3 czerwca 2007, 22:56
Autor: Anna Cymer
czytano: 9954 razy

Ruchome obrazki

Ruchome obrazki

Film o fotografii? Nie jest to zjawisko zbyt częste. Nawet zaawansowany kinoman jednym tchem nie wymieni zbyt wielu tytułów, a większości przychodzi do głowy tylko „Powiększenie” Antonioniego.

W ubiegłym roku minęło 40 lat od powstania „Powiększenia”, a do dziś rzesze kinomanów (starszych i młodszych) wymieniają ten film jako jedno z najwybitniejszych dzieł. Rzeczywiście, reżyserowi udało się zawrzeć w tym obrazie, do którego fotografia była tylko pretekstem, wiele myśli do dziś aktualnych. A i sam proces fotografowania urósł w tym filmie do rangi pewnego symbolu, udowadniającego, jak dalece nie jesteśmy w stanie pojąc świata, który nas otacza – co zresztą stoi w sprzeczności z naszym pojęciem. Znany każdemu proces utrwalania rzeczywistości (czy to aby na pewno „rzeczywistość”?) na kliszy fotograficznej w „Powiększeniu” okazuje się tylko komplikować zrozumienie zdarzeń, fałszować lub wypaczać wyobrażenia.

Inny przykład: David La Chapelle, szalony wizjoner, znany z rozbuchanych wizualnie sesji modowych, reklam i serii portretów, w 2005 roku nakręcił film. Nie odszedł jednak bardzo daleko od swoich szalonych obrazów fotograficznych. „Rize” to dokument o kulturze ulicznej jednej z dzielnic Los Angeles. Grupa, którą pokazuje La Chapelle to czarnoskórzy tancerze, występujący m.in. na ulicach, prezentujący akrobatyczne, transowe „spektakle”, w których często pojawią się elementy zaczerpnięte np. z cyrku (np. tancerze przebierają się za klownów). Bohaterowie filmu dali więc fotografowi możliwość sfilmowania obrazów nie odchodzących daleko od jego zdjęć. A forma filmowa umożliwiła zdynamizowanie opowieści odpowiednim montażem i muzyką. „Rize” jest oczywiście filmem, dokumentem opowiadającym o pewnym zjawisku, jednak znawca zdjęć La Chapelle’a nie będzie się mógł oprzeć wrażeniu, że fotograf wreszcie znalazł temat, w którym mógł po prostu wprawić w ruch obrazy, które i tak od dawna tkwiły w jego wyobraźni.
 
Fotografowie – nawet ci najsławniejsi – są raczej nudni. Rzadko ich czyny trafiają do gazet czy kronik towarzyskich. Odchodzą też zazwyczaj w ciszy, trzeba być co najmniej Helmutem Newtonem, żeby o czyjejś śmierci napisały (choćby na ostatniej stronie) gazety.
Ale są od tego wyjątki. Diane Arbus, fotografka niezwykła, doczekała się (nie dosłownie – artystka popełniła samobójstwo w 1971 roku) swojej biografii, najpierw książkowej (w Polsce wydanej dwa lata temu), a później także filmowej.
”The Fur. An Imaginary Portrait of Diane Arbus” wyreżyserował w 2006 roku Steven Shainberg. Film skupia się na krótkim, ale bardzo ważnym fragmencie życia fotografki, czyli chwili, gdy podejmuje ona decyzję o samodzielnym robieniu zdjęć (wcześniej tylko asystowała mężowi). W tym czasie też do kamienicy Arbusów wprowadza się bardzo tajemniczy mężczyzna – i to znajomość z nim rozpoczyna karierę Diane jako dokumentalistki „freaków’.


źródło: www.imdb.com 


Już patrząc na plakat filmu trudno oprzeć się wrażeniu, że nie będziemy mieli do czynienia z rzetelną biografią. Samą Arbus gra tu Nicole Kidman, a jej tajemniczego sąsiada bożyszcze (trochę postarzałe) młodych panien, czyli Robert Downey Jr. Który nota bene wyciska w tym filmie całą swoją moc z urodziwego spojrzenia wielkich, zawsze wilgotnych oczu (gra tu w dużej mierze tylko oczami, bo resztę jego ciała porasta długie – tytułowe - futro).
Całe szczęście, że reżyser umieścił w tytule filmu słowo „imaginary”, czyli „wymyślony, wyimaginowany, urojony”. Bo ta „biografia” kreuje życiorys Arbus jako ciąg zdarzeń niezwykłych, ponadrzeczywistych, wręcz symbolicznych, i na dodatek bardzo romantycznych. W rzeczywistości (a mówi o tym choćby książkowa wersja biografii) życie fotografki – delikatnie mówiąc – nie było usłane różami i na pewno żaden człowiek-pies (tak można nazwać roboczo tajemniczego sąsiada) nie wpłynął w cudowny sposób na jej postrzeganie świata.
Z drugiej strony jednak Arbus jest jedną z niewielu postaci fotograficznego świata, z której życiorysu dałoby się „wycisnąć” historię dającą się sfilmować (no i żeby taki film jeszcze zarobił, rzecz jasna).

Może więc warto ogłosić apel: Fotografowie, zróbcie wreszcie coś ze swoim życiem, tak, żeby dało się później kręcić o was dobre, ciekawe filmy!



www.swiatobrazu.pl