21 kwietnia 2011, 09:30
Autor: Jarosław Zachwieja
czytano: 3977 razy

Ostatni pstryk mody - sprzętowe obsesje. Słodkie wyczekiwanie

Ostatni pstryk mody - sprzętowe obsesje. Słodkie wyczekiwanie

Zakończone właśnie targi FVF 2011 w Łodzi skłoniły mnie do pewnej refleksji: otóż wprowadzany do sprzedaży sprzęt fotograficzny i wideo można sklasyfikować między innymi pod kątem sposobu, w jaki trafia on na rynek. W większości przypadków moment ten poprzedza mniejsza lub większa kampania reklamowa, która niekiedy przedłuża się w nieskończoność i przybiera kuriozalne rozmiary. Efekt najczęściej jest opłakany zarówno dla produktu, jak i dla konsumenta.

Wszyscy znamy, albo przynajmniej słyszeliśmy o takich aparatach, kamerach, bądź też innych urządzeniach: model tak niesamowity, że aż nieprzyzwoitością byłoby go nie mieć. Z całą pewnością niezbyt tani, lecz to akurat najmniejszy problem – zdążymy na niego uzbierać, ponieważ go nie ma. Premiera przesuwana jest w rytmie kolejnych największych fotograficznych imprez, my zaś karmieni jesteśmy coraz bogatszymi informacjami prasowymi, specyfikacjami i "zdjęciami" produktowymi (cudzysłów zamierzony, są to najczęściej bowiem tylko grafiki konceptualne). Słodkie wyczekiwanie psuje tylko jeden fakt: w międzyczasie chcielibyśmy mimo wszystko zrobić jakieś zdjęcia i kręcić filmy. Chcielibyśmy COŚ mieć. W efekcie decydujemy się na sprzęt bardziej typowy, a o tym wymarzonym powoli zapominamy. Bo i po co pamiętać, skoro ciągle jeszcze go nie ma?

ostatni pstryk mody sprzętowe obsesje słodkie wyczekiwanie premiery nowości aparaty kamery wideo Sony Panasonic Sigma Fuji Samsung Red Digital Cinema Camera felieton publicystyka Photokina FVF
Fuji X100 – aparat, który choć bardzo wyczekiwany (sądząc po głosach widocznych w Internecie) na targach FVF 2011 nie budził aż takiego zainteresowania, jak można by się spodziewać. Oczywiście pierwszego dnia stoisko firmy Fujifilm przyciągnęło do siebie liczne grono pasjonatów, lecz później zainteresowanie to znacznie osłabło. Sam Fuji X100 zdobył na targach wyróżnienie w kategorii foto.

 

Na przestrzeni ostatnich lat wymienić można kilka tego typu urządzeń określanych niekiedy jako "aparat-Yeti", bądź "kamera-Yeti" (wszyscy o nich mówią, choć nikt ich nie widział). Producenci na kolejnych imprezach branżowych z dumą prezentują kolejne pikantne szczegóły techniczne, zdjęcia, zamknięte w gablotach egzemplarze pokazowe (które po bliższej inspekcji okazują się być tylko atrapami), aż w końcu gotowy produkt w kilku wersjach inżynieryjnych. Nie zauważają przy tym smutnej prawidłowości, że im dłuższe czekanie, tym większy jest zawód, gdy urządzenie w końcu pojawia się w sprzedaży. Takim produktem jest dla mnie bez wątpienia Fuji X100 – aparat piękny, stylowy, klasyczny i – co nie bez znaczenia – grający na sentymentach osób fotografujących od wielu lat. Tyle tylko, że od pierwszych jego zapowiedzi (targi Photokina 2010) do rzeczywistego wprowadzenia aparatu do sprzedaży minęło już nieco czasu, co w połączeniu z dość wysoką ceną (na chwilę obecną około 4500-5000 złotych) nie wróży temu modelowi wielkiego sukcesu. Zwłaszcza, że konstrukcja tego aparatu dość mocno przypomina inną cyfrówkę, której premiera odwlekała się przez dobre dwa lata i której premiera rynkowa zakończyła się klęską – mowa o Sigmie DP1, 14-megapikselowym kompakcie z matrycą APS-C wykonaną w technologii Foveon X3 i stałoogniskową optyką. Pozostaje mieć nadzieję, że znacznie bardziej "wizualny" produkt firmy Fujifilm odniesie jednak sukces. Mnie osobiście po wzięciu do ręki nieco on rozczarował, choć słyszałem też zgoła przeciwne opinie.

Zabieg marketingowy zwany przeze mnie "powolnym nadymaniem balona" jest stary i dobrze znany – bazuje na wrodzonej rodzajowi ludzkiemu ciekawości. Mało kto jednak wydaje się dostrzegać, że jest on obecnie dość mocno nadużywany. Właściwie nie ma sektora urządzeń w branży foto-wideo, w którym nie zapowiadany byłby jakiś niewiarygodny produkt, który odmieni losy świata. Przesadzam? Być może – ale przede wszystkim dlatego, że taki obrazek prawie zawsze malują przed nami producenci próbujący zabłysnąć na silnie zatłoczonym już rynku. To, co sprawdzało się doskonale w spokojniejszych czasach, obecnie wydaje się trwać po prostu zbyt długo. Zauważają to też chyba sami producenci, którzy starają się obecnie, aby czas nadmuchiwania zakończony efektownym przekłuciem "balonika" nie przekroczył roku. Są oczywiście też produkty, na które potencjalni nabywcy z lubością oczekują znacznie dłużej – głównie dlatego, że w swojej klasie nie mają one konkurencji. Do historii przeszły już pierwsze produkty firmy Red Digital Cinema Camera, które oprócz niesamowitych parametrów (i równie niesamowitej ceny) zapamiętane zostały jako wielokrotnie przekładane i odwlekane oraz którym towarzyszyły rozmaite "wypadki losowe" (łącznie z kradzieżą prototypu). Prawie dziesięciomiesięczna przerwa pomiędzy pierwszymi sygnałami a wprowadzeniem produktu na rynek nie zaszkodziła też Panasonicowi, którego kamera AG-AF100 spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem (choć użytkownicy sygnalizują bliżej nieokreślone problemy związane z filmowaniem pod światło – to też jest przestroga: im dłuższe oczekiwanie na wymarzony sprzęt tym bardziej krytyczny jest wobec niego nabywca).

ostatni pstryk mody sprzętowe obsesje słodkie wyczekiwanie premiery nowości aparaty kamery wideo Sony Panasonic Sigma Fuji Samsung Red Digital Cinema Camera felieton publicystyka Photokina FVF
Panasonic była pierwszą firmą działającą w sektorze aparatów bezlusterkowych z wymienną optyką, jaka zdecydowała się zaprezentować światu kamerę wideo opartą na technologii rozwijanej do tej pory w sektorze aparatów fotograficznych. Wprawdzie odwieczny konkurent, firma Sony, wyprzedziła ją w tych zamiarach i jako pierwsza wprowadziła do sprzedaży kamerę wideo skonstruowaną w oparciu o standard NEX (testowany obszernie przez nas Sony NEX-VG10E), to jednak było to urządzenie kierowane do zupełnie innego odbiorcy. Dzięki temu Panasonic AG-AF10E ma poważną szansę zająć ugruntowaną pozycję w sektorze sprzętu profesjonalnego przed zapowiadanym dopiero modelem Sony NEX-FS100. Dowodem na to może być chociażby niekwestionowany przez nikogo medal targów FVF 2011 przyznany Panasonicowi AG-AF101E w kategorii wideo.

 

Czasami się jednak nie udaje – konkurencja okazuje się być szybsza i wprowadza na rynek podobny produkt kilka tygodni, lub nawet dni wcześniej. Boleśnie przekonał się o tym Samsung, który mimo bardzo szybkiej pierwszej reakcji na wypuszczenie przez Olympusa pierwszego aparatu bezlusterkowego z wymienną optyką (pierwsza prezentacja systemu NX miała miejsce na targach PMA na początku 2009 roku), to z jego handlową premierą spóźnił się dość solidnie o krok jedynie wyprzedzając Sony i serię NEX. Wielu komentatorów twierdzi, że pogrzebało to szansę koreańskiego producenta na zajęcie dobrej pozycji na rodzącym się właśnie rynku, a pozycję tę zajęła Sony, oferując produkt znacznie bardziej nowatorski. W efekcie Samsung ratuje się teraz gorączkowym szukaniem cechy wyróżniającej rodzinę NX – według mnie czymś takim ma szansę stać się iFunction, będąca bardzo interesującym narzędziem zwiększającym ergonomię aparatu wprowadzona w modelach NX100 i NX11. Obawiam się jednak, że będzie to za mało…

Może być jednak jeszcze gorszy wariant: urządzenie wypuszczone po długich zapowiedziach i przesuwaniu daty premiery okazuje się być niedopracowane, przez co dopiero po kilku poprawkach firmware’u, a czasem nawet zakrojonej na szeroką skalę akcji serwisowej sprzęt można uznać za zdatny do użytku. Na te niechlubne przypadki w dziejach technik fotograficznych i wideo najlepiej jest spuścić zasłonę milczenia i żałować jedynie, że przez ludzką nieodpowiedzialność dobrze zapowiadający się produkt zwyczajnie się zmarnował. Może to być też dobra okazja do refleksji nad tym, co w tym wszystkim jest tak naprawdę ważniejsze: czekanie na gwiazdkę z nieba, czy tworzenie pasjonujących zdjęć i filmów tym, co znajduje się w zasięgu naszych rąk. Pamiętajmy, że najwięksi twórcy w historii świata nie zawsze korzystali ze sprzętu marzeń. A już na pewno nie z tak nowoczesnego, jakim już teraz dysponujemy my. Co nie przeszkodziło im wcale przejść do historii.

ostatni pstryk mody sprzętowe obsesje słodkie wyczekiwanie premiery nowości aparaty kamery wideo Sony Panasonic Sigma Fuji Samsung Red Digital Cinema Camera felieton publicystyka Photokina FVF
Strategia prezentowania na największych imprezach masowych związanych z rynkiem foto-wideo atrap produktów, które dopiero mają wejść do sprzedaży jest domeną głównie największych producentów, którym zależy na jak najlepszym wypromowaniu swoich produktów. W przypadku kamery Sony NEX-FS100 wydaje się być ona absolutnie chybiona. Po pierwsze, na targach FVF 2011 zaledwie trzy stoiska dalej prezentowany był działający i w pełni funkcjonalny produkt bezpośredniej konkurencji. Po drugie, w Internecie od dawna już krążą filmy nakręcone przez producenta tym modelem kamery oraz prezentujące ją samą w działaniu. To jak w końcu - istnieje ten NEX-FS100, czy nie?

  

 

"Ostatni pstryk mody – sprzętowe obsesje" to nowy cykl artykułów felietonistycznych serwisu SwiatObrazu.pl, którego zadaniem jest ukazywanie obecnego rynku foto-wideo z punktu widzenia redaktora będącego jednocześnie użytkownikiem i pasjonatem aparatów cyfrowych i kamer wideo. Prezentowane na łamach tego cyklu tezy stanowią tylko ilustrację poglądów autora i niekoniecznie muszą zgadzać się z poglądami innych członków redakcji.

 



www.swiatobrazu.pl