6 maja 2016, 14:21
Autor: Redakcja SwiatObrazu.pl
czytano: 9218 razy

Lubię jak w obrazie pojawia się cała rozpiętość tonalna - Iwona Podlasińska

Lubię jak w obrazie pojawia się cała rozpiętość tonalna - Iwona Podlasińska

Iwona Podlasińska łączy dwie ważne role: fotografa i mamy. Potrafi zatrzymać emocje na zdjęciach tak, aby fotografie wzruszały widza i oddawały prawdziwą naturę dzieciństwa. Koncentruje się na nastrojach swoich i swoich bliskich, a następnie doskonale przekłada je na język fotografii. Przenosi nas w niezwykły świat widziany oczami dziecka. Zapraszamy do lektury rozmowy z fotografką.

SwiatObrazu.pl: Zdjęcia dzieci to jeden z najpopularniejszych gatunków fotografii, pojawienie się dzieci to też jeden z najczęstszych powodów zakupu aparatu fotograficznego. Jak zaczęła się Pani przygoda z fotografią dziecięcą?

Iwona Podlasińska: Fotografia była tam gdzieś od dziecka. Moi rodzice robili mnie i mojemu bratu zdjęcia i wywoływali je sami w naszej łazience. Oglądaliśmy, jak na tych "białych kartkach" pojawiały się obrazy. Swój aparat miałam już jako ośmiolatka. Pierwszą "lustrzankę" kupił mi mój tata tuż po zakończeniu studiów, ponieważ chciałam robić "ładne" zdjęcia przyszłym dzieciom. Ale tak naprawdę obsługiwać aparat nauczyłam się dopiero na drugim urlopie macierzyńskim. Był to już trzeci rok od kiedy przestałam pracować zawodowo i miałam ochotę znów rozwijać własne umiejętności, znowu robić coś kreatywnego. Fotografia idealnie się sprawdziła - mogłam się jej uczyć i spędzać czas z dziećmi w tym samym czasie. Zdjęcia edytowałam i dalej edytuję w nocy, kiedy dzieci już śpią. Początkowo nie nastawiałam się tylko na fotografię dziecięcą - próbowałam makro, krajobrazów, detali, jednak po jakimś czasie okazało się, że prawdziwą satysfakcję przynoszą mi zdjęcia moich dzieci.

Fot. Iwona Podlasińska

SO: Doskonałe światło, kadr i uchwycenie małych modeli w decydującym momencie, jak Pani się udaje tak fantastycznie połączyć te wszystkie elementy?

I.P.: Z tych trzech czynników najtrudniejsze jest uchwycenie małego modela w odpowiedniej pozie. Można sobie wyobrazić przecież, że dzieci nie pozują. Cała ta mowa ciała jest uchwycona z natury. Powiem, że wymaga to zrobienia wielu zdjęć i dużej cierpliwości. Czasem ze spaceru przynoszę 400-500 zdjęć i nie pokazuję żadnego, czasem jedno. Kadry są częściowo przemyślane wcześniej o tyle, że znam te miejsca i wiem, że o tej porze roku, w tym miejscu słońce będzie zachodziło np nad tymi drzewami i jeśli tam pójdę o odpowiedniej godzinie to mogę ustawić się w tym miejscu. Wymaga to obserwacji lokalizacji dniami, miesiącami, a czasem latami. Tak było na przykład jesienią: wiedziałam, na podstawie obserwacji z zeszłego roku, że w październiku słońce zachodzi w pewnym miejscu i w sadzie jest ładne światło ok. godziny 18-19, więc wybrałam się z synem na gruszki i zabrałam aparat. Tyle mogłam zaplanować, to czy będzie chciał tam iść i czy będzie chciał zbierać ze mną gruszki, to już jest trudne do przewidzenia. Zgranie tych trzech elementów tak, żeby powstało zdjęcie z którego będę zadowolona jest najtrudniejszą rzeczą, ale wartą poświęceń.

Fot. Iwona Podlasińska

SO: Częściej planuje Pani ujęcia, czy powstają raczej spontanicznie?

I.P.: Wiele zdjęć powstaje zupełnie spontanicznie przy okazji spaceru czy wycieczki rodzinnej. Nieliczne są jakoś zaplanowane, ale to planowanie ogranicza się do wybrania miejsca i godziny, czasem zabrania jakiś zabawek czy rekwizytów. Nawet te "zaplanowane" mają dużo spontaniczności, bo nie przewidzę jak dzieci będą się zachowywać. Często jest tak, że wyobrażam sobie, że wrócę z takim i takim ujęciem, a wracam z czymś zupełnie innym, co jest 100 razy lepsze od tego o czym myślałam.

Fot. Iwona Podlasińska

SO: Pani fotografie są znakomite pod względem technicznym, w jaki sposób zdobyła Pani takie umiejętności?

I.P.: Powiem szczerze, że jestem zaskoczona. Choć bardzo staram się technikę trzymać w ryzach to popełniam wiele błędów. Bardziej skupiam się na nastroju i emocjach niż na technicznej perfekcji. Uczę się wszystkiego sama i najczęściej na własnych błędach.

Fot. Iwona Podlasińska

SO: Dla większości trudność w fotografowaniu dzieci polega na tym, że praktycznie każda chwila, jaką chcemy uwiecznić jest niepowtarzalna i z tego powodu powstaje wiele zdjęć wykonywanych w pośpiechu, które są niezbyt udane. Jak Pani radzi sobie z tym problemem?

I.P.: Tak właśnie jest, każda chwila jest niepowtarzalna. Aparat dobrze jest mieć przy sobie, co oznacza konieczność dźwigania go prawie cały czas. I to sam aparat, bo przy niepowtarzanych chwilach nie ma czasu na blendy, filtry, czy zmienianie obiektywów. Technicznie to jest minimalizm: aparat, na nim jeden ulubiony obiektyw, mama, dzieci i TA chwila. Trzeba mieć oczy otwarte i przygotowany aparat.

Fot. Iwona Podlasińska

SO: Czy podczas fotografowania dzieci jest Pani tylko obserwatorem, czy też animuje swoich modeli?

I.P.: Jeśli jestem z nimi sama to pozostaję tylko obserwatorem ich zabaw. Jeśli jest ze mną moja mama, wtedy pomaga w ten sposób, że zabiera dzieci w odpowiednie miejsce, zajmuje ich rozmową albo zabawą, bawi się w chowanego. Ona doskonale rozumie jak chce sfotografować tę scenę i często porozumiewamy się bez słów. Jest pomocnikiem idealnym, bo dzieci ufają jej i kochają ją a i mnie rozumie jak nikt inny.

To animowanie czy obserwowanie także zmienia się z czasem jak dzieci rosną. Kiedy były całkiem małe to dało się posadzić je w jednym miejscu i dać coś ciekawego do ręki, później zrobiły się już ruchliwe, ale wciąż nieświadome faktu, że robi się im zdjęcia. Teraz zaczynają rozumieć i mam do wyboru - albo prosić je o pozowanie, albo czekać, aż znajdą się w swoim dziecięcym świecie, że nie będą zwracali uwagi na to co ja robię. I tak naprawdę to wolę tę drugą opcję.

Fot. Iwona Podlasińska

SO: A jak uzyskuje Pani tak niezwykłą kolorystykę zdjęć?

I.P.: Kolor jest dla mnie ważnym środkiem wyrazu (toteż rzadko zdarza mi się go eliminować). Kolorystyka zależy od nastroju, który ma pojawić się w obrazie. Albo jest to ciepły słoneczny nastrój - wtedy wybieram barwy z ciepłej palety, albo zimny, tajemniczy, nastrojowy - wtedy sięgam po zimną kolorystykę. Lubię jak w obrazie pojawia się cała rozpiętość tonalna. Pierwszą rzeczą, na którą patrzę, kiedy zdjęcie pojawi się na komputerze, to histogram - i staram się doprowadzić do momentu, kiedy zaczyna się pojawiać biały i czarny punkt. Wydaje mi się, że to właśnie to jest cechą wspólną większości moich zdjęć, bo kolorystyka każdego jest trochę inna.

Bogate kolory idą też w parze ze światłem. Jeśli zadbam o to żeby złapać ładne światło, to i kolory będą przyjemne.

Fot. Iwona Podlasińska

SO: Jaką role w Pani twórczości odgrywa cyfrowa edycja zdjęć?

I.P.: Edycja komputerowa moim zdaniem ma za zadanie wydobyć nastrój, piękno, trójwymiarowość, pomóc pozbyć się elementów zakłócających odbiór zdjęcia oraz poprawić drobne błędy popełnione w czasie fotografowania. I to jest taka podstawowa edycja dla mnie. Czasem zdarza mi się zabrać do zdjęcia bardziej kreatywnie, jak na przykład ze zdjęciem przedstawiającym dziewczynki patrzące na księżyc, i przyznam, że lubię taką zabawę, choć stanowczo pochłania za dużo czasu i muszę mieć mocny koncept żeby w ogóle się na to decydować.

Lubię też ujęcia, gdzie jedyne co trzeba było ruszyć w postprodukcji to kontrast i wyostrzenie, ale jeśli potrzeba trochę posiedzieć nad zdjęciem żeby 'wyskoczyło', to także sprawia mi to ogromną przyjemność, zwłaszcza jeśli pracuję nad czymś co bardzo mi się podoba - i jest oczywiście zdjęciem mojej pociechy.

Fot. Iwona Podlasińska

SO: Jaki sprzęt jest potrzebny podczas fotografowania dzieci? Jakie cechy aparatu są kluczowe?

I.P.: Myślę, że najważniejszy jest obiektyw. Najlepiej jasny, żeby dawał tę separację pomiędzy fotografowanym obiektem a tłem. Te rozmycia, które niektórym tak bardzo przypadają do gustu to sprawa sprzętu, nie obróbki. Już 50mm sprawdza się dobrze, ale im dłuższa ogniskowa przy dużej średnicy tym efekt przyjemniejszy dla widza. Z długimi ogniskowymi jest jednak problem jeśli idziemy sami z dziećmi. Musimy stać bardzo daleko od dziecka i niekoniecznie będzie dzieciom się podobało, jeśli mama gdzieś będzie ciągle znikać w oddali. Dla mnie doskonale sprawdza się 85mm 1.4 - daje ładne efekty, a kąt przy matrycy pełnoklatkowej jest bardzo wygodny. W domu przyda się 50mm, uważam, że krótsze ogniskowe będą już dawały zbyt duże zniekształcenie.

Fot. Iwona Podlasińska

SO: Fotografowanie dzieci nie jest łatwe, o czym wie większość rodziców. Jakiej rady udzieliłaby Pani osobom stawiającym pierwsze kroki w fotografii dziecięcej?

I.P.: Myślę, że na samym początku nie jest błędem posiedzieć trochę i pooglądać co robią inni, ale oglądać jak najbardziej świadomie, analizując dlaczego się podoba, jak zostało wykonane, jakim sprzętem, o jakiej porze dnia, zastanowić się nad kompozycją i z tego wszystkiego wyciągać wnioski. Potem, jak zacznie się osiągać wymarzone efekty, dobrze jest oderwać się od tego i skupić się już na własnym rozwoju. A jeśli chodzi o same dzieci to często zastanawiać się nad tym co się pokazuje innym. Wszyscy wiemy, że te zdjęcia oglądają różni ludzie.

Fot. Iwona Podlasińska

SO: Największe fotograficzne marzenie? Plany na przyszłość?

I.P.: Nie mam w zasadzie planów związanych z fotografią. Złapana na ulicy z aparatem i zapytana czy jestem fotografem odpowiadam, że nie. Chciałabym jedynie, żeby to, co zrobiłam do tej pory nie okazało się szczytem moich możliwości – a najbardziej chciałabym stać się lepsza w tym co robię i co sprawia mi taką przyjemność.

Fot. Iwona Podlasińska

Fot. Iwona Podlasińska

Fot. Iwona Podlasińska

Fot. Iwona Podlasińska

Fot. Iwona Podlasińska

Fot. Iwona Podlasińska

Fot. Iwona Podlasińska

Fot. Iwona Podlasińska

Fot. Iwona Podlasińska

Fot. Iwona Podlasińska

Fot. Iwona Podlasińska

 



www.swiatobrazu.pl