28 sierpnia 2007, 12:11
Autor: Anna Cymer
czytano: 26103 razy

Prowokator Terry Richardson

Prowokator Terry Richardson

Mówi się o nim, że nic nie jest dla niego zbyt wulgarne. Że nie ma dla niego tematów tabu. Prowokuje, bulwersuje, obrzydza. I jednocześnie jest jednym z najbardziej rozchwytywanych fotografów modowo-reklamowych.

Wytatuowany, z paskudnymi wąsami i nieschodzącym z twarzy złośliwym uśmieszkiem, Terry Richardson wygląda jak przedstawiciel środowisk przestępczych. Z takim wyglądem można by go wziąć nawet za sutenera. Szczególnie, że uwielbia otaczać się roznegliżowanymi kobietami – a i sam się chętnie rozbiera, również w miejscach  publicznych. I cały czas bije od niego zadowolenie z siebie – bezkrytyczne samouwielbienie.

Terry Richardson fotograf amerykański prowokator zdjęcie
Terry Richardson, źródło: http://www.terryrichardson.com/

Oczywiście nie dowiemy się, ile w tym wizerunku pozy, a ile autentyzmu, nie da się jednak ukryć, że Richardson jest postacią niezwykle wyrazistą.

Podobnie jak jego zdjęcia. Jeśli firma zamawia u niego sesję, raczej nie powinna się spodziewać fotografii "ładnych i grzecznych" – dlatego Richardson pracuje tylko z "najodważniejszymi" – z projektantami i firmami, które nie boją się dwuznacznego, bulwersującego wizerunku. Sisley, Diesel, Gucci – z nimi pracuje Richardson, ku obopólnej satysfakcji, związanej z konsekwentnym kreowaniem prowokacyjnego wizerunku.

Richardson urodził się w Nowym Jorku, a wychował w Hollywood. Zdjęcia zaczął robić w szkole średniej, kiedy był członkiem rockowego zespołu. Podobno od tamtej pory nie wypuścił aparatu z rąk. Obracając się w środowisku gwiazd i modelek, bardzo szybko zaczął robić im zdjęcia – zarówno te "pozowane", podczas sesji i pokazów, jak i "po godzinach" – na imprezach, w zupełnie już prywatnych warunkach.
 

Terry Richardson fotograf amerykański prowokator zdjęcie
Fot. Terry Richardson, źródło: http://www.terryrichardson.com/

Co ciekawe, czasem trudno rozróżnić, które gdzie było zrobione. Bo Richardson uwielbia mieszać konwencje, nie przywiązuje wagi do staranności i dopracowania szczegółów. W całym modowo-reklamowym świecie jest znany z tego, że sesje mody, zlecone przez poważne koncerny, fotografuje kompaktowymi, amatorskimi, maleńkimi aparatami. Sam lubi robić sobie z tego żarty, porównując wielkość używanego aparatu ze skalą "męskości" fotografa. Zdarza się nawet, że modelka, na widok aparatu Richardsona woła "Ojej, mam taki sam!"
 

Terry Richardson fotograf amerykański prowokator zdjęcie
Fot. Terry Richardson, źródło: http://www.terryrichardson.com/

Gdy mówi o swojej pracy nieco poważniej (choć zdarza się to bardzo rzadko), podkreśla, że dla niego dużo ważniejsze niż techniczne parametry i świetne obiektywy, są w zdjęciu świeżość, energia, dynamizm. Spontaniczność i kompletny brak zahamowań – to uderza z każdego jego zdjęcia. Są bardzo odważne, ocierające się wręcz o pornografię. Bajecznie kolorowe, prowokacyjne, ale jednocześnie fascynujące i wywołujące na twarzy uśmiech. Bo niezależnie od tego, co jest na zdjęciu, każdy widz szybko dostrzeże, że jego robienie było zabawą i przyjemnością i dla modeli, i dla fotografa.

Richardson poziomem energii i radości życia mógłby się pewnie porównywać z nastolatkami. Wystarczy jeden rzut oka na jego postać (przypominającą styl glamour z lat siedemdziesiątych, kojarzący się z gwiazdami amerykańskich seriali albo piosenkarzy disco z tamtych lat), i widać od razu, że "ten człowiek umie się bawić, umie się cieszyć życiem". I to samo widać na jego zdjęciach.

Diesel czy Sisley w dużej mierze właśnie Richardsonowi zawdzięczają swój sukces. Wiadomo było, że nikt nie pozostanie obojętnym wobec firmy, która oddała się w ręce takiego szaleńca. Oczywiście lista koncernów, dla których pracował Richardson, jest dużo dłuższa: Gucci, Levi's, Chloe, Carolina Herrera, Miu Miu, Eres, Tommy Hilfiger, Club Monaco, Supreme, Hugo Boss, Anna Molinari, Stussy, Baby Phat, Jigsaw, Costume National, Hysteric Glamour, Matsuda. Jego zdjęcia ukazują się we wszystkich znaczących kolorowych magazynach: we wszystkich światowych edycjach Vogue, I-D, Dazed and Confused, GQ, Harper's Bazaar, W, Purple.

I tylko warto się może czasem zastanowić, ile wysiłku i ciężkiej pracy kosztuje wykreowanie się na osobę, której ani praca, ani życie nie sprawia żadnych kłopotów...

Więcej zdjęć na http://www.terryrichardson.com/



www.swiatobrazu.pl