9 września 2007, 12:29
Autor: Anna Cymer
czytano: 3180 razy

Koniec lata

Koniec lata

Wszyscy mówią, że ocieplenie klimatu, którego stajemy się świadkami, jest zagrożeniem i należy się go bać. I to prawda – ale można w nim znaleźć też coś pozytywnego.

p>Dla zmarźluchów dobrą wiadomością jest zapowiadany wzrost temperatury, choć jeśli się dowiedzieć więcej, to raczej nic dobrego z tego ocieplenia nie wyniknie.
Ale ostatnio nie trzeba chyba już nawet czytać naukowych tekstów, żeby zobaczyć, że coś jest na rzeczy. W tym roku lato pokazało nam, na co je stać i nie było chyba bardzo podobne do pór roku w latach poprzednich. Zupełnie nie-letnie temperatury (to było przecież zimne lato) przeplatały się z elementami klimatu tropikalnego (kiedy w dzień temperatura jest bardzo wysoka, a w nocy leje), burze były dużo bardziej gwałtowne niż kiedyś, wichury zrywały dachy i topiły łódki, ulewy, powodujące znów ogromne powodzie – i to wszystko tylko w Polsce. A na południu Europy – upały po 50 stopni, jakich nie pamiętają najstarsi Europejczycy, a za tymi upałami idąca susza, w której wyjątkowo łatwo o pożar.
Katastrofa goni katastrofę, a mam wrażenie, że z roku na rok jest gorzej.
Mniej namacalne, ale od lat już przepowiadane przez meteorologów topienie się lodowców, wielkie powodzie, zalanie na dobre części lądów.
Można by długo wymieniać – w tym zalewnie wiadomości łatwo wręcz o przepowiednie końca świata.
Ale czytając gazety i serwisy czy blogi internetowe, oglądając telewizję ja widzę jedną dobrą stronę tych apokaliptycznych wydarzeń. One wszystkie są piekielnie fotogeniczne!
Z jednej strony – np. po wichurze, która niedawno przeszła nad Mazurami, wszystkie wiadomości telewizyjne posiłkowały się zdjęciami i filmikami nadesłanymi przez ludzi, którzy byli świadkami katastrofy. Z drugiej – fora w sieci po każdej burzy zapełniały się setkami zdjęć piorunów – im ktoś ma lepszy widok z okna i lepszy refleks, tym łatwiej królował wśród „polujących na pioruny”. Nie trzeba być marzycielem gapiącym się w niebo, żeby tego lata zobaczyć tam wspaniałe zjawiska. Pamiętam z dzieciństwa, że zobaczenie tęczy było wielkim wydarzeniem – nie zdarzały się często. W tym roku latem bywały tygodnie, że tęcze pojawiały się kilka razy dziennie, często w parach – po dwie. Przewalające się przez niebo ciężkie, ołowiane chmury na przemian z czystym błękitem – to też gotowy do zdjęć materiał. A wichura czy powódź – toż to wymarzony temat dla wielbiciela reportażu.
Dawno nie było takiego lata, żeby każdy, kto ma aparat, mógł fotografować bez opamiętania. Przyroda wciąż ma dla nas wiele atrakcji. Choć w obliczu zagrożenia katastrofami o wiele gorszymi, niż to, co „dostaliśmy” w tym roku, aż chce się tę przyrodę poprosić, żeby ofiarowywała nam swoje atrakcje w mniejszych dawkach.



www.swiatobrazu.pl