie takich ludzi wojna odgrywa najważniejszą rolę, więc po jej zakończeniu przeszli po prostu na emeryturę.

Wojna kelnerów

Każda wojna to wydarzenia z pierwszych strona gazet. Śledzimy je, jeśli mamy czas włączyć telewizor albo poczytać prasę. Tymczasem prawdziwa wojna toczy się na tyłach wroga. Jej skutki są widoczne od razu albo po jakimś czasie (zasadzki, groby masowe). Śladem niewydeptanych ścieżek i kulisami tej wojny zainteresowała się chorwacka pisarka. Z jej książki możemy się dowiedzieć na przykład, że w czasie działań wojennych każdym z państw byłej Jugosławii rządziły co najmniej dwa rządy - oficjalny oraz tajny. Rozkazy, doniesienia, komunikaty i decyzje pojawiały się bez związku i składu. Na niezwykle zawiłej drodze do prawdziwego rządu skręcił nogę niejeden wysłannik Sił Pokojowych ONZ.

Do klasycznych rozpraw związanych z mitem oprawcy i ofiary, nauki o nazistach, prawdach, z jakimi obcowaliśmy podczas omawiania lektur szkolnych, pisarka dorzuca garść niezwykle cennych obrazków. Na przykład młodych weteranów wojennych, którzy po wojnie organizowali strajki i protesty przeciwko sądzeniu swoich dowódców. Nowe rządy, które wyłoniły się po wojnie, ulegały masowym protestom. Siła weteranów była tak wielka, że prowadziła wprost do unieruchomienia węzłów kolejowych, strajków górników, motorniczych i policjantów. Chyba nigdy z taką siłą bezprawie nie zastąpiło prawa w żadnym z krajów europejskich.

Wojna kelnerów

Sędziowie szybko ustępowali miejsca nowym kolegom, zbrodniarze zaś zdobywali miano bohaterów nie tylko w prasie i telewizji, ale również w szkołach, na ulicy, wśród sąsiadów. Nagle okazało się, że Serbia, Chorwacja, Bośnia nie znają przestępców ani oprawców wojennych, a tam, gdzie ślady masowych zbrodni zostały zatarte i nie znajdywano ciał, ludność okoliczna wmawiała śledczym, że do niczego nie doszło. Syndrom Jedwabnego trwał przez dziesięć twardych lat.

Co na tym tle znaczy pamięć ludzka? Czy wspomnienia mają szansę wobec twardych mechanizmów władzy, karmionej nacjonalizmem i poczuciem bezkarności? Okazuje się, że tak. Katharsis przyszło nieoczekiwanie ze strony najsłabszych i najmniej ważnych świadków - kobiet i dzieci. To one, pozbawione w wyniku wojen swoich najbliższych, zaczęły sypać. Najpierw przed lokalnymi dziennikarzami, potem mediami międzynarodowymi, a po fali pogróżek - przed sędziami z Hagi. Było im wszystko jedno. Pozbawione mężów, dobytku i czci (w wyniku konfliktu bałkańskiego w samej Bośni zgwałcono 60 tys. kobiet) gotowe były skazać się na śmierć z rąk przestraszonych zbrodniarzy wojennych. Za ich przykładem poszli inni. Według Trybunału Haskiego za udział w wojnie na Bałkanach, w Chorwacji i Bośni, powinno być sądzonych od 1,5 do 20 tys. zbrodniarzy. Tymczasem przed sąd trafiło zaledwie 200 i to wyłącznie z tak zwanej "wyższej półki" władzy.

Wojna kelnerów

Tam, gdzie zbrodnie dokonały się w najmniej ludzki sposób, niektórzy świadkowie przestają mówić, a zaczynają wyć. Drakulić mówi, że nigdy nie zapomni potwornego skowytu kobiety z Fočy, którą gwałcono wraz z córką. Siedząc naprzeciw swojego kata, słynnego pedofila i gwałciciela Muzułmanek, kobieta ta nie mogła nic powiedzieć. Na wojnie straciła córkę, uprowadzoną, a potem sprzedaną za papierosy przez żołnierzy.

"Gdyby człowiek spotkał któregoś z nich przed wojną, prawdopodobnie nie przyszłoby mu do głowy, że są szczególnie brutalni. Nie różnili się specjalnie od innych mężczyzn - po prostu trzech facetów, którzy lubili spędzać czas w lokalnych barach. Aż przyszła wojna, a teraz jest po wojnie. Okazuje się, że są w więzieniu. Człowiek czyta w gazetach o tym, co zrobili, i zastanawia się, czy rzeczywiście jest to możliwe. Czy zwykli ludzie mogą tak postępować? Jego sąsiedzi? Jego krewni? Nie, to niemożliwe. Wyglądają tak normalnie. Człowiek szuka jakiejś oczywistej oznaki perwersji, oznaki, która pomoże mu rozpoznać w nich zbrodniarzy".

Wojna kelnerów

Drakulić w metodyczny, niemal obsesyjny sposób śledzi oznaki zbrodni. Poszczególne rozdziały tej książki poświęciła nie tylko ogólnej analizie obrazu kraju, a potem ogarniętego obszaru wojną, ale przede wszystkim ludzi. Bo to od nich zaczyna się każda wojna. A zatem ludzie, ich twarze, widoczne stygmaty zbrodni, zapowiedzi zła. Czy można się tego doszukać choć w jednej twarzy oprawcy, postawionego przez Trybunałem? Oczywiście, że nie. Choć wiadomo już, że najwięcej przestępców wojennych rekrutuje się spośród ludzi obdarzonych graniczną osobowością, to znaczy taką, w której dominują narcyzm, niedojrzałość, pragnienie uznania i antyspołeczne zachowania. Tacy bohaterowie ujawniali się podczas konfliktu bałkańskiego najczęściej. Do nich należeli młody chłopak, wędkarz i bezrobotny, który w ciągu niespełna 18 dni z przeciętnego obywatela kraju zmienił się w szalejącego oprawcę.

O ironio. To właśnie armia byłej Jugosławii w dawnym bloku komunistycznym była miejscem prawdziwej integracji między Serbami, Chorwatami a Bośniakami. Znajdywali tu swoje miejsce Muzułmanie oraz żydzi. Po rozpadzie Jugosławii większość żołnierzy armii ludowej stanęła naprzeciw siebie. Znali doskonale taktykę i sposób prowadzenia walki. Ćwiczyli się przedtem pod okiem tych samych strategów. Drakulić zwraca uwagę czytelników również na to, że w krajach byłej Jugosławii wszystko zostało przemieszane. Po wojnie porządki uległy zupełnemu przetasowaniu, i chyba nie ma żadnego państwa na świecie, w którym (jak w Serbii czy Chorwacji) byłoby wśród mieszkańców tyle samo ofiar, co oprawców.

Wojna kelnerów

Gdzie się podziała dawna Jugosławia? Czy kraina leżąca pod brzuchem słońca musiała rozprawić się sama ze sobą w tak okrutny sposób? Autorka tej książki mówi, że jej kraj odszedł wraz z prostą, niemodną grzywką, jaką nosiła żona Slobodana Miloševica. Pochowano ją wraz z 7 tys. 475 Muzułmanami w Srebrenicy, ofiarami największej rzezi, do jakiej doszło w Europie po zakończeniu II wojny światowej. Opłakano wraz z samobójczą śmiercią Any, córki słynnego "rzeźnika z Bałkanów", Radka Mladića, która odebrała sobie życie po tym, jak usłyszała prawdziwą historię o tej wojnie i roli własnego ojca.

Jedyną spośród oskarżonych przed Trybunałem haskim, która miała odwagę przyznać się do winy, była Biljana Plavsič, profesor biologii na belgradzkim uniwersytecie. Była to jedyna kobieta pośród polityków i wojskowych tej wojny, jedyna, która głośno powiedziała coś, przed czym Serbowie uciekali od dziesięciu lat. Byliśmy prześladowcami. A wojna na Bałkanach nie jest przypadkiem. Według Drakulić, wystąpienie odważnej intelektualistki przyczyniło się do procesu "trzeźwienia" Serbów. Podobna rewizja odbyła się po drugiej i trzeciej stronie tego konfliktu.

Wojna kelnerów

Czy z faktu, że ktoś pozostał odważny i świadomy własnych czynów, że na dodatek tym kimś jest kobieta oraz profesor uniwersytecki, należy się cieszyć? W pewnym sensie i tylko o tyle, o ile publiczna spowiedź przyczyniła się do wielkiej spowiedzi powszechnej. To jej najbardziej potrzebują ludzie umęczeni wojną. Ostatecznie przeciętny, pojedynczy człowiek doprowadził do jej wybuchu. Serbowie pewnego dnia przestali się witać z Chorwatami, a ci z Bośniakami. "To my, zwykli ludzie, a nie szaleńcy, sprawiliśmy, że wojna stała się możliwa" - pisze Drakulić w swojej książce. A Jugosławia? Kwitnie i ma się ponoć wyśmienicie w więzieniach, w których odsiadują swoje wyroki zbrodniarze wojenni. Decyzją Trybunału w Hadze jedną z podstaw resocjalizacji ma być łączenie dawnych wrogów w pary.

Wojna kelnerów

Slavenka Drakulić, Oni nie skrzywdziliby nawet muchy, tłum. Jakub Szacki, WAB, Warszawa 2006.

Zdjęcia są mojego autorstwa i zostały wykonane w Serbii.

Autor: Agnieszka Kłos






Oceny artykułu: 0% 0% ocen: 0

Czytaj także


Inne artykuły autora



Komentarze Użytkowników

Niezalogowanych Użytkowników prosimy o zalogowanie się przed dodaniem komentarza.



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu i w żaden sposób nie odzwierciedlają poglądów prezentowanych przez właścicieli i administratorów SwiatObrazu.pl. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.



Najnowsze fotografie

IMG_6616m IMG_6589m Wiosenny krajobraz STRÓJ NA EURO UWAGA TUTAJ JESTEM ! POSZUKIWACZ GNOJU CHATA