Książki100 najważniejszych zdjęć świataPytania i odpowiedziCytaty dla fotografaObiektywy CanonFotografia artystycznaPomysł na zdjęcieNajczęściej wyszukiwane

Dołącz do nas

Google+

Daj się ocenić i oceniaj



  • Autor:
    Komentarzy: 5


  • Autor:
    Komentarzy: 8


  • Autor:
    Komentarzy: 6


  • Autor:
    Komentarzy: 9


  • Autor:
    Komentarzy: 16


  • Autor:
    Komentarzy: 9


  • Autor:
    Komentarzy: 16


  • Autor:
    Komentarzy: 7


  • Autor:
    Komentarzy: 45


  • Autor:
    Komentarzy: 6


  • Autor:
    Komentarzy: 8


  • Autor:
    Komentarzy: 11


  • Autor:
    Komentarzy: 3


  • Autor:
    Komentarzy: 16


  • Autor:
    Komentarzy: 16


Fotografia kulinarna z Fomei: Realizacja sesji ze światłem błyskowym

Fotografia kulinarna z Fomei: Realizacja sesji ze światłem błyskowym

Najczęściej stosowanym rodzajem oświetlenia w studiach fotograficznych jest światło błyskowe. Wynika to głównie z tego, że dotychczas było to (i w sumie nadal jest) najpraktyczniejsze rozwiązanie w jednocześnie dobrej cenie w stosunku do jakości. Na źródła światła stałego jeszcze niedawno trzeba było wydać naprawdę spore pieniądze, by posiadać sprzęt o klasie satysfakcjonującej profesjonalistę. Powoli się to zmienia, o czym pisałam w poprzednim artykule, który traktował o realizacji kulinarnej sesji zdjęciowej przy użyciu lamp światła stałego Fomei LED.



Tym razem bierzemy na warsztat studyjne lampy błyskowe Fomei Digitalis Pro T400 i T600. Ciekawą cechą tego modelu jest to, że są to lampy akumulatorowo-sieciowe, co oznacza, że poza standardowym podłączeniem ich kablem do prądu, można również korzystać z nich bezprzewodowo za pomocą dołączonych akumulatorów. W pełni naładowany akumulator pozwala na wykonanie około 350 lub 400 błysków o pełnej mocy (kolejno, w przypadku lampy T600 i T400), co jest sporym ułatwieniem nie tylko podczas fotografowania w plenerze, ale również podczas zleceń poza studio, czyli np. w restauracji. Niewątpliwą zaletą lampy podczas stosowania na wyjazdach jest również płaska kopułka, która minimalizuje ryzyko uszkodzeń.

Fotografia kulinarna Fomei Kasia Fiszer

W kwestii przygotowań do fotografowania w świetle błyskowym (i różnic względem światła stałego), chyba najważniejszy jest brak ciągłego podglądu, czyli fakt, że efekt ostateczny widzimy dopiero po wykonaniu zdjęcia i zarejestrowaniu błysku. Dlatego ważne jest, aby lampy miały silne żarówki światła modelującego, z regulacją mocy, aby choć częściowo można było zorientować się w tym, jak układa nam się światło na zdjęciu. Na szczęście, już po kilku godzinach pracy w studio, można nabrać wprawy w ustawianiu oświetlenia "w ciemno" i wraz z doświadczeniem, nabywa się wyczucia w ustawianiu lamp, zastosowaniu odpowiednich modyfikatorów oraz regulacji mocy tak, aby uzyskać interesujący nas efekt.

Zdecydowałam się na potrzeby artykułu wykonać dwie różne aranżacje – jedna będzie oświetlana tylko jedną lampą i blendą, z zastosowaniem miękkiego modyfikatora (softboksa). Druga, utrzymana w ciemnej tonacji, będzie oświetlona silnym, kontrastowym światłem, wydobywającym fakturę i kolor produktu.

Zacznijmy od pierwszej aranżacji – śniadaniowej.

Fotografia kulinarna Fomei

Parametry aparatu: 1/125, f:5.6, ISO 100, ogniskowa 50 mm. Fot. Kasia Fiszer

Zależało mi na jasnym tle i dodatkach w soczystych kolorach, oraz jasnym, łagodnym, miękkim i dość równomiernym oświetleniu. Chciałam też pokazać, że czasem wystarczy jedno źródło światła, żeby uzyskać pożądany efekt. Nie zachęcam w tym miejscu do posiadania tylko jednej lampy, ponieważ to mocno ogranicza nasze działania i większości zdjęć po prostu nie da się zrobić nie mając minimum dwóch lamp błyskowych, ale czasem, szczególnie przy zastosowaniu miękkiego światła i jasnej aranżacji jedna lampa w zupełności wystarcza żeby oświetlić cały plan zdjęciowy. Należy tu pamiętać o tym, że w przypadku fotografii kulinarnej, plan zdjęciowy z reguły jest mały i ogranicza się do przestrzeni 1 m x 1 m (a często mniejszej).

Cała aranżacja została ułożona na podłodze, co jest wygodne w przypadku tzw. zdjęć top, lub flatlay, czyli mówiąc po polsku widzianych z góry, gdyż nie musimy podnosić wysoko aparatu (co by było konieczne w przypadku ustawienia aranżacji na stole). Białe deski posłużyły nam za tło, a główne źródło światła wraz z długim softboksem zostało umieszczone na niskim statywie. Ważne jest, żeby posiadać taki statyw na wyposażeniu studia, ponieważ jest wiele sytuacji, w których należy zaświecić od dołu, lub, tak jak tutaj, oświetlić pod odpowiednim kątem scenę, która znajduje się nisko. Aby plan był równomiernie oświetlony, z przeciwległej strony została ustawiona srebrna blenda, która odbija nasze główne światło i rozjaśnia cienie, które w tym wypadku nie były pożądane. 

Fotografia kulinarna Fomei

Fot. Kasia Fiszer

W przypadku aranżacji flatlay, bardzo pomocne jest korzystanie z programu do tetheringu, o którym wspominałam w poprzednich artykułach, czyli do sterowania aparatem za pomocą komputera i co najważniejsze do możliwości podglądu na żywo.

Fotografia kulinarna Fomei

Fot. Kasia Fiszer

To eliminuje wstawanie z klęczek, aby zajrzeć przez wizjer aparatu, po przestawieniu każdego elementu kompozycji, lub wchodzenie na drabinę, w przypadku gdy aranżacja jest ustawiona na stole. Mając podłączony aparat do komputera, można ustawić go sobie w dogodnym miejscu i mieć stały podgląd kompozycji podczas przestawiania elementów.

W fotografii kulinarnej, w przypadku niektórych dań, liczy się czas. I nie mam tu na myśli tylko lodów, które rozpuszczają się błyskawicznie i dają nam bardzo krótki czas na wykonanie zdjęcia (dlatego tak często zastępuje się je sztucznymi mieszankami do złudzenia przypominającymi prawdziwe lody). W artykule o przygotowaniach do fotografowania pisałam też o takich produktach jak sałatka, delikatne listki ziół, czy sosy, które matowieją podczas stygnięcia. W tym wypadku mamy do czynienia z omletem, który świeżo po usmażeniu zajmuje całą szerokość patelni, lecz wraz ze stygnięciem (i parowaniem) się kurczy, by po kilku minutach mieć dystans od krawędzi omletu do ścianek patelni nawet 2 centymetrów, co nie wygląda ani ciekawie, ani apetycznie. Aby dać sobie odpowiednią ilość czasu na precyzyjne ustawienie całej kompozycji i dogranie światła oraz parametrów aparatu, początkowo wykorzystywałam pustą patelnię. 

Fotografia kulinarna Fomei

Fot. Kasia Fiszer

Kiedy już wszystko było ustawione tak jak chciałam i efekty próbnych zdjęć zadowalające, przystąpiłam do usmażenia omleta, który następnie został wraz z patelnią szybko ustawiony na planie i dzięki temu zrobienie ostatecznej fotografii trwało kilka sekund, a produkt nie zdążył stracić swoich właściwości. W tym miejscu warto też podkreślić rzecz w sumie oczywistą, że chcąc zajmować się fotografią kulinarną, należy mieć na wyposażeniu studia nie tylko typowy studyjny sprzęt, ale też przynajmniej prowizoryczną kuchnię z jednopalnikową kuchenką i obowiązkowo lodówkę z zamrażalnikiem.

W efekcie otrzymaliśmy lekką, jasną aranżację śniadaniową, z wykorzystaniem świeżych, kolorowych warzyw i dodatków, miękko oświetloną i z niewielkimi cieniami. Oświetlenie tu zastosowane było bardzo proste, do łatwego powtórzenia nawet przez osobę z niewielkim doświadczeniem w studio.

Kolejna fotografia ma zupełnie inny charakter od poprzedniej.

Fotografia kulinarna Fomei

W tym wypadku parametry aparatu to: 1/160, f:7.1, ISO 64, ogniskowa 70 mm. Fot. Kasia Fiszer

Zastosowałam tu ciemne tła, intensywne dodatki o wyrazistej fakturze, oraz bardzo kontrastowe oświetlenie, które podkreśla kolor i fakturę żywności. Tym razem wykorzystałam dwie lampy Fomei Digitalis Pro – T400 i T600. Zostały na nie założone strumienica i czasza z tubą, obie z plastrami miodu, dzięki którym uzyskałam intensywne, silne, skupione i kontrastowe światło. Ze względu na kształt modyfikatorów, źródło światła było wąskie, tak więc można było je ukierunkować bardzo precyzyjnie, a także zapobiec doświetleniu tła, na czym mi również zależało. 

Fotografia kulinarna Fomei

Fot. Kasia Fiszer

Jak widać, plan zdjęciowy jest niewielki i ogranicza się do samodzielnie wykonanego tła na tekturze 90x70 cm, oraz kilku pomalowanych na czarno desek ułożonych na stole. Oprócz tego użyłam plastra drewna jako "talerza". Postanowiłam zrobić lekko karykaturalną, barokową wersję hamburgera, składającą się z 3 "pięter". 

Fotografia kulinarna Fomei

Fot. Kasia Fiszer

Całość miała około 12 centymetrów wysokości, tak więc należało zastosować odpowiednie metody, aby konstrukcja wyglądała dobrze i nie zawaliła się w trakcie robienia zdjęć. Dlatego, każdy z elementów warstw spinałam szpilkami. 

Fotografia kulinarna Fomei

Fot. Kasia Fiszer

Dzięki temu poszczególne elementy, takie jak plastry ogórka, cebuli czy pomidora były w dokładnie tym miejscu, w których chciałam, żeby pozostały. Można też dzięki temu ładnie ułożyć liście sałaty.

Warto też zwrócić uwagę na to, że w takim wypadku elementy układa się nie tak jak w "prawdziwym" hamburgerze, czyli na środku, a przesuwa się je bliżej przodu, tak, aby były widoczne. W takiej sytuacji równowaga jest zachwiana, więc oprócz spinania szpilkami, warto zastosować jeszcze jedną konstrukcję – rodzaj stelaża z tektury, z wbitymi patykami do szaszłyków, które tworzą "półki" dla poszczególnych warstw (kładłam na nich najcięższe elementy, czyli kotlety). 

Fotografia kulinarna Fomei

Fot. Kasia Fiszer

Na zdjęciu z profilu widać, że przy takim ustawieniu warstw, jakie było najkorzystniejsze od przodu, cała konstrukcja jest dość krzywa i nie miałaby szans się utrzymać bez pomocy szpilek i stelaża. 

Fotografia kulinarna Fomei

Fot. Kasia Fiszer

W przypadku tego zdjęcia, bardzo ważne było precyzyjne ustawienie kierunku i proporcji oświetlenia. Bardzo pomocna okazała tu się możliwość sterowania mocą lamp przy pomocy wyzwalacza w aparacie. Bez ruszania się z miejsca można było zmieniać proporcje mocy w prosty i wygodny sposób.

Na samym końcu, gdy światło zostało już ostatecznie ustawione, za pomocą strzykawki został nałożony ketchup. Gdyby był dodany wcześniej, istniałoby ryzyko, że spłynie lub zacznie się rozwarstwiać, dlatego takie elementy najlepiej dodawać w momencie gdy się wie, że zrobienie ostatecznej fotografii to kwestia kilku minut.

Ostatecznie uzyskaliśmy kontrastowe, intensywne kolorystycznie zdjęcie, z nieco karykaturalną formą hamburgera. Użycie skupionego źródła światła pozwoliło na zostawienie czarnego tła. Dzięki temu hamburger sprawia wrażenie odcięcia od tła i "wychodzenia" ze zdjęcia, a także jeszcze bardziej jest podkreślona intensywność i soczystość dodatków.

W obu przypadkach lampy sprawdziły się doskonale. Przede wszystkim rzeczywiście, zgodnie z zapewnieniami producenta, temperatura barwowa błysku jest bardzo stabilna. Nawet robiąc serię takich samych zdjęć, nie widać różnicy w odcieniu czy też natężeniu oświetlenia. Jest to szczególnie istotne, gdy mamy w planach składać jedno zdjęcie z kilku, wtedy niestabilność temperatury barwowej może mocno utrudnić pracę, czyli trzeba będzie poświęcić dodatkowy czas na wyrównanie kolorystyczne zdjęć zanim przystąpimy do montażu. W tym wypadku ten problem zupełnie nie istnieje. O ile pierwsze zdjęcie, ze względu na użycie miękkiego, równomiernego oświetlenia i jasną aranżację było dość łatwe, i nawet przy lampach gorszej klasy można by uzyskać podobny efekt (z pominięciem ewentualnych problemów z dominantą, z reguły czerwoną, w przypadku tanich lamp), to drugie już pokazało klasę sprzętu oraz to, jak plastyczne oświetlenie dzięki niemu można uzyskać. Sporym plusem jest też wcześniej wspomniana możliwość używania lamp bezprzewodowo, z zastosowaniem akumulatorów, oraz sterowanie nimi przy pomocy wyzwalacza w aparacie. W przypadku braku takiej możliwości (stosując wyzwalacz, który nie ma takiej opcji), pozostaje nam do dyspozycji jasny, kontrastowy wyświetlacz w lampie, z dużymi, cyframi, czytelnymi nawet z większej odległości.

W moim przypadku (brak potrzeby filmowania) skłaniam się jednak bardziej ku światłu błyskowemu w studiu. Niewątpliwą jego wadą jest brak podglądu na żywo, ale po osiągnięciu pewnej wprawy nie stanowi to żadnego problemu, szczególnie w czasach fotografii cyfrowej, gdy efekt można zobaczyć praktycznie natychmiastowo. Dodatkowym plusem jest brak konieczności separowania planu zdjęciowego od światła dziennego, ponieważ większa moc lamp powoduje, że i tak światło dzienne nie zostanie zarejestrowane, a to daje sporą wygodę w pracy podczas ustawiania produktów oraz brak poczucia ciągłego siedzenia w ciemnościach.

Fotografia żywności jest dziedziną, w której w szczególny sposób należy dbać o prawidłowe oddanie barw (nikt nie będzie chciał jeść wędliny z zielonkawym zafarbem, czy zaróżowionej zieleniny), więc tym bardziej należy dbać o to, aby już na etapie "surowego" zdjęcia było ono bez niepożądanych zafarbów. Lampy Fomei Digitalis Pro świetnie sobie radzą w tym temacie, pozwalając na ograniczenie czasu poświęconego na obróbkę do minimum.

Partnerem cyklu jest FOMEI, który od ponad 20 lat kompleksowo wyposaża studia i pracownie fotograficzne, filmowe i reklamowe.

Fotografia kulinarna  Przygotowanie planu zdjęciowego

Autor: Kasia Fiszer






Oceny artykułu: 0% 0% ocen: 0

Sprawdź inne artykuły z kategorii: Poradniki



Komentarze Użytkowników

Niezalogowanych Użytkowników prosimy o zalogowanie się przed dodaniem komentarza.



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu i w żaden sposób nie odzwierciedlają poglądów prezentowanych przez właścicieli i administratorów SwiatObrazu.pl. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.



Najnowsze fotografie

syn słodziak pole kawaler Hel 2018-04-13 Zawilec gajowy-Anemone nemorosa L. Biały przedmiot na białym tle.