8 kwietnia 2022, 08:30
Autor: Mikołaj Konkiewicz
czytano: 1905 razy

W aparacie tego fotografa żyje… pająk

W aparacie tego fotografa żyje… pająk

Ta historia to chyba prawdziwy koszmar dla pasjonatów fotografii, którzy jednocześnie są dotknięci arachnofobią - I to nie dlatego że dotyczy makrofotografii pająków, lecz dlatego, że głównym jej bohaterem jest… pająk żyjący w wizjerze aparatu.

Wewnątrz aparatu zamieszkał pająk - dowiedz się, jak można go stamtąd usunąć

Kanadyjski fotograf Joel Robison miał problem ze swoim aparatem. Otóż patrząc przez wizjer aparatu widział, że jest zamazany i nagle zdał sobie sprawę, iż wewnątrz zadomowił się spory pająk. Nieco ponad pół roku temu zakupił nowego bezlusterkowca Sony A7R III. W międzyczasie dość intensywnie użytkował swój aparat i choć podróżował do Wielkiej Brytanii czy Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie, to jednak nie bywał w żadnych egzotycznych miejscach. A mimo to przydarzyła mu się taka niezwykła przygoda.
 
zepsuty aparat
 
fot. Joel Robison
 
zepsuty aparat
 
fot. Joel Robison
 
zepsuty aparat
 
fot. Joel Robison
 
Po raz pierwszy dostrzegł problem ze swoim bezlusterkowcem 8 marca bieżącego roku. Wykonywał jakby nigdy nic zdjęcia, gdy dostrzegł, że coś blokuje widok w jego wizjerze. Jak przyznaje, zazwyczaj wykorzystuje ekran LCD, tak aby uzyskać dostęp do menu i sprawdzić ostrość, tym razem sprawdzał jednak ostrość za pomocą wizjera. Z początku myślał, że to jakiś pył, kurz lub puch z torby, ale obiekt blokujący obraz nagle się poruszył. Zaskoczony fotograf cofnął odruchowo głowę i wtem dostrzegł pająka wycofującego się w róg wizjera. 
 
Po uświadomieniu sobie swojego niezwykłe i cóż… nieco przerażającego spotkania, fotograf zaczął zastanawiać się, jak pająk dostał się do wnętrza wizjera. W sieci natrafił na niewiele takich przypadków i większość dotyczyła lustrzanek. Po przemyśleniu sprawy fotograf doszedł do wniosku, że najwidoczniej pająk musiał skorzystać z okazji podczas zmieniania obiektywów (być może siedział na obiektywie) i wtedy dostać się do korpusu aparatu. Następnie przemieścił się we wnętrzu aparatu, być może kierując się w stronę światła. 
 
Następnie Robison spędził około tygodnia na próbach wygonienia pająka z jego aparatu. Próbował nakłonić go do opuszczenia body aparatu przykładowo poprzez pozostawienie korpusu bez obiektywu, tak aby pająk przemieścił się w stronę światła. Próbował nawet nakłaniać go przemieszczania w stronę cieplejszego miejsca. Podjął także próbę wydmuchania go dmuchawą. Niestety nic nie pomagało. 
 
W końcu fotograf skontaktował się z Sony, które zdawało się nie być specjalnie zaskoczone nietypową sprawą. Serwis zasugerował po prostu wysłanie sprzętu do punktu serwisowego, gdzie zostanie wyczyszczony. Fotograf liczył na informację zwrotną, skąd pająk wziął się w ogóle w wizjerze, ale niestety nie dowiedział się tego od producenta. Na razie Robison używa swojego aparatu wraz z dzikim lokatorem. Ciekawi go czy pająk wyjdzie na zewnątrz i zamierza wysłać aparat do serwisu dopiero wtedy, gdy pająk umrze. 
 
Fotograf zdradza, że nie boi się specjalnie pająków i nie martwi się przystawianiem oka do wizjera (choć oczywiście obecność pająka utrudnia normalne korzystanie ze sprzętu). Podzielił się także zabawnymi reakcjami na opis tej sytuacji na forum. Otóż niektórzy użytkownicy niezbyt przychylni pająkom doradzali po prostu… podpalenie aparatu bądź zrzucenie go z urwiska. Robison postanowił jednak pozostać przy pomyślę wysłania sprzętu do serwisu. 


www.swiatobrazu.pl