5 października 2008, 12:17
Autor: Anna Cymer
czytano: 3754 razy

Co z tą sztuką?

Co z tą sztuką?

Sztuka funkcjonuje dziś na marginesie i świadomości odbiorców, i obiegu informacji. Nie mówi się o niej i nie pokazuje w mediach. Komu jest więc potrzebna?

W Warszawie trwa poruszenie, związane z tym, że władze miasta bezterminowo zawiesiły proces powstawania projektu Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Obrzydliwa i kompromitująca sytuacja, w której wszystkie zaangażowane strony wzajemnie się oskarżają, wywołuje wiele emocji w tzw. środowisku.
Artyści, architekci, kuratorzy w mediach narzekają na nieudolność władz, miłośnicy sztuki podpisują List Otwarty do prezydenta stolicy. Jednak gdyby zebrać osoby interesujące się tym konfliktem – była by ich zaledwie garstka. Któraś z gazet przeprowadziła sondaż wśród mieszkańców Warszawy, pytając, które stołeczne projekty są dla nich najważniejsze, najbardziej wartościowe. Budowa Muzeum znalazła się na OSTATNIM miejscu wśród wszystkich miejskich inwestycji. Ludzie go po prostu nie potrzebują.
Czy dzieje się tak dlatego, że faktycznie sztuka nie jest nikomu potrzebna, czy dlatego, że „społeczeństwo” nie jest odpowiednio wyedukowane i nie rozumie nie tylko samej sztuki, ale też wartości, płynących z jej istnienia wśród ludzi?
W katowickim dodatku do „Gazety Wyborczej" ukazał się niedawno wywiad z burmistrzem Bilbao (CZYTAJ), znanego chyba każdemu niewielkiego miasteczka, które dzięki budowie Muzeum Guggenheima przemieniło się z zapyziałej, zniszczonej przez przemysł dziury w tętniące życiem turystyczne (i bogate) miejsce. Określana na świecie mianem „efektu Bilbao” przemiana miasta nastąpiła nie dzięki samemu budynkowi muzeum, ale dzięki odważnej polityce władz. Co ciekawe, lokalna społeczność była przeciwna budowie muzeum. Jak mówi burmistrz, gdy zdecydowano – wbrew opinii publicznej, to dopiero odwaga! – przeznaczyć 133 miliony euro na budowę, podniósł się ogromny rwetes. Jak zwykle w takich sytuacjach „społeczeństwo” grzmiało, że za taką kwotę można wyżywić wielu bezdomnych, wyleczyć wiele chorych dzieci itd. Te populistyczne hasła pojawiają się zawsze, gdy można wydać pieniądze na coś niepoliczalnego, nie przekładającego się już, od razu na poprawę warunków (dziś przeczytałam, że w jednym z polskich miast odbędzie się referendum w sprawie odwołania burmistrza, m.in. za to, że miejskie pieniądze wydał na budowę fontann).


Tak wygląda sprawca „efektu Bilbao"; proj. Frank Gehry, źródło: www.wikipedia.org

Co mówi burmistrz Bilbao?
- Na początku lat 90. byli przeciwni budowaniu kosztownego muzeum z ich podatków. Uważali, że pieniądze można przeznaczyć na inne cele. Można ich zrozumieć, bo budowa kosztowała 133 mln euro, które można by np. rozdać bezrobotnym. Ale my wierzyliśmy, że inwestycja w kulturę się opłaci. I mieliśmy rację. Już w pierwszym roku po otwarciu muzeum miasto zarobiło o 148 mln euro więcej. Ludzie z całego świata chcieli oglądać muzeum. W czasie krótszym niż rok zwróciły się nam koszty budowy. Co więcej, dochody miasta wciąż rosną. W 2007 roku zarobiliśmy 247 mln euro, m.in. z podatków od nowych hoteli, firm, restauracji, siedzib korporacji, które wyrosły w mieście jak grzyby po deszczu.

Czy nasze władze tego nie rozumieją? Czasem naprawdę trzeba umieć oderwać się od osobistych czy politycznych animozji, czasem też trzeba zaryzykować i zrobić coś, co może oburzy szeroko rozumianą „opinię publiczną” – bo ona nie zawsze ma rację.


Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, proj. Christian Kerez, źródło: www.artmuseum.pl



www.swiatobrazu.pl