23 sierpnia 2009, 12:29
Autor: Anna Cymer
czytano: 4131 razy

Fotografka w kryzysie

Fotografka w kryzysie

Trwający (?) na całym świecie kryzys ekonomiczny dla jednych jest tylko nadmuchaną przez media bajką, innym zupełnie poważnie komplikuje życie i spędza sen z powiek. W największych tarapatach jest chyba sama Annie Leibovitz.

Mówiąc krótko: jeśli do 8 września najsłynniejsza fotografka świata nie odda bankom 24 milionów dolarów (!) długów, straci nie tylko swoje nieruchomości, ale i prawa do wszystkich fotografii. To przerażająca perspektywa nie tylko dla samej artystki, ale i dla wszystkich miłośników jej zdjęć.


Od dwóch tygodni, kiedy to firma, w której zadłużona jest fotografka, ogłosiła jej dług oraz ostateczny termin spłaty, gazety na całym świecie rozpisują się nad tym tematem. Wszyscy zadają sobie podobne pytanie: jak to jest możliwe, by tak ogromne pożyczki musiała zaciągać fotografka, której sesje kosztują majątek i która w tej chwili pracuje tylko dla najbardziej ekskluzywnych (czytaj: najlepiej płacących) zleceniodawców??? Jak doszło do tego, że autorka zdjęć-ikon, fotografka robiąca zdjęcia Królowej Brytyjskiej i Barakowi Obamie ma w nowojorskich sklepach niezapłacone rachunki na ponad 700 tysięcy dolarów? Jak może zbankrutować ktoś, kto na współpracy z jednym tylko wydawnictwem (choć największym na świecie - Condé Nast) zarabia 5 milionów dolarów rocznie?

Andrew Goldman, reporter "New York Magazine" pod koniec sierpnia przygotował na ten temat ogromny artykuł (czytaj), przeanalizował rozwój kariery fotografki i porozmawiał z wieloma jej przyjaciółmi i współpracownikami. Przyczyna dramatu ekonomicznego Leibovitz jest najprawdopodobniej banalna – życie ponad stan. I to bardzo ponad stan – fotografka podobno gdy miała ochotę na sushi, sprowadzała je sobie wprost z Tokio, a zapiski na temat dzieciństwa swojej córki prowadziła w ekskluzywnym notebooku, sprowadzanym specjalnie ze Szwecji (koszt przesyłki jednej sztuki: 800 dolarów). Gdy doliczyć do tego nie zawsze trafione inwestycje w nieruchomości (w tej chwili Leibovitz posiada m.in. dwa domy w Nowym Jorku i apartament w Paryżu z widokiem na Sekwanę, a w każdym z nich zatrudnionych kucharza, sprzątaczkę, trenera jogi, ogrodnika) i pewnie jeszcze wiele innych metod wydawania pieniędzy – mamy kłopoty, z którymi fotografka boryka się dziś.
Podobnie jak wielu jej rodaków, Leibovitz żyła na kredyt i w braniu kolejnej pożyczki widziała metodę na poprawę warunków życia. Wszyscy wiemy, że właśnie bezsensowne i nieracjonalne zadłużanie się w bankach jest przyczyną dzisiejszego kryzysu – a Annie Leibovitz jest tylko jedną z setek pewnie tysięcy jego ofiar. Tyle że po prosu bardzo znaną.

Kilka dni temu brytyjski Guardian opublikował specjalny "poradnik" dla Annie Leibovitz, który ma jej pomóc zrozumieć, co robiła źle. Jest tam kilka podpunktów, w których autorzy z typowo brytyjską złośliwością sugerują jej, gdy następnym razem będzie kupować coś za granicą, żeby sprawdziła koniecznie wszystkie koszty przesyłki. No i mówią wprost: "słowo "pożyczka" oznacza, że kiedyś będziesz musiała to oddać, (…) a "kredyt hipoteczny" też jest formą pożyczki, a nie nagrodą za to, że umiesz ładnie urządzić dom". (czytaj całość)

Kłopoty Annie – to jedno oblicze kryzysu. Drugie poznaliśmy w lutym, gdy za zdjęcie policjanta, przeszukującego odebrany właśnie za długi dom, Anthony Suau otrzymał główną nagrodę World Press Photo...

 



www.swiatobrazu.pl