Znieczulenie zza Oceanu

Znieczulenie zza Oceanu

Aparat przynosi ulgę. Można za nim schować twarz, a w jego środku ukryć najgorsze przeżycia. Czy wymyślono sprytniejsze narzędzie?







Strona 1


Oko na sznurku, szpieg, którego można wnieść za zamknięte drzwi. Aparaty fotograficzne stawały się coraz mniejsze i szybsze, żeby towarzyszyć ludziom w codziennym życiu. Kiedy idziemy z aparatem, każda podróż wygląda mniej groźnie. Stajemy się korespondentami i uważniej śledzimy wydarzenia. Dzieje się coś więcej; dzięki soczewce wyrabia się dystans. Aparat pełni wobec nas funkcje ochronne.

Znieczulenie zza Oceanu

Reklama

Oczywiście może się zdarzyć, że aparaty lepsze lub gorsze przynoszą ludziom pieniądze, sławę i szczęście. Czasem nieśmiertelność. Przechodzą jako trofeum lub pamiątka rodzinna z rąk do rąk. A po przejściu w stan spoczynku wystawiane są na aukcjach. Takie aparaty, które chwali się za precyzję, dokonania, rzetelność, ostrość, wagę czy cenę, bywają największym marzeniem fotografów. Szczególnie początkujących, którzy wierzą, że sam aparat robi zdjęcie. Drogie marki aparatów kręcą też kolekcjonerów i zwykłych gadżeciarzy.

Czemu o nich piszę? Bo pomyślałam o plastiku i najgorszych, najbardziej nędznych aparatach dla "głupków", z których dawno zrezygnował Zachód. Lekkie, prostokątne aparaty na krótkim sznurku sprowadzało się zza granicy, kupowało za ostatnie pieniądze bliskim, a potem eksploatowało do pierwszego pęknięcia pokrywy. Albo wyrzucało w kąt. Czarne automaty straszą do dziś w niejednym pawlaczu.

Znieczulenie zza Oceanu

Jest jednak kraj, w którym wymyślono recykling starych aparatów fotograficznych. Takich na poczciwe klisze i baterie. To Stany Zjednoczone, państwo dręczące się okresowym poczuciem winy wobec kilku innych państw na świecie. W Stanach raz po raz dochodzi do społecznego wrzenia: rodzą się najróżniejsze pomysły, z których część jest przyzwoita, a nawet całkiem pożyteczna. Na przykład wspomniany recykling aparatów. Można sobie wyobrazić, w ilu domach amerykańskich aparaty leżą bezczynnie w szafach, a z ilu zniknęły w drodze na śmietniki. I gdyby nie prosty pomysł przesyłania ich za Ocean, pewnie do dziś pozostałyby pustymi, plastikowymi pudełkami. Zdarzył się jednak cud.

Znieczulenie zza Oceanu

Stare aparaty odzyskały wzrok i za jednym czy drugim morzem zaczęły służyć w innych rękach. Stare odżyło nie tylko dlatego, że ktoś zaczął aparatów używać, ale dlatego, że przy pomocy zwykłego przedmiotu zmienił czyjeś życie. Tak, fotografia dokonuje cudów nie tylko na kliszy, papierze czy matrycy cyfrowej, ale również w czyimś sercu. Nie myślałam o tym, kiedy oglądałam filmy z Festiwalu "Głosy Azji" we Wrocławiu, aż do momentu, w którym zobaczyłam "Przeznaczone do burdelu" Zany Briski i Rossiego Kauffmana. Ten niezwykły dokument z 2004 roku opowiada historię recyklingu aparatów fotograficznych.

Znieczulenie zza Oceanu

Na szczęście nie tylko tę historię, bo kogo zainteresowałaby droga starych aparatów z Ameryki do Indii? Pewnie niewielu, tymczasem ten ponad osiemdziesięciominutowy dokument trzyma w napięciu niemal bez przerwy. A to za sprawą zwykłych dzieci.

Oczywiście nie same dzieci grają główną rolę, ale dzielą się nią ze zdjęciami. Film powstawał w ciężkich warunkach. Operator musiał wdzierać się między łóżka, posłania, domy, kuchnie wystawione na podwórka i dzieci, kręcące się wśród dorosłych po domach schadzek. Czerwona dzielnica w stolicy Indii jest miejscem przeklętym. Jeśli się tam trafiło, a zdarza się to często za sprawą operatywnych krewnych, którzy sprzedają tu swoich bliskich, przegrało się swoje życie. W najbardziej dosłowny sposób.

Znieczulenie zza Oceanu

Mimo trudnych i niebezpiecznych dla życia warunków, twórcom filmu udało się pokazać dno piekła. Bez szczególnych nadużyć, bez przemocy, bez łapówek i wtrącania się za czyjeś drzwi. Jak to możliwe? Dzięki wspomnianym dzieciom i ich aparatom fotograficznym, które przyleciały do nich z Ameryki.

To główni bohaterowie pokazują końcówkę piekła, w której właśnie wypadło im żyć. Barłogi pełne rozbitych naczyń, brudnych szmat i prześcieradeł, na których klienci szybko załatwiają swoje potrzeby. Czerwona dzielnica huczy od ich ilości w nocy. Za dnia wygląda zwyczajnie, jest tylko zupełnie pozbawiona cywilizacji.

Znieczulenie zza Oceanu

Dzieci żyją w niej ze swoimi matkami. Ojcowie zjawiają się po wypłatę albo narkotyki. Bywa, że nocują za cienką kotarą, którą odgrodzona jest ich żona z klientem. Po transakcji tylko część pieniędzy zostaje w rękach kobiety. Musi za nie utrzymać dom.

Nikt nie opowiada żadnych historii. W filmie ważne są tylko obrazy i ich autorzy; kilkuletnie dzieci wyposażone znienacka w aparaty. Trzeba zobaczyć ten film, żeby odczuć na własnej skórze siłę prostych obrazów. I oczywiście przeżyć długą drogę edukacji, którym podlegają indyjskie dzieci.

Znieczulenie zza Oceanu

Autor: Agnieszka Kłos



1 2



Oceny artykułu: 100% 0% ocen: 1

Czytaj także



Komentarze Użytkowników

Niezalogowanych Użytkowników prosimy o zalogowanie się przed dodaniem komentarza.



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu i w żaden sposób nie odzwierciedlają poglądów prezentowanych przez właścicieli i administratorów SwiatObrazu.pl. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.




Spis treści

Najnowsze fotografie

IMG_6616m IMG_6589m Wiosenny krajobraz STRÓJ NA EURO UWAGA TUTAJ JESTEM ! POSZUKIWACZ GNOJU CHATA