17 marca 2011, 08:50
Autor: Jarosław Zachwieja
czytano: 4325 razy

Ostatni pstryk mody - sprzętowe obsesje

Ostatni pstryk mody - sprzętowe obsesje

Nie jest niczym nowym fakt, że w świecie pełnym towarów wyglądających tak podobnie, że "9 na 10 gospodyń wiejskich nie dostrzeże różnicy" - najłatwiej sprzedają się rzeczy opatrzone inteligentnie podanymi liczbami. Z kolei pogoń za tym, aby cyferki prezentowały się w materiałach reklamowych jak najlepiej, przybiera niekiedy kuriozalne rozmiary i z szerszej perspektywy bardziej szkodzi rynkowi, niż mu pomaga. Czasem jednak mamy do czynienia ze zjawiskiem, które przy pomyślnych wiatrach doprowadzić może jeśli nie do odwrócenia szkodliwego trendu, to chociaż do pewnego jego opanowania.

Na temat destrukcyjnej w świecie fotografii i technik wideo pogoni za megapikselami i krotnościami zooma na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat napisano już całe encyklopedie. Mechanizm jest prosty i bardzo widoczny: klient okazjonalny i mało orientujący się w temacie (za to liczny) pragnąc zorientować się, co warto kupić, patrzy na rozdzielczość matrycy (bo jeszcze z dawnych czasów pamięta, że więcej megapikseli = lepszy obraz) i krotność zooma (nawet jeżeli nie wie, po co wykorzysta równoważnik ogniskowej 600 milimetrów w aparacie kieszonkowym). Umiejętnie wypromowany model "15 mega / 35x" sprzedaje się świetnie – tym bardziej, że mieści się w kieszeni – więc konkurenci pracują, jak mogą, żeby w mniejszym korpusie zmieścić więcej megapikseli, i obiektyw o większej rozpiętości ogniskowych. Badań na temat zadowolenia klientów z takich modeli nikt już nie robi, bo i po co? I tak nie byłyby wiarygodne – za dużo w tym wszystkim zmiennych…

ostatni pstryk mody sprzętowe obsesje nowości foto wideo trendy rynek felieton
Panasonic NV-GS400 – w świadomości wielu wideofilmowców praktykujących swoje hobby na przełomie lat 2005 i 2006 najlepsza amatorska kamera miniDV. Jednak jak widać po napisach na pokrywie wyświetlacza LCD, również ona nie uchroniła się przed trendem polegającym na jak największym upychaniu komórek światłoczułych na powierzchni malutkiego, potrójnego przetwornika CCD.

 

Szczególnie paradoksalnie wygląda to na rynku kamer wideo. Tutaj normą są matryce o rozdzielczości 10 megapikseli wielkości paznokcia i obiektywy oferujące przełożenie ogniskowych na poziomie 20-30x (rekordem wszech czasów jest chyba model o 65-krotnym zoomie optycznym oferowany przez znanego koreańskiego potentata elektroniki). Sęk w tym, że z punktu widzenia jakości obrazu trudno o większy "pic na wodę", ponieważ materiał wideo FullHD odznacza się rozdzielczością 1920×1080 pikseli i ani jednego piksela więcej. Wyższa rozdzielczość wykorzystywana jest tylko w trybie fotograficznym, ale bądźmy szczerzy: ilu z nas mając w ręce kamerę wideo, wykorzystuje ją do robienia zdjęć wymagających tak wysokich rozdzielczości. Czy jest przed monitorem ktoś, kto kiedykolwiek wykonał takim urządzeniem fotografię z myślą o przygotowaniu z niej odbitki 30×20 cm? Nie? Tak myślałem… 

Z zoomem sytuacja wygląda nieco inaczej, choć również źle. Praw fizyki nie da się przeskoczyć i każdy, kto tylko bardziej interesuje się tematem wie, że malutki obiektyw o bardzo dużym zakresie ogniskowych da naprawdę marny obraz. Tu na szczęście od pewnego czasu wszyscy producenci wykazują się odrobiną zdrowego rozsądku i modele oferujące nierealne wręcz zbliżenia opracowywane są z myślą o najmniej wymagającym kliencie, któremu nie przeszkadza rozmydlony obraz – o ile tylko sprzęt jest tani. W konstrukcjach bardziej zaawansowanych standardem stały się obiektywy z dziesięcio- lub maksymalnie dwudziestokrotnym przełożeniem. Problem rozdzielczości jednak wciąż istnieje, tym bardziej, że "pompowanie" matryc o wielkości nie przekraczającej 1/3 cala (największe, o jakich słyszałem w kamerach amatorskich miały nieco ponad 1/2,7 cala) kolejnymi mega pikselami owocuje masą efektów ubocznych: znacznie obniżoną światłoczułością, gorszym odwzorowaniem kolorów i różnego rodzaju wadami związanymi z małymi rozmiarami pojedynczej komórki światłoczułej. Generalnie pod tym względem potrafi być znacznie gorzej niż przed pięciu laty, gdy na rynku dominowały modele miniDV.

ostatni pstryk mody sprzętowe obsesje nowości foto wideo trendy rynek felieton
Sony NEX-VG10E – trudno wręcz wyobrazić sobie jakość obrazu, jaką mogłaby mieć kamera wideo wyposażona w przetwornik formatu APS-C, gdyby tylko dysponowała przetwornikiem o rozdzielczości maks. 6 megapiskeli. Niestety wyjęty wprost z aparatów NEX-3 i NEX-5 przetwornik 14-megapikselowy nie radzi sobie już najlepiej, gdy na dworze zaczyna zachodzić słońce.

 

Inaczej wygląda sprawa z konstrukcjami kierowanymi do zawodowców – tu klient wie, czego chce i jest gotów zapłacić znacznie większe pieniądze za wysoką jakość obrazu, dostaje więc taki towar, jakiego oczekuje. Największymi ofiarami trendu jest jednak ta grupa odbiorców, która pragnie nabyć sprzęt amatorski, ale o dużych możliwościach – innymi słowy wideo amatorzy z ambicjami. Wszyscy ci, którzy jeszcze pięć lat temu zachwycali się możliwościami takich kamer, jak Panasonic NV-GS400 czy Sony DCR-HC1000 teraz też mają wprawdzie dostęp do ich nowocześniejszych wersji oferujących dobry obraz i dźwięk, a także pojemną pamięć wewnętrzną i ciekawe funkcje, ale też mogą czuć spory niedosyt. Wszystko to dlatego, że sprzęt ten nie jest tak dobry, jakby mógł być, gdyby tylko producenci wzięli pod uwagę szczególne wymagania tej akurat grupy odbiorców, która – co od dłuższego czasu obserwuję z niepokojem – wydaje się nie istnieć w świadomości producentów sprzętu foto-wideo (kierunek, w jakim poszli producenci lustrzanki Canon EOS 60D wydaje się być tego najlepszym przykładem).

Coś jednak chyba drgnęło wraz z nastaniem tego roku. Pierwszą jaskółką (która mam nadzieję zapoczątkuje nowy trend) wydaje się być zaprezentowanie przez firmę Canon w styczniu tego roku kamkordera o skromnej nazwie LEGRIA HF G10. Ta kierowana do wymagających amatorów konstrukcja wyposażona została w wiele bardzo ciekawych funkcji typowych raczej dla urządzeń profesjonalnych. Najważniejsze jednak jest to, że projektując ów model producent zdecydował się poświęcić funkcjonalność foto i dobrze wyglądające w broszurach reklamowych cyferki na rzecz jak najlepszej jakości obrazu wideo – w tym celu zastosował on stosowany w konstrukcjach profesjonalnych przetwornik obrazu o rozdzielczości 2 megapikseli!

ostatni pstryk mody sprzętowe obsesje nowości foto wideo trendy rynek felieton
Canon LEGRIA HF G10 – zwiastun nowego podejścia producentów kamer wideo do tematu? Oby tak.

 

Ten ryzykowny krok przyniósł, jak się okazało, wymierne rezultaty – zachodnie serwisy dla wideofilmowców rozpływają się w pochwałach na temat światłoczułości kamery, jej jakości obrazu i możliwości filmowania w niesprzyjających warunkach oświetleniowych. Sam zresztą również nie mogę się doczekać, aż dane mi będzie sprawdzić możliwości tego sprzętu w praktyce. Póki co mogę jedynie patrzeć na dostępne w Sieci pliki przykładowe i zastanawiać się, dlaczego nikt wcześniej nie wpadł na podobny pomysł… Wystarczy sobie przypomnieć, jaka kamera cyfrowa już wiele lat temu została uznana przez reporterów ślubnych (a więc ludzi wymagających sprzętu zdolnego filmować nawet w słabo oświetlonym kościele) za sprzęt wszech czasów. Dla ułatwienia dodam, że jej przetwornik odznaczał się niewiarygodną rozdzielczością… 380 tysięcy pikseli.

Nowy model Canona nie jest sprzętem należącym do zbyt tanich (jego cena w Polsce waha się w okolicach 5500 złotych), ale też na chwilę obecną nie ma dla niego żadnej rozsądnej alternatywy. Żywię jednak nadzieję, że zapoczątkuje on nowy nurt i odrodzenie rynku kamer dla najbardziej wymagających wideo amatorów. Czy się to stanie? Zarówno sobie, jak i Wam wszystkim bardzo tego życzę.

 

"Ostatni pstryk mody – sprzętowe obsesje" to pierwszy z nowego cyklu artykułów felietonistycznych serwisu SwiatObrazu.pl, którego zadaniem jest ukazywanie obecnego rynku foto-wideo z punktu widzenia redaktora będącego jednocześnie użytkownikiem i pasjonatem aparatów cyfrowych i kamer wideo. Prezentowane na łamach tego cyklu tezy stanowią tylko ilustrację poglądów autora i niekoniecznie muszą zgadzać się z poglądami innych członków redakcji.



www.swiatobrazu.pl