Wywiad z Markiem Kosińskim: "Łapię ostrość, lampa błyska i jest"

Wywiad z Markiem Kosińskim: "Łapię ostrość, lampa błyska i jest"

Łapię ostrość, lampa błyska i jest! - o swojej pasji, która stała się pracą mówi Marek Kosiński, doktor nauk biologicznych, fotograf przyrody, zdobywca prestiżowego wyróżnienia na konkursie fotograficznym BBC "Wildlife Photographer of The Year". Rozmawiała Alicja Marciniak.


Strona 2



A.M.: A czy pamięta Pan takie zdjęcie, które kosztowało Pana najwięcej wysiłku?
M.K.:
Tak, a takie zdjęcie wykonałem niedawno i mogłoby się wydawać, że w warunkach banalnych, bo w moim ogrodzie w Białowieży. Bohaterką całego zamieszania była kuna domowa, zwierzątko które bez problemu można spotkać również w centrum Krakowa. Już od dłuższego czasu chciałem sfotografować kunę i w tym celu przepytałem kolegę, który prowadzi badania nad tym sympatycznym zwierzakiem, jak można by to zrobić. On zasugerował, żeby spróbować zwabić kunę na dżem, który zwierzęta te uwielbiają. Wziąłem więc jeden z moich dyżurnych pniaków, które używam do fotografowania zwierząt  w ogrodzie i w zagłębieniu na jego szczycie zacząłem regularnie wykładać dżem truskawkowy. Przez kilka dni obserwowałem pień i okazało się, że pokarm znika w nocy. Zacząłem podejrzewać kunę, ale mógł być to równie dobrze jakiś ptak albo kot. Żeby sprawdzić, czy to na pewno kuna, zainstalowałem w ogrodzie kamerę, która reaguje na ruch i włącza się, jak tylko coś pojawi się przed jej obiektywem. Filmuje także w ciemnościach – w podczerwieni. I już po pierwszej nocy okazało się, że to jednak kuna. Najgorsze było jednak przede mną - zwierzak przychodził tylko na kilkanaście sekund, a ja miałem zrobić mu zdjęcie po ciemku i jeszcze uchwycić ciekawy kadr. Przez kolejne dni, kuna oswajała się więc z jasnym światłem dwóch wielkich żarówek, jakie zamontowałem w ogrodzie. To światło miało umożliwić mi ustawienie kadru i ostrości. Natomiast głównym oświetleniem samego zdjęcia były dwie lampy błyskowe, jakie ustawiłem obok pniaka z dżemem. I po tych przygotowaniach któregoś wieczora zasiadłem wreszcie w mojej wygodnej czatowni. Niestety nocna cisza nie wpływała korzystnie na moje skupienie,  co chwilę przysypiałem i bałem się, że prześpię te kilkanaście sekund, kiedy kuna przychodziła po swój deser. Co więcej, żeby zdjęcie było zadowalające, kuna musiała się na mnie popatrzeć. Ale jednak, udało się! Kuna przychodzi, ja łapię ostrość, lampy błyskają i jest! Cudowne zdjęcie, dobra aranżacja, niezłe światło. To tylko zaostrzyło mój apetyt i już zacząłem planować cały fotoreportaż z życia kuny w moim ogrodzie. Niestety, noce spędzone w kryjówce były tak uciążliwe i mało efektywne zarazem, że postanowiłem zamontować kamerę, która będzie przesyłać sygnał na telewizor w domu, na którym będę widział, czy kuna przyszła czy nie, a aparat wyzwolę zdalnie przy pomocy fal radiowych. Może sobie Pani wyobrazić poważnego faceta czatującego godzinami w fotelu przed telewizorem, na którym obraz cały czas pozostaje bez zmian - pień stoi tak jak stał, a kuny brak.  (śmiech) Kiedy musiałem oderwać się od telewizora, cała rodzina zaangażowana była w czujne raportowanie bieżącej sytuacji. (śmiech) Na hasło: kuna!, trzeba było rzucić wszystko i pędzić do pilota aparatu, żeby zdążyć cyknąć zdjęcie. Gdyby wtedy ktoś nas zobaczył przed tym telewizorem wpatrzonych w nieruchomy pniak, zapewne pomyślałby sobie: rodzina wariatów! (śmiech) Okazało się, że to oglądanie wciągnęło nas wszystkich lepiej niż niejedna telenowela! (śmiech)

Reklama

podjąć mały przygotowanie Mucha szczęście kilka raczej konkurs także natomiast wywiad rynek nasz ciekawy sam wiedza obraz starać właśnie niestety duży mark kiedyś musieć sytuacja sfotografować mówić roślina warsztat stała sposób Kosiński lampa kilkanaście nawet ogród trudny prowadzić rok wówczas Białowieża uczelnia zacząć przykład były żuraw ktoś poza była wtedy okazać warunki ja życie pasja światło inny jakiś błyskać pewien częsty jeszcze raz fotograficzny udać ostrość ponieważ dobry wyprawa Cała albo jaki mieć taka człowiek wiele jeśli wszystek jeden siebie zajęcie Moza miał gatunek myśleć przed zrobić fotografować temat jednak czatownia dobrze trzeba śmiech miejsce chcieć ten praca zwierzę swój żeby możny móc kuna on przyroda przyrodniczy wiec tylko fotograf mój dużo tęgo robić taki bardzo fotografia czas który zdjęcie być
Fot.: Marek Kosiński  ||   Kuna domowa sfotografowana w ogrodzie w Białowieży
- o tym zdjęciu opowiada powyższa historia

A.M.: (śmiech) To urządził Pan rodzinie interesującą rozrywkę! (śmiech)
M.K.:
(śmiech) Oj tak. Spędziliśmy tak ładny kawałek czasu i w ten sposób powstały zaledwie dwa zdjęcia!

A.M.: Jedno jest pewne. Jest to bardzo pracochłonne zajęcie...
M.K.:
Wiadomo, że niektóre gatunki jest łatwo sfotografować, w szczególności te, które przyzwyczajone są do obecności człowieka. Inne jednak są bardzo czujne. Na przykład ssaki, które przede wszystkim kierują się węchem i niezależnie od tego jak się ukryjemy, mogą nas wyczuć i się spłoszyć. Przykładowo borsuk, jeden z moich ulubionych tematów, jest aktywny nocą i ma bardzo kiepski wzrok, więc przy nim nie muszę się zbytnio maskować, ale za to muszę siedzieć nieruchomo i uważać na kierunek wiatru. Jeśli tylko mnie wyczuje – nie wystawi z nory nawet czubka nosa!

A.M.: Mówiliśmy już o najbardziej czasochłonnym zdjęciu, a czy ma Pan jakieś swoje ulubione zdjęcie?
M.K.:
Trudno powiedzieć. Wydaje mi się, że ulubionymi są niewątpliwie te wyjątkowo ciekawe, jakie udało mi się wykonać. W tym roku jesienią odbyłem dwie ciekawe wyprawy, które zaowocowały niezwykle interesującymi zdjęciami. Celem pierwszej z nich były żurawie. Moim marzeniem było znaleźć takie miejsca, gdzie nocują ich całe stada, bo wtedy można zrobić naprawdę fantastyczne ujęcia. Żurawie na noclegowiska przylatują wieczorem  i wylatują stamtąd wczesnym rankiem. Liczyłem właśnie na takie zdjęcia stada, oświetlonego ciepłym porannym słońcem, z odbiciem ptaków w wodzie. Niestety nigdy nie miałem szczęścia do takich miejsc, ale w tym roku wreszcie się udało. Lokalizacja była doskonała, a co więcej, do żurawi dostałem taki gratisowy bonusik, ponieważ okazało się, że w zatoce, którą sobie upodobały często pojawiały się jelenie, które w najbliższych szuwarach odbywały rykowisko. To jest przykład unikalnego zjawiska przyrodniczego i wielkiego szczęścia, jakie może mieć czasem fotograf.

podjąć mały przygotowanie Mucha szczęście kilka raczej konkurs także natomiast wywiad rynek nasz ciekawy sam wiedza obraz starać właśnie niestety duży mark kiedyś musieć sytuacja sfotografować mówić roślina warsztat stała sposób Kosiński lampa kilkanaście nawet ogród trudny prowadzić rok wówczas Białowieża uczelnia zacząć przykład były żuraw ktoś poza była wtedy okazać warunki ja życie pasja światło inny jakiś błyskać pewien częsty jeszcze raz fotograficzny udać ostrość ponieważ dobry wyprawa Cała albo jaki mieć taka człowiek wiele jeśli wszystek jeden siebie zajęcie Moza miał gatunek myśleć przed zrobić fotografować temat jednak czatownia dobrze trzeba śmiech miejsce chcieć ten praca zwierzę swój żeby możny móc kuna on przyroda przyrodniczy wiec tylko fotograf mój dużo tęgo robić taki bardzo fotografia czas który zdjęcie być
Fot.: Marek Kosiński

podjąć mały przygotowanie Mucha szczęście kilka raczej konkurs także natomiast wywiad rynek nasz ciekawy sam wiedza obraz starać właśnie niestety duży mark kiedyś musieć sytuacja sfotografować mówić roślina warsztat stała sposób Kosiński lampa kilkanaście nawet ogród trudny prowadzić rok wówczas Białowieża uczelnia zacząć przykład były żuraw ktoś poza była wtedy okazać warunki ja życie pasja światło inny jakiś błyskać pewien częsty jeszcze raz fotograficzny udać ostrość ponieważ dobry wyprawa Cała albo jaki mieć taka człowiek wiele jeśli wszystek jeden siebie zajęcie Moza miał gatunek myśleć przed zrobić fotografować temat jednak czatownia dobrze trzeba śmiech miejsce chcieć ten praca zwierzę swój żeby możny móc kuna on przyroda przyrodniczy wiec tylko fotograf mój dużo tęgo robić taki bardzo fotografia czas który zdjęcie być
Fot.: Marek Kosiński

Drugi z tych plenerów to wyprawa na kozice w Tatry. Prawdopodobieństwo sukcesu było niewielkie, bo wiązało się z noszeniem całego ekwipunku na plecach, czego nie robiłem już od dawna i miałem w związku z tym pewne obawy. Ale udało się. Wyjazd trwał 6 dni, a pierwsze ze spotkań zapamiętam do końca życia. Kilka metrów przede mną pojawiły się dwie kozice, które na mnie patrzyły, które do mnie podchodziły, a to wszystko odbywało się w pięknej jesiennej scenerii. O taki widok łatwo nie jest,  a takiego spotkania nie miałem nawet podczas prowadzenia badań do mojej pracy doktorskiej, które wykonywałem w Tatrach kilkanaście lat temu.

podjąć mały przygotowanie Mucha szczęście kilka raczej konkurs także natomiast wywiad rynek nasz ciekawy sam wiedza obraz starać właśnie niestety duży mark kiedyś musieć sytuacja sfotografować mówić roślina warsztat stała sposób Kosiński lampa kilkanaście nawet ogród trudny prowadzić rok wówczas Białowieża uczelnia zacząć przykład były żuraw ktoś poza była wtedy okazać warunki ja życie pasja światło inny jakiś błyskać pewien częsty jeszcze raz fotograficzny udać ostrość ponieważ dobry wyprawa Cała albo jaki mieć taka człowiek wiele jeśli wszystek jeden siebie zajęcie Moza miał gatunek myśleć przed zrobić fotografować temat jednak czatownia dobrze trzeba śmiech miejsce chcieć ten praca zwierzę swój żeby możny móc kuna on przyroda przyrodniczy wiec tylko fotograf mój dużo tęgo robić taki bardzo fotografia czas który zdjęcie być
Fot.: Marek Kosiński   ||   Kozica w Tatrach

 

Autor: Redakcja SwiatObrazu.pl



1 2 3 4



Oceny artykułu: 0% 0% ocen: 0

Czytaj także



Komentarze Użytkowników

Niezalogowanych Użytkowników prosimy o zalogowanie się przed dodaniem komentarza.



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu i w żaden sposób nie odzwierciedlają poglądów prezentowanych przez właścicieli i administratorów SwiatObrazu.pl. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.




Spis treści

Najnowsze fotografie

C.d  serii Szablodziób Słonecznie ......... Słonecznie .......... chmurki "Dzikie" Bieszczady A gąsiory się tłuką...