Teraz jest czwartek, 22 października 2020, 00:37




Stwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 193 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 13  Następna strona
 Wesele - 1 czy 2 kamery 
Autor Wiadomość
Aktywny bywalec
Aktywny bywalec

Dołączył: poniedziałek, 17 marca 2003, 22:34
Posty: 426
Post 
No i znalazł się ten co wie lepiej.

_________________
hi-rek


piątek, 23 maja 2003, 16:38
Zobacz profil
Aktywny bywalec
Aktywny bywalec
Avatar użytkownika

Dołączył: środa, 23 kwietnia 2003, 11:08
Posty: 206
Lokalizacja: Małopolska
Post 
Kamermanie weselny (trafnie sie określiłeś) nie wiem co Gregory kombinuje, ale jak chcesz zobaczyć żywioły to wejdź na private to Cię zaprosimy na "plan" i zobaczysz ten kit bez wózka i kranu rzecz jasna, wpadłeś na to forum jak Filip z konopii nie przeczytawszy dokładnie przebiegu dyskusji i zabierasz kilobajty na jałowe uwagi, temat jest o ilości kamer resztę sobie dopowiedz kamermanie weselny, powiedz jak Ty kamerujesz, nasze posty są wyczerpująco opisujące zasady, powtarzam nie znam celu G.P. ale Twoja uwaga świadczy, że o żywiole i montażu nie masz zielonego pojęcia. Pewnego razu na jednym weselu podczas błogosławieństwa zaczęli grać pieśń na błogosławieństwo a kamerzysta krzyczy... stop!! powstała konsternacja i zapadło milczenie i oczekiwanie nagle ciszę rozdarł okrzyk kamerzysty:" No co panowie Serdeczna Matko... lecimy!!" taki żywioł ci się podoba kamermanie? Może ci się też przytrafiły takie sytuacje? Bardziej potrzebowałbyś animacyjek a statywy owszem używamy nawet takie szybkie na jednym szczudle. Pozdrowienia dla Witka i Hi-rek'a jedynych z którymi warto podyskutować, nie tylko dlatego, że nie występują anonimowo, ale coś reprezentują


piątek, 23 maja 2003, 16:42
Zobacz profil
Aktywny bywalec
Aktywny bywalec

Dołączył: sobota, 29 marca 2003, 22:52
Posty: 757
Post 
Czemu tak naskakujecie na tego kamerowicza nie tylko On ma właśnie takie pojęcie o prawdziwej pracy/ nawet tej na weselach/.

Z drugiej części należy wnioskować że jednak ma jakoweś pojęcie o tym co pisze bo ja też uważam że wszystko trzeba ustalić wcześniej / taki swoisty scenariusz, mam dopracowane punkty i odpowiednie pytania,wszystko po to aby nic mnie nie zaskakiwało ta jak np. śpiew przy błogosławieństwie, czy też opóżniony przyjazd młodej pary spowodowany odwiedzinami grobu dziadka. Oczywiście zachowuję czujność i nawet niespodziewane toasty mnie nie zaskakują, nawet jeśli nie daję się ich potem odpowiednio przyciąć i pokazać to mam na to proste wyjaśnienie w podpisanym wcześniej przez klienta scenariuszu.
Warto wcześnie wszystko przeanalizowć , ustalić i sprawdzić jak jest np. z bezpiecznikami na sali weselnej czy też z dostępem do gniazd zasilania.
Wszystko to dopracowałem wieloletnią praktyką i proszę mi wierzyć nic na żywioł bo potem efekty bywają opłakane.
Nie uważam za niezbędne sterowanie pilotem świateł ale bez filtrów na reflektory nie wyruszam do pracy, wolałem zainwestować w 1 dobrą kamerę niż w dwie małe i np. komunikatory które dla operatora drugiej kamery/fachowca /są w/g mnie zbędne, jak w trakcie mszy przekazywać polecenia czy też uwagi przecież to nawet nie wypada. Na weselu jest tak głośno że raczej na nic one się nie przydają, wiem kol. PRO powie że trzeba spóbować , owszem próbowałem i nic to nie pomagało. Są też inne metody takie jak ustalenie wcześniej co robi druga kamera , jakie plany, którą stronę kościoła i kiedy ma filmować . Komunikatory są wręcz niezbędne przy realizacjach na żywo wtedy siedzący prze mikserze realizator daje polecenia operatorom odnośnie planów i tego co mają pokazywać aby montaż był plynny .To też znam z praktyki.
Nie uważam ze tylko ja mam rację każdy może robić tak jak uważa za słuszne, ale czasem warto poznać też inny punkt widzenia na daną sprawę.Jeśli ktoś chce skorzystać z moich uwag to mogę je bardziej rozwinąć ale najlepiej odpowiadając na pytania.
Dyskusję z ludżmi znającymi temat pozwalają uniknąc wielu błędów dlatego uważam że czasem warto przerwać montaż i zobaczyć co tam na forach.
Dyskusja jednak dotycz ilości kamer na realizacjach weselnych, więc jeszcze raz, tak minimum dwie zwłaszcza w kościele/USC-też/ ale za odpowiednią kasę. Owszem bardziej opłaca się zrobić 2 wesela po 1500 niż 4 po 750 ale ! /no właśnie dlaczego jednak robimy też po 750/ to pytanie do wszystkich kolegów.
Witek
/bazuję na cenach w moim rejonie działania u kolegów może być inaczej/

_________________
xxx


piątek, 23 maja 2003, 22:05
Zobacz profil
Aktywny bywalec
Aktywny bywalec
Avatar użytkownika

Dołączył: środa, 23 kwietnia 2003, 11:08
Posty: 206
Lokalizacja: Małopolska
Post 
Scenariusz to tekst literacki, podstawa do realizacji przedstawienia filmu. Zawiera zarys akcji, charakterystyki postaci, dialogi, uwagi odautorskie i reżyserskie. W trakcie realizacji dzieła scenariusz przechodzi różne fazy strukturalno-literackie, od ogólnego zarysowania tematu po scenopis rozpisany na poszczególne sceny lub ujęcia. A czynności, które zabezpieczają nam bezawaryjną pracę i przewidywania co nastąpi po czym, ale w wydarzeniach rzeczywistych, można porównać do obowiązków raczej kierownika produkcji niż scenarzysty, gdyby to porównywać do terminów filmowych w pełnym słowa znaczeniu. Podpisywanie "scenariusza weselnego" przez klienta???? Nie należy podporządkowywać żadnemu scenariuszowi wydarzeń z pierwszego dnia życia we dwoje i zawracania im głowy kamerami, kamery ich nie interesują i nie powinny interesować, one nas operatorów interesują i to my jesteśmy odpowiedzialni za jak najwierniejsze odwzorowanie na ekranie tego co odbyło się na weselu, w żadnym wypadku nie należy podporządkowywać wydarzeń "pod kamerę" to nie jest show, owszem różne wydarzenia kluczowe przewidziane w PROGRAMIE IMPREZY ale nie scenariuszu broń Panie Boże powinniśmy znać i to nie ulega dyskusji, ale cała sztuka sprawności operatorskiej i później montażowej polega w dużej mierze w takich przypadkach na improwizacji, wcześniejsze ustalenia między operatorami są też oczywiste, ale jeżeli zakładamy, że improwizujemy to komunikatory są niezbędne, aby uniemożliwić sytuacji aby nas zaskakiwała, kiedy jeden kamerzysta jedzie z młodymi w ich samochodzie aby na chwilę ich pokazać a drugi pokazuje samochód zewnątrz, choćby jako pomoc przy sytuacji drogowej, aby uniknąć wypadku. W kościele wystarczy, że dmuchnę w mikrofon aby tamten zorientował się, że coś chcę gdy jest skupiony na ujęciu i na mnie nie patrzy, wcale nie jest powiedziane, że ucinamy pogawętki w czasie mszy. wystarczy jedno kluczowe słowo powiedziane szepcikiem i tak się nie nagra bo głos idzie z transmitera od wzmacniacza. A na weselu owszem zdejmujemy bo jest głośno, ale podczas już takiej ogólnej zabawowej zawierusze i tak działamy intuicyjnie opierając się na zdobytym doświadczeniu współpracy, wystarczy że spojrzę na współoperatora i wiem mniej więcej jakie ma ujęcie i wice wersa. Prawda montaż jest morderczy, ale nigdy nie dał opłakanych skutków. Ujęcia są czasem tak kruciutkie, a płynność zachowana w 100% jedynie wzrasta wtedy dynamika, gwarantuję głową, mam materiał dowodowy do wglądu. Pozdowienia


piątek, 23 maja 2003, 23:07
Zobacz profil
Aktywny bywalec
Aktywny bywalec
Post 
Definicja scenariusza książkowa, ja napisałem że jest to coś w rodzaju scenariusza można to również nazwać planem realizacyjnym czy czymś w tym sensie, chodzi o ustalenie tego czego ma prawo oczekiwać klient i za co mi płaci.Ustalam też takie właśnie szczegóły jak te podane przez Ciebie śpiewy przy błogosławieństwie czy zakładanie podwiązki przez młodą oraz bardzo wiele innych . Klient podpisuje nie scenariusz tylko zarys gotowego produktu który będzie napewno zawierał ustalone szczegóły.
Przecież musi wiedzieć czego się spodziewać na koniec realizacji, znam takie przypadki gdy produkt końcowy okazywał się całkiem innym od tego co zapowiadał realizator wciskający młodym iż jest to przeżycie dla nich , niech sobie nie zawracają głowy,nic nie trzeba ustalać i on wie jak to zrobić.Potem przynieśli do mnie coś co nawet trudno opisać i błagali aby coś z tego zrobić aby dało się oglądać. Też były dwie kamerki,jazdy samochodem i inne całkowicie nie istotne i zbędne fragmenty uroczystości, prawie wcale nie było widać rodziców, nie było widać dziadka który tak chciał traf zmarł kilka dni po weselu. Operatorzy skupili się na młodych filmując ich z góry na dół i od dołu/dosłownie/. Realizator powiedział że on tak widzi tą uroczystość i że jest to przeżycie młodej pary a nie rodziców i tym bardziej dziadka.
Nie mnie osądzać czy miał rację, ja wiem że ta młoda para będzie miała
żal do takiego"fachowca" do końca swojego małżeństwa.
Kol. Prof to jest może przeżycie dla młodej pary ale nie dla nas realizatorów.
My powinniśmy traktować taką imprezę jak każdą inną ,mieć orientacje w szczegółach jej przebiegu i traktować wszystko beznamięnie z odpowiedniego dystansu, bez zawracania sobie i młodym uwagi zwykłymi pierdołami/ tak to nazwę/. Ja tak samo beznamiętnie filmuje ślub, wesele, pogrzeb, wypadek z ofiarami śmiertelnymi, pożar gdzie zagrożone jest życie, operacje wszczepienia rozrusznika serca, amputację piersi, reanimacje ofiary wypadku/ nieudaną/ której z wiadomych względów nigdy nikt nie zobaczy./ takie wydarzenia miałem okazje filmować i to wiele razy/ Takie podejście to moim zdaniem zwykły profesjonalizm.
Niech więc kolega nie przesadza z tym szczególnym przeżyciem z okazji ślubu, ja uważam że młodzi lepiej i pewniej się czują wiedząc dokładnie co i jak będzie przebiegać , mało tego stoicki spokój operatora którego nic nie zaskakuje/ a przynajmniej nie daje tego poznać po sobie/ jest w wieu przypadkach tym co /jak sami się potem przyznają / podtrzymywało ich na duchu.
Ja uważam że dobry fachowiec nie improwizuje ale wie co robi , wszelkie improwizacje realizacyjne świadczą o małym doświadczeniu i słabej znajomości tego co jest tematem realizacji.
A dmuchanie czy kasłanie w mikrofon toż wystarczy tylko gest ,do czego ten komunikator dla dodania sobie powagi?
I najważniejsze wszystko musi być wyważone i podane ze smakiem, tu wracam do mojego określenia wielu takich przypadków "przerost formy nad treścią"
Pozdrawiam.


sobota, 24 maja 2003, 01:27
Aktywny bywalec
Aktywny bywalec

Dołączył: sobota, 29 marca 2003, 22:52
Posty: 757
Post 
nie gośc tylko witek co :roll: ztym logowaniem :roll:

_________________
xxx


sobota, 24 maja 2003, 01:38
Zobacz profil
Aktywny bywalec
Aktywny bywalec
Avatar użytkownika

Dołączył: środa, 23 kwietnia 2003, 11:08
Posty: 206
Lokalizacja: Małopolska
Post 
Coś mi się wydaje Witku że nasze poglądy się rozwidlają, ale to nic nie szkodzi, a raczej dobrze bo dyskusja staje sie ciekawa.
Piszesz o beznamiętnym filmowaniu, wręcz urzędowe podejście do tematu. Tak urzędowe -nie artystyczne. Opisujesz przy tym masę
sytuacji, które filmowałeś wręcz nieprawdopodobne ale zakładam, że prawdziwe. Czyli typowe paparazzo. Owszem jest to pewna sztuka
wymagająca opanowania, urzędowego beznamiętnego, jak w newsach pokazano gruzy i komentator beznamiętnym głosem orzekł, że zginęło tyle i tyle w
tym tyle i tyle dzieci. Mówisz, że improwizacja to brak profesjonalizmu? Większej bzdury nie słyszałem. A co jak Ci się posypie
genialnie ułożony plan?? Będziesz bezradny, bo coś nie poszło zgodnie z planem. Improwizowanie to błyskawiczne podejmowanie
decyzji w sytuacjach nieprzewidywalnych, to szukanie riposty dla losu wymykającego się z pod kontroli to jest prawdziwe wyzwanie
a nie to że ślicznie uczesany planik realizujemy punkt po punkcie. Jeśli chodzi o dziadków i babcie na weselu to nigdy się nie zdarzyło
aby nam umknęli spod obiektywu i to jest sprawa pozadyskusyjna. Nie wiem czy wiesz, że jeżeli spotkają się różni muzykanci i będą
chcieli coś wspólnie zagrać bez próby to wyjdzie im kociokwik, ale jeśli będą to muzycy, którzy nigdy wcześniej się nie znali
a są na przykład muzykami improwizującymi (najtrudniejsza dziedzina) to po pierwszych taktach łapią o co chodzi i grają wspólnie
przyjemnie dla ucha i nikomu nie przyjdzie do głowy, że wspólnie nie ćwiczyli. Ale mają wspólną cechę, doskonale perfekcyjnie
znają język muzyczny i po prostu sobie gadają tym językiem. A na weselu podchodzi gość do muzykanta i prosi o jakiś "kawałek" a
muzykant stwierdza, że brakuje mu tego minidyska i całe zamówienie w gruzach. Identyczna sytuacja jest w języku filmowym, choć
niby różne to sprawy. Oczywiście tu jeszcze dochodzi montaż dopełniający dzieła i tylko tym się różni, że na produkt końcowy
niestety trzeba poczekać. Wstępne przygotowanie jak pełne akumulatory zapas kaset to oczywiste warunki a do tego dochodzi maksymalna
koncentracja obserwacyjna. To jasne, że aby sfilmować coś muszę tam skierować obiektyw jak jasne jest to, że muszę postawić ołówek na
kartce aby coś napisać. Komunikator zaś to nie wywoływanie sensacji i szpaner tylko zwykłe narzędzie pracy. Muzykowi nie wystarczą też
same skrzypce musi mieć jeszce smyczek i dobrze jak ma kalafonię w futerale. Nie zawsze musi jej użyć w danym momencie ale ją ma.
Improwizacja to przewidywanie niemal w czasie rzeczywistym, jasne że znamy ogólny zarys co ma się wydarzyć, a jeżeli młodzi mają
zamiar odwiedzić grób to wystarczy jak nam to powiedzą w locie nie musimy tego pisać w umowie. Jeśli chodzi o zachowanie spokoju
to nie ma najmniejszego z tym problemu, chociaż zdażają się sytuacje nerwowe bo autobus nie dojechał na czas albo zasypało
drogi w zimie i nie można się dostać do pani młodej. Zapewniam Cię, że nie ma żadnego wariactwa nawet jak filmujemy podczas jazdy
oczywiście najlepsze zdjęcia są użyte w montażu a sekwencja taka na filmie trwa parę chwilek, ale bardzo uatrakcyjnia treść zwłaszcza
gdy młodzi przejeżdżali np.koło zamku w Pieskowej Skale albo po moście z widokiem Wawelu. Niestety różnimy się Witku, Ty filmujesz
beznamiętnie i możesz filmować ludzkie bebechy i tacy może i też są potrzebni, chociaż nie jest to przyjemny widok dla człowieka.
A ja wolę filmowanie nacechowane fantazją nawet wymyśloną w locie w sposób improwizacyjny, a gdyby nawet coś nie wyszło po
myśli to jest jeszcze potężne narzędzie jak montaż, nie wiem czy zdajesz sobie sprawę z jego potęgi, bo większość tematów jakie
chwytasz to operatorka a to jest dopiero wierzchołek góry lodowej. Pozdrawiam serdecznie


sobota, 24 maja 2003, 12:09
Zobacz profil
Aktywny bywalec
Aktywny bywalec

Dołączył: sobota, 29 marca 2003, 22:52
Posty: 757
Post 
W swojej dość długiej praktyce operatorskiej filmowałem jeszcze bardziej ciekawe sytuacje np: ślub w samolocie /cywilny, pierwszy w Polsce/ i w balonie, lot samolotem odrzutowym, skoki spadochronowe , obserwacje strzelań lotniczych ze śmigłowca, lot szybowcem i wiele jeszcze bardziej zaskakujących sytuacji ,zawsze starałem się wiedzieć wcześniej co będzie najbardziej interesujące i co należy wyeksponować oczywiście nie obyło się bez sytuacji nieprzewidzianych. /Jeśli ma ktoś wątpliwość co do prawdziwości tych sytuacji to mogę opisać je szczeg. /
Improwizacja taka jak napisałeś w sensie muzycznym to również charakterystyka pracy operatorskiej, profesjonalny muzyk improwizuje na jakiś temat, operator realizuje zdjęcia na jakiś temat.
Praca operatora opiera się właśnie na tego typu improwizacji, trzeba wybrać miejsce dla kamery i plan oraz długości ujęć, kogo wyeksponować w danym ujęciu, światło i wiele innych elementów a tematem w sensie muzycznym / w przypadku omawianym/ jest dana impreza i bez dokładnej znajomości tego tematu muzycznego lub ustaleń "scenariuszowych" żaden profesjonalista nie improwizuje.
Braki przygotowania merytorycznego, braki warsztatowe małe doświadczenie powodują totalną improwizację którą ja śmiem nazwać amatorszczyzną a niektórzy podciągają pod artyzm.
Tym sposobem każdy posiadacz farb i odpowiednio kamery może nazywać się artystą .
Jeśli chodzi o końcowy fragment Twojej wypowiedzi to operatorka jest
podstawą góry lodowej gdyż bez dobrego materiału zdjęciowego nawet najlepszy montażysta może się wypchać./Jak nadrobi nieostre zdjęcia z całej sekwencji np. zaślubin/ Mogę się zgodzić iż montaż nadaje ostateczny kształt realizacji ale to praca operatora jest jej podsawą. /mam na myśli realizacje z imprez rodzinnych/
Pozdrawiam

_________________
xxx


sobota, 24 maja 2003, 13:04
Zobacz profil
Aktywny bywalec
Aktywny bywalec

Dołączył: poniedziałek, 17 marca 2003, 22:34
Posty: 426
Post 
Pozwolicie, że wystąpię trochę w roli rozjemcy. Przekomażamy się (bo przecież też uczestniczę w tej dyskusji) udawadniając, które realizacje są lepsze. I tak sobie myślę, że spore grono "wideokamermanów" z nas się śmieje. Śmieją się bo pewnie nie wiele z tego rozumieją, a my mielimy tą samą wodę. Zauważcie, że nasza dyskusja kręci się koło jednego, od pewnego momentu nie pojawiają się w niej wątki rozwijające ją. Żaden nie chce, tak na dobrą sprawę, przyjąć argumentów drugiego.
Moje zdanie na temat Waszych racji jest takie. Do Witka - pisanie scenariuszy do tak rutynowej przecież pracy jest dla mnie nieporozumieniem. Chociaż w początkach swojej przygody z tego typu zleceniami pisałem sobie coś na wzór scenariusza, ale tylko po to aby zapamiętać, urwalić lub przypomnieć sobie ujęcia do wykonania, a które nie wynikają z przebiegu akcji, a są niezbędne do montażu. Od dawna tego nie robię - no cóż rutyna. Rozumię, że nie piszesz tego scenariusza dla siebie. Tylko czy jest to scenariusz. Czy nie jest to swego rodzaju reklama mająca na celu przekonanie do siebie zamawiającego i jednocześnie zabezpieczenie na wypadek przeoczenia jakiegoś momentu, momentu istotnego, a nie wynikającego z typowego przebiegu imprezy. Ja również przed imprezą staram się wszystko dokładnie omówić, czasami nawet doradzić, ale w trakcie imprezy mnie nie ma (oczywiście nie dosłownie). Największą pochwałą dla mnie jest gdy usłyszę, że w filmie jest to i tam to i jeszcze coś "a pana właściwie nie było widać w trakcie wesela". Wtedy wiem, że pracowałem właściwie. Tu się kłania umiejętność improwizacji. W takim żywiole jakim jest wesele trudno jest moim zdaniem coś zaplanować. Trzeba raczej mieć "oczy na około głowy i słuch wyostrzony'. Chociaż mówią, że największe improwizacje sceniczne i nie tylko były wcześniej starannie i drobiazgowo przygotowane. Po prostu Witku nie wierzę, że piszesz te scenariusze. Raczej masz gotowca, którego powielasz, ewentualnie dopisujesz nietypowe sytuacje, o których dowiadujesz się od zleceniodawcy i tyle. A powód to chyba ten, który wymieniłem wcześniej. Nie wierzę dlatego, że z Twoich postów wynika, że z Ciebie nie zły fachowiec - gdyby było inaczej to raczej dałoby się to wyłowić - i nie sądzę abyś uznawał pisany przez siebie scenariusz za jedyną wytyczną swojego filmu. No chyba, że te wszystkie "śluby w samolocie, balonie itp." to bójda.
Co do Profart-a. Przyznam, że przez moment myślałem, że jesteś zwykłym "nadęciakiem", ale bodajże na forum Fo-Ton-u doczytałem genezę Waszej nazwy. Przyznam, że nie źle to sobie wykombinowaliście. Wasz sposób realizacji przekonuje mnie. Aczkolwiek zastanawiam się mimo wszystko czy nie jest to przerost formy nad treścią. Po prostu nie wiem czy chciałoby mi się aż tak "uzbrajać" do tego typu zleceń. Ale z drugiej strony gdybym realizował imprezę na więcej niż jedną kamerę to raczej dążyłbym do takiego "dozbrojenia". Dlaczego nie realizuję na więcej niż jedną kmerę - to pisałem wcześniej. Przyznaję również rację, któremuś z Was, że przyjdzie taki czas, gdy praca wielokamerowa stanie się normą. Profarcie jesteś prekursorem ! Ale chyba jeszcze za wcześnie - te koszty, te ceny ! Czy wysiłek włożony w taką realizację jest wart swojej ceny ? Myślę, że przede wszystkim nad tym powinieneś się zastanowić.
Pozdrawiam

_________________
hi-rek


sobota, 24 maja 2003, 21:33
Zobacz profil
Aktywny bywalec
Aktywny bywalec
Post 
Witam Kolegów. Zacznę, jak nietrudno się domyślić od odpowiedzi na post Witka. Sytuacje w karierze zawodowej, które opisujesz oczywiście przyjmuję za prawdziwe, bo ktoś w końcu filmuje przeróżne sytuacje niektóre sami widzimy w programach telewizyjnych, więc dlaczego akurat nie miałbyś to być m. innymi i Ty. Piszesz Witku że:"Jeśli ma ktoś wątpliwość co do prawdziwości tych sytuacji to mogę opisać je szczeg." Myślę, że opisywanie szczegółowe niczego by tu raczej nie zmieniło, a nawet mogło by zaszkodzić w przypadku gdyby okazały się fikcyjne, gdyż pogłębiłoby powstałą w tym wyniku farsę i raczej nasza dyskusja musiałaby być natychmiast przerwana, z powodów których nie muszę chyba tu przytaczać. Jeżeli mamy rozwijać wymianę poglądów to nie do pomyślenia jest aby opierała się ona na fundamencie fikcji podawanej jako fakt. Co prawda nie mam takich bogatych tematycznie doświadczeń, ale skromne mam, bo nakręciliśmy parę wideoklipów co prawda niskobudżetowych i nie będę ich szczegółowo opisywał a mogę je pokazać naocznie a na jednego z nich mogę dać nawet namiar bo powinien jeszcze ukazywać się w POLSACIE 2 w programie "Muzyczne rozmaitości". Oczywiście są to produkty wykonane zespołowo. Z lotami z kamerą mam również skromniejsze doświadczenia, bo latałem tylko na motolotni oczywiście jako operator pasażer w celu uzyskania ujęć lotniczych, nie mam zamiaru opisywać tego lotu szczegółowo, ale mogę pokazać ujęcia i również jak startujemy i lądujemy sfilmowane z drugiej kamery. Wypadków śmiertelnych nie filmowałem i raczej nie wiem czy bym się do tego mógł nadać, nawet nie filmowałem pogrzebu, ani operacji pacjenta, nie polowałem na osobistości i vipów ani nie filmowałem wywiadów z nimi. Może gdybym spróbował to zrobić to mógłbym stwierdzić czy się do tego nadaję, trudno mi w tej chwili to stwierdzić. Tak więc mam dużo uboższe tematycznie doświadczenie od Ciebie Witku. Piszesz także, że operatorka jest podstawą i owszem jest, ale nie podstawą góry lodowej o której ja wspominałem wcześniej. Jest PODSTAWĄ DOBREGO MONTAŻU, a wierzchołkiem góry lodowej w sensie drogi jaką trzeba przebyć przez montaż aż do uzyskania gotowego filmu, ...to sprecyzowanie powinno wszystkich zadowolić. Oczywiście ta "totalna improwizacja" o której piszesz to trochę niezbyt trafne określenie. Improwizacja albo istnieje albo nie. Jeżeli realizujemy wideoklipa wg scenariusza nie ma tu mowy o improwizowaniu bo jest plan z góry nakreślony i jak coś nie wychodzi to powtarza się do bólu aż nie wyjdzie, ale jeśli wchodzę w "żywą akcję" żaden scenariusz mi nie pomoże a nawet może kogoś zdenerwować np. państwa młodych. A plan wydarzeń owszem musi być z grupsza nakreślony aby nie poruszać się zupełnie po omacku. Ale cóż to za wielka sztuka pokazywać naokoło co się dzieje jak wiemy, że pan młody pojedzie do pani młodej, znamy adresy, nawet pokażemy gapiów w oknach bloku pani młodej ku zaskoczeniu młodych małżonków, a co dopiero obecne na weselu babcie i dziadków. Piszesz, że profesjonalista nie improwizuje- bzdura! Co zrobi aktor teatralny gdy zapomni tekstu? Bo jest tylko człowiekiem i może mu się przytrafić, zejdzie ze sceny aby go doczytać albo zanurzy się w budce suflera? Zapewniam Cię że zdarzały się takie sytuacje aktorom zawodowcom najwyższej klasy i co zrobili? Domyśl się sam. A musieli to zrobić niepostrzeżenie aby mimo przekręconego tekstu przedstawienie nie poniosło znamion zwichnięcia. I jeszcze jedno nie powtarzajmy się z tą znajomością, doświadczeniem, przygotowaniem merytorycznym, bo te oczywistości już omawialiśmy wcześniej i uważam, że przypominanie ciągłe o tym że woda to mokra a ogień gorący trzyma naszą polemikę blisko zerowego punktu jak słusznie zauważył Hi-rek. Przystąpmy do wątków rozwijających. A tym, że się kamermani śmieją Hir-ku to bym się najmniej przejmował. Niech wkroczą do akcji jak chcą, przecież forum jest dla wszystkich. Pozdrówka


niedziela, 25 maja 2003, 06:57
Aktywny bywalec
Aktywny bywalec
Avatar użytkownika

Dołączył: środa, 23 kwietnia 2003, 11:08
Posty: 206
Lokalizacja: Małopolska
Post 
Alez mamy z tym logowaniem Witku cos ta witryna szwankuje


niedziela, 25 maja 2003, 06:59
Zobacz profil
Aktywny bywalec
Aktywny bywalec

Dołączył: sobota, 29 marca 2003, 22:52
Posty: 757
Post 
Oczywiście masz Hirek rację to nie jest scenariusz tylko coś w rodzaju planu wypunktowane kolejno epizody z miejscem na wpisanie czegoś co odbiega od normy np. ojciec wprowadza młodą, brat czyta w kościele,młodzi przekazują znak pokoju podchodząc do rodziców lub ie/wtedy oczywiście to pomijam/, bywa również ze ksiądz zachęca
młodych aby podeszli i dlatego należy być czujnym/ nie jest to żadna improwizacja tylko normalne przewidywanie rozwoju sytuacji/ Dlaczego tak właśnie robię/ tzn. zapisuje ten plano-scenariusz, tak mnie nauczono - jak ja zaczynałem przygodę z filmem to wszystko realizowano na tasmach filmowych i nikt nie pozwalał sobie na kręcenie zbędnych metrów ze względów ekonomicznych, po drugie,prosta sprawa młodzi zamawiają w styczniu usługę na sierpień lub grudzień
jak to wszystko zapamiętać. Przeważnie już marcu mam pakiet zamówień na prawie cały rok, pozostają okienka w mniej popularnych miesiącach/bez r/ 1-2 soboty. Oczywiście jakiś tydzień przed terminem wesela młodzi przychodzą i te ustalenia weryfikujemy jeszcze raz
ale w wielu przypadkach o pewnych sprawach np. przebiegu udzielania błogosławieństwa dowiadują się podczas pierwszego spotkania i mają czas na zastanowienie się czy tez skonsultowanie z rodzicami jak to będzie wyglądało, co wcale nie oznacza że w ostatniej minucie nie mogą
tych ustaleń zmienić. Pokazuję młodym wersję np. blogosławieństwa z melodią graną na planie przez akordeonistę i z muzyką podłożoną przy montażu, jasne że staram się aby wybrali tą drugą wersję bo wtedy łatwiej jest zrealizować ten epizod jedną kamerą i jest on lepiej zmontowany bez dłużyzn - ale jeśli wybiorą akordeonistę to też nie wybrzydzam.Zdradzam część moich tajników warsztatowych aby udowodnić że w profesjonalnej pracy nie ma miejsca na tzw. improwizację i prowizorkę.W zasadzie wszystko jest do przewidzenia i ustalenia a reszta to doświadczenie i czujność zawodowa.
W czasie wesela wcale się nie ukrywam i bywa że zarówno młodzi jak
i goście przychodzą do stolika orkiestry gdzie zawsze jest moje miejsce i ustalają jakieś sprawy np. kiedy będzie wznoszony jakiś toast w związku z jubileuszem dziadków czy też chrzestnych, kiedy będzie
np. wystąpienie młodego lub kogoś z gości.W ten właśnie sposób nie kręce wielu godzin zbędnego materiału tylko potrzebne do montażu epizody / oczywiście że materiału jest więcej aby było z czego wybrać
ale zazwyczaj nie potrzebuję w ten sposób więcej niż około 4 godzin na 3 godziny film / raczej długi reportaż/ weselny, a około 3 godz jeśli umowa opiewa na 2 godz.
Odnośnie tych specjalnych okazji/ samolot, balon, zakład karny/ to właśnie tam najbardziej były potrzebne wcześniejsze ustalenia i wręcz prawdziwy scenariusz, spróbujcie improwizować w samolocie AN
gdzie każdy musi mieć swoje miejsce i co wtedy zrobisz jak kierownik USC zasłoni sobą młodą parę, jak zarejestrować wypowiedzi młodej pary i kierownika na tle warkotu silnika samolotowego, lub co zaimprowizujesz jak naczelnik ZK powie iż obowiązuje zakaz fotografowania i filmowania.
Tak to wygląda w mojej praktyce tylko, że nie ja tworzę te scenariusze one są już gotowe / przebieg zaślubin w USC, czy kościele,
kolejność wydarzeń na weselu/,ja je znam a ustalam tylko poszczególne epizody jak będą przebiegać aby być przygotowanym i zarejestrować je w przemyślany i jak najbardziej optymalny sposób/opierając się na wcześniejszych doświadczeniach/.
Może któryś z kolegów poda jakieś szczególne epizody weselne które faktycznie wymagają twórczej improwizacji bo ja upieram sie że do wszystkiego na weselu można być przygotowanym wcześniej.
Przy wszelkich improwizacjach mało jest czasu na zimne przemyślane działania a jaka jest gwarancja ze ta improwizacja przyniesie oczekiwany skutek.
Tyle na temat tzw. improwizacji w moim rozumieniu, - koledzy możecie powiedzieć że cała realizacja weselna jest improwizacją bo nikt nie ustala tekstów ani nie obsadza aktorów, tak to prawda ale głowne zasady,
i przebieg są nam znane i /ja tak uważam/ my biorąc za realizacje pieniądze nie możemy mówić że będziemy improwizować na tematy np. weselne.
Trochę się rozpisałem ,przepraszam już kończę tym bardziej iż wydaje się że poruszane na tym forum tematy interesują tylko kilka osób - szkoda.
Wracając do tematu też uwazam że minimum dwie kamery,dlaczego nie mam 2 kamer na wesela ? -bo lepiej kupić jedną lepszą zwłaszcza w obecnej kondycji finansowej klientów.
Kol. jeśli wątpicie w prawdę tego co piszę to jest mi naprawdę przykro, po długich latach pracy z kamerą nie tylko na weselach /jak już pisałem jest to moje dodatkowe zajęcie, codziennie przez wizjer kamery oglądam ten świat po kilka godzin a magia słowa telewizja, obojętnie zresztą jaka, otwiera wszystkie drzwi pozwala być obecnym w wielu niedostępnych dla innych miejscach / zdobędziecie jeszcze większe doświadczenie i będziecie swiadkiem jeszcze ciekawszych sytuacji czego Wam serdecznie życzę.
Obiecuję że od tej pory ograniczę się tylko do odpowiedzi na konkretne pytania.
Pozdrawiam

_________________
xxx


niedziela, 25 maja 2003, 08:30
Zobacz profil
Aktywny bywalec
Aktywny bywalec
Avatar użytkownika

Dołączył: środa, 23 kwietnia 2003, 11:08
Posty: 206
Lokalizacja: Małopolska
Post 
Jeszcze do Witka, my też nie mamy całego sprzętu swojego Witku i nieraz jest tak, że musimy go wypożyczać i często to robimy. To, że posiadasz tylko jedną kamerę wcale nie przesądza o tym, że musisz robić tylko swoim sprzętem. Oczywiście jeśli koszt produkcji jest wyrównany przez zamawiających. Jeśli trafia nam się np. "zespół muzyczny na żywo" czyli taki co nie jest ograniczony do klawiszy a gra na innych klasycznych instrumentach zwłaszcza dętych i perkusji, trzeba wypożyczać zestaw mikrofonów, mikser, a nieraz poprosić o człowieka z tej firmy, który ustawi to wszystko. Bardzo często wypożyczamy dodatkowe kamery a nieraz wraz z właścicielami.


niedziela, 25 maja 2003, 10:31
Zobacz profil
Aktywny bywalec
Aktywny bywalec

Dołączył: poniedziałek, 17 marca 2003, 22:34
Posty: 426
Post 
Profarcie - no teraz to mnie zatkało. Stary kto za to zapłaci - piszesz o rzeczach, które dzieją się naprawdę, czy o rzeczach, które wyobrażasz sobie jak powinne być. Nie zapomniałeś czasem, że dyskutujemy tu o robieniu filmów z imprez weselnych a nie z imprez zamawianych przez agencje reklamowe. No chyba, że w Twoim rejonie podnajmujesz ludzi za paczkę papierosów albo jesteś totalnym hobbistą, który za uzyskanie potrzebnego efektu jest w stanie zrezygnować z zarobku. Przy całym szacunku do klienta - ja to robię przede wszystkim dla pieniędzy - a Ty.

Przyznam Witku, że wybroniłeś się w moich oczach tą odpowiedzią. Ja również przed weselem ustalam wszelkie niezbędne szczegóły - i zapisuję je, bo faktyczne czasami mam zamówienie np. na rok do przodu i trudno jest wszystko spamiętać. Lecz tego nie formalizuję, zapisuję dla siebie. Przyznaj, że nazwaniem tego scenariuszem było troszkę nadużyciem tego słowa.
I druga sprawa. Oberwało mi się tutaj za to, że oddaję materiał, który powstał w trakcie wesela. Teraz rozumiem, dlaczego Ty jego nie oddajesz. Robiąc 3 godzinny montażu z 4 godzin materiału, ja też bym go nie oddawał. Przypomnę tylko, bo wydaje mi się, że o tym już pisałem - ja staram się wykonać ok. 1,5 godziny montażu z materiału ok. 4 - 5 godzin.
Oczywiście ten oddawany materiał jest pozbawiony wszelkich "brudów", a zdażyło mi się widzieć pracę kolegów z mojej okolicy, którzy tak przygotowany materiał nazywali montażem.
I na koniec. Z toku naszej dyskusji nasówa mi się jeszcze jeden wniosek, że uczestnicząc w takich dyskusjach jak ta trzeba pisać bardzo jednoznacznie, nie pozwalać sobie na skróty myślowe, bo one do ludzi, którzy nie rozumieją o czym się pisze nie dotrą, a Ci, którzy znają się na rzeczy mogą nie zostawić przysłowiowej suchej nitki w sytuacji, gdy te skróty myślowe są przez nich inaczej interpretowane. Niestety taka pisanina nie zastąpi bezpośrednich rozmów.
I jeszcze prośba do Witka - nie ograniczaj się do odpowiedzi na pytania. Twoje posty są bardzo ciekawe i wnoszą bardzo wiele do prowadzonych dyskusji na tym i nie tylko forum. Nie ma co się obrażać - po prostu wiedząc o czym piszemy staramy się być dociekliwi. Nic poza tym.
Pozdrawiam.

_________________
hi-rek


niedziela, 25 maja 2003, 11:05
Zobacz profil
Aktywny bywalec
Aktywny bywalec
Avatar użytkownika

Dołączył: środa, 23 kwietnia 2003, 11:08
Posty: 206
Lokalizacja: Małopolska
Post 
Oczywiście Hi-rek,że trochę wykroczyłem poza weselny temat sorry, ale Witek też wykraczał poza weselne tematy bo opisywał o filmowaniu zawodów strzeleckich i skoków spadochronowych a to przecież nie wesela. Ja mam do czynienia trochę z branżą muzyczną z tąd moje odwołania do muzyków, bo mam z nimi do czynienia, organizowaliśmy parę realizacji w Akademii Muzycznej w Katowicach i ostatnio realizowaliśmy materiał dla agencji artystycznej pod nazwą Muzyczne Hanysy w Knurowie, proponuję więc zmienić forum jeśli chcecie, oczywiście wesela też zdarzały nam się takie że klient płacił za takie realizacje, mam próbki do pokazania dla przyszłych klientów, więc i jeśli zechcesz, możemy i Tobie je pokazać, nie widzę problemu. W końcu spotkało nas się tu kilku "profesjonalistów" więc proponuję na zmianę miejsca wymiany postów.


niedziela, 25 maja 2003, 12:10
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Stwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 193 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 13  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © phpBB Group.
Designed by Vjacheslav Trushkin for Free Forums/DivisionCore.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL