29 lipca 2007, 10:00
Autor: Anna Cymer
czytano: 3459 razy

Każdy może krytykować

Każdy może krytykować

Ceni się krytyków literackich; czyta bardzo często, co piszą krytycy filmowi; krytyk teatralny jednym tekstem może zniszczyć karierę aktora czy reżysera. A co z krytykami fotografii? Chyba po prostu ich nie ma.

Tylko na polskim rynku wydawniczym ukazuje się co najmniej kilka cenionych pism o sztuce. O wiele więcej jest wydawanych w internecie. A i tak ma się to nijak do tego, ile podobnych pism i magazynów wychodzi na świecie – we Francji, Wielkiej Brytanii, USA. Krytyka to znacząca część pisania o sztuce – powstają o tym artykuły, rozprawy doktorskie i książki. Krytyczne spojrzenie na pracę jednego artysty lub całego nurtu w sztuce, a także np. epoki – uprawiane jest od lat i często są to publikacje na wysokim poziomie.
Młodzi artyści z lękiem sięgają po magazyny, w których znany krytyk wypowiada się na temat ich najnowszej wystawy; twórcy starsi często starają się zdeprecjonować krytyczną wypowiedź na swój temat – bo wiedzą, jaką ma ona „siłę rażenia”.
Oczywiście nie jest tak, że każda osoba, zajmująca się krytyką sztuki, to wyrocznia, decydująca o artystycznym być albo nie być. Bardzo często o sztuce piszą osoby niedoświadczone. Jednak jest – i w Polsce, i na świecie – grono krytyków, z których zdaniem nie można się nie liczyć. To ludzie nie tylko doskonale wykształceni, ale też tacy, którzy widzieli pewnie tysiące wystaw, przeczytali całe biblioteki książek i posiadają rozległą wiedzę – bo bez tego nie można zostać dobrym krytykiem. Ich wypowiedzi nie są dyktowane (przynajmniej teoretycznie) osobistymi poglądami, a są próbą obiektywnej oceny dzieła, polegającej na wpisaniu go w tradycję artystyczną, w szerszy nurt oraz na analizie tego, co artysta usiłował poprzez swoje dzieło powiedzieć.

Fotografia przez długi czas była najmłodszą dziedziną sztuki – siłą rzeczy więc nie posiadała swoich krytyków, bo potrzeba było lat, aby się mogli „jej nauczyć”. Dziś jednak – po prawie 200 latach istnienia nadal nie ma profesjonalnych jej krytyków. Oczywiście mam tu na myśli tych, którzy poprzez lata doświadczenia stali się wybitnymi autorytetami, których poglądy się szanuje. W malarstwie czy sztuce wideo jest tak, że gdy otwierana jest duża wystawa, na drugi dzień (lub niedługo później) każdy, kto zna się na rzeczy, zagląda do odpowiedniego pisma, żeby zobaczyć, co na ten temat sądzi pan czy pani X. Bo ich zdanie – choć można się z nim nie zgadzać – zawsze niesie ze sobą wartość i treść.
Nie istnieje coś takiego w fotografii. Wydawane są pisma na jej temat, ale nie pisze się tam o zdjęciach krytycznie (tzn. czasem są krytykowane, jednak nie jest to ta „prawdziwa krytyka” – analizująca temat dogłębnie, w szerokim kontekście, obiektywnie i sumiennie). Nikt nie zajmuje się zbieraniem nurtów czy epok fotograficznych w całości po to, by poddać je głębokiej, historyczno - krytycznej analizie, nie pisze się takich książek.
Dlaczego? Ja nie wiem. Bo fotografia już chyba – przynajmniej w niektórych środowiskach – jest uznana za „sztukę” w pełnym tego słowa znaczeniu. Ma już swoją historię, ma swoich mistrzów i naśladowców, ma wzloty i upadki, nurty i epoki. Wszystko to daje podbudowę pod krytyczne analizy poszczególnych wystaw czy projektów, stanowi tez już bardzo dobry materiał do ujęć większych, ogólniejszych – nadających się na książkę. A mimo to po dziś dzień pisze się głównie powierzchowne recenzje wystaw i książki z historii.
Fotografia nie jest dziedziną akademicką – nawet na wydziałach historii sztuki stanowi margines – i to chyba jest główna przyczyna takiego stanu rzeczy. Miejmy tylko nadzieję, że ta sytuacja się zmieni, zanim nie wyblakną najstarsze fotografie.



www.swiatobrazu.pl