20 czerwca 2013, 11:54
Autor: Redakcja SwiatObrazu.pl
czytano: 17347 razy

Wywiad z Marcinem Dobasem: Nawet fotografowanie pod domem ma w sobie elementy fotografii podróżniczej

Wywiad z Marcinem Dobasem: Nawet fotografowanie pod domem ma w sobie elementy fotografii podróżniczej

Fotografia i podróże to coś, co kocham. Według mnie, aby coś móc osiągnąć w danej dziedzinie, musi nam to sprawiać przyjemność. Jeśli sprawia, to już jesteśmy na dobrej drodze.

Jeśli zajmujemy się czymś, co nas pasjonuje i sprawia nam radość i przyjemność, chętnie będziemy pogłębiać swoją wiedzę, swój warsztat i dążyć do samodoskonalenia. Tak jest w przypadku mojej fotografii.

Uwielbiam tę robotę, uwielbiam pracę w terenie z aparatem i mam na tym punkcie zdecydowanego fioła.

Twoje znakomite fotografie to wynik szczęśliwego trafu, czy owoc wielomiesięcznych przygotowań i wielu godzin oczekiwań na odpowiedni moment?

Marcin Dobas: Wszystkiego po trochu. Często jadę w dane miejsce mając już zaplanowany albo rozrysowany kadr. Wiem co będę chciał sfotografować, w jaki sposób, jakim obiektywem, a nawet o jakiej porze dnia. W  ten sposób jednak można planować tylko część zdjęć i to na ogół krajobrazowe. W terenie może nas zaskoczyć cała masa rzeczy, którą trzeba w odpowiedni sposób wykorzystać.

Nie da się zaplanować każdego zdjęcia, nie da się przewidzieć tęczy, biegnącego stada owiec czy makaka, który chce Ci wyrwać aparat z dłoni. Trzeba natomiast umieć sobie poradzić z każdą sytuacją. Często miejsce jest świetne, ale moment nie ten i trzeba poczekać na odpowiednie światło. Wielokrotnie zdarza mi się dobre zdjęcie z danego miejsca przywieźć dopiero z kolejnego wyjazdu, gdy wracam tam po dłuższym czasie.

 

Marcin Dobas

Fot. Marcin Dobas


W jaki sposób, przed wyjazdem poznajesz miejsce, do którego się wybierasz?
 

M.D.: W dzisiejszych czasach technika straszliwie ułatwia nam życie. Kiedyś trzeba było siedzieć w bibliotekach i przeglądać albumy. Często ze starymi i nieaktualnymi już fotografiami. Dziś niemalże w czasie rzeczywistym jesteśmy w stanie obejrzeć miejsce czy film z prawie każdego zakątka świata. Portal Panoramio - sprzęgnięty z mapami Google'a - zdjęcia satelitarne, miliardy zdjęć z Internetu pozwalające nam na zobaczenie jak dane miejsce wygląda. Programy pozwalające na ustalenie godziny wschodu, godziny zachodu czy wysokości słońca nad horyzontem, a nawet pory przypływu i odpływu. To wszystko pozwala na bardzo solidne zgłębienie tematu. Jadąc w dane miejsce mam na mapie już pozaznaczane punkty, które będę chciał odwiedzić i w których będę chciał wykonać zdjęcia. Wiem kiedy się tam pojawić, a nawet z grubsza wiem jaką mogę mieć pogodę.

Warto jest też przeglądać fotografie najlepszych fotografów, więc często przed wyjazdem przeglądam strony National Geographic, GEO, czy dobrych agencji fotograficznych.

 

Marcin Dobas

Fot. Marcin Dobas

 

Planujesz ujęcia?

M.D.: Przed każdym wyjazdem staram się jak najbardziej zgłębić temat i jak najlepiej przygotować. Co będzie warto sfotografować, gdzie się zapuścić, o jakiej porze dnia. Czy lepiej będzie wziąć taki czy inny sprzęt. Czy będę planował zrobić jakieś zdjęcie spod wody czy nie itp. itd. Tak więc, jadąc w teren na pewno mam w głowie obraz - co mnie będzie czekało i jak to chcę "ustrzelić". Reguły jednak nie ma. Przykładowo, gdy jechałem teraz w Alpy na górskie nurkowanie - wiedziałem jakie zdjęcie chcę zrobić i starałem się zrealizować dokładnie taki obraz, jaki zaplanowałem sobie przed wyjazdem. Udało się - ale tego typu sytuacje, gdzie robię zdjęcie identyczne jak obraz, który mam w głowie raczej należą do rzadkości.

 

Marcin Dobas

Fot. Marcin Dobas

 

Jaki zabrać sprzęt i jak go przetransportować - to bardzo często pojawiające się pytania - jaki jest Twój sposób?

M.D.: To kwestia indywidualna i kwestia tego na jaki wyjazd jedziemy. Sprzęt fotograficzny jest takim samym narzędziem jak pędzle i farby dla malarza albo dłuto dla rzeźbiarza. W zależności od tego czy rzeźbimy w drewnie czy w kamieniu dobieramy odpowiednie narzędzia. Podobnie jest w fotografii podróżniczej. Inny sprzęt zabierzemy na wyjazd w miejsce, gdzie będziemy koncentrować się na krajobrazach, inny, gdy będziemy wysoko w górach, a jeszcze inny, gdy będziemy fotografować zwierzęta, czy schodzić pod wodę.

Co innego zabierzemy na objazdową wycieczkę samochodem, a co innego gdy będziemy wszystko nosić na plecach.

Wychodzę z założenia, że korpus to tylko baza. Ważne jest wszystko to, co zabieramy oprócz niego. Obiektywy, statywy, filtry, wyzwalacze radiowe, ładowarki solarne itd.

Co do zabierania sprzętu są dwie szkoły: jedna mówi, że ilość sprzętu powinna być ograniczona do minimum, druga, że w terenie powinniśmy mieć wszystko, bo, gdy będziemy potrzebowali danego obiektywu to musimy go mieć pod ręką. Moim zdaniem trzeba wypośrodkować. Koncepcja z zabraniem wszystkiego nie byłaby głupia, gdyby nie fakt, że wszystko trzeba nosić i się o to martwić. Przed każdym wyjazdem mam duży dylemat z czego zrezygnować - na szczęście odkąd używam mniejszego aparatu mogę sobie pozwolić na więcej dodatkowego sprzętu, choć staram się nie popadać w skrajności.

Sam transport na miejsce ma być po prostu bezpieczny. Jeśli lecimy samolotem - sprzęt musi być tak spakowany, aby był w naszym bagażu podręcznym. Główny bagaż narażony jest na kradzież, zaginięcie a w najlepszym wypadku zagubienie. Sprzęt powinniśmy mieć przy sobie, aby zminimalizować to ryzyko. Na ogół przed wyjazdem pakuję torbę tak, jak będę ją miał spakowaną podczas całej podróży. Mam wówczas pewność, że wszystko jest zabrane i mogę zacząć fotografować nawet, gdy mój główny bagaż zginie.

 

Marcin Dobas

Fot. Marcin Dobas

 

 

 

Strona 1

Strona 2


Co wybierasz torbę, czy plecak?

M.D.: Jeżeli są to jednodniowe wypady, zabieram plecak fotograficzny, ale taki, który umożliwi mi dostęp do sprzętu bez zdejmowania go z ramion, po przesunięciu plecaka do przodu otrzymuję szybki dostęp do aparatu. W takim plecaku musi się jeszcze znaleźć miejsce na mały prowiant oraz kilka drobiazgów, które zawsze mam przy sobie: mapę, apteczkę, itd. Jednak, gdy wybieram się w dłuższą podróż, w plecaku przewożę swoje rzeczy, chociażby ubrania i śpiwór, a sprzęt fotograficzny ląduje w torbie.

 

Marcin Dobas

Fot. Marcin Dobas

 

Jak wygląda Twój przykładowy fotograficzny zestaw podróżny?

M.D.: Wyjazd do Skandynawii na 4 tygodnie:

Mogę pozwolić sobie na zabranie dużej ilości sprzętu, ponieważ OM-D wraz z tymi pięcioma obiektywami waży około 1200 gramów i zajmuje mało miejsca. Gdybym chciał zabrać analogiczny sprzęt oparty na lustrzance - sądzę, że sprzęt ważyłby minimum 5 razy więcej,  do tego statyw, który też musiałby być dużo cięższy.

Jestem więc w stanie bez problemu dobrać sprzęt do sytuacji i opracować dobrej jakości stałoogniskowymi obiektywami. Jeśli ktoś chce może zamienić stałki na zoomy - te w systemie też są i jest w czym wybierać. Ja jednak wolę stałoogniskowe szkła. Na ten wyjazd zabieram rybie oko, którym wraz z głowicą do panoram będę wykonywać panoramy sferyczne, mam ponadto ultraszerokokątny obiektyw do krajobrazu. Jasny ostry i bardzo dobrej jakości obiektyw standardowy, dwa jasne obiektywy 45 i 60mm  z czego jeden makro ze skalą odwzorowania 1:1. Teleobiektyw nie będzie mi potrzebny, więc ZD 50-200 czy ZD 150 nie trafia do torby.

 

Marcin Dobas

Fot. Marcin Dobas

 

Deklarujesz, że od ponad roku już nie używasz lustrzanki, w zamian fotografujesz wyłącznie kompaktami z wymienna optyką, czyli bezlusterkowcami. Czy często pojawiający się w tych aparatach problem, jakim jest brak możliwości stabilnego uchwytu ze względu na niewielkie rozmiary nie stanowi przeszkody podczas fotografowania?

M.D.: Nazwa kompakt jakoś źle mi się kojarzy [śmiech]. Zacząć należy od tego, że te aparaty oferują możliwość robienia zdjęć w RAW-ach, wymienne obiektywy pełną kontrolę nad parametrami ekspozycji, a nawet możliwość podpięcia dowolnych akcesoriów. To takie lustrzanki w małym ciele.  

Pierwszy bezlusterkowiec, jakim fotografowałem, był kupiony pod kątem fotografii podwodnej. Dużo mniejszy niż DSLR, więc dużo mniejsza obudowa, brak problemów na lotniskach z wielkimi gabarytami delikatnego i drogiego sprzętu. Nawet z ramionami i lampami podwodnymi ten zestaw jest mały lekki i mobilny. Podczas miesięcznego trampingu w Tajlandii mogłem sobie pozwolić na "wrzucenie" do plecaka obudowy podwodnej do PEN-a. Obudowa do lustrzanki wraz z kopułowym portem zajęłaby pół tego plecaka...

Po jakimś czasie używania "maluchów" okazało się, że na większość wyjazdów zabieram tylko bezlusterkowca - jest mniejszy i lżejszy, a potrafi więcej niż moja wielka i ciężka profesjonalna lustrzanka, ważąca ponad kilogram - choć z bardzo stabilnym chwytem [śmiech].

Gdy pojechałem fotografować w Himalajach po raz kolejny zostawiając lustrzankę w domu stwierdziłem, że chyba nie ma sensu trzymanie aparatu, którego się nie używa. Powyżej 4000 m n.p.m. każdy kilogram ma znaczenie, a decydując się na bezlusterkowca przy niewielkiej wadze mogłem zabrać kilka obiektywów i mały karbonowy statyw. Całość ważyła tyle, ile moja lustrzanka z jednym obiektywem. Doceniasz to tym bardziej, im wyżej jesteś.

Po powrocie przez jakiś czas fotografowałem jeszcze na wyjazdach Olympusem E-5 i bezlusterkowcem, porównując skrupulatnie zdjęcia na komputerze. Okazało się że i ja i moi klienci wolą zdjęcia z OM-D, więc przestałem fotografować lustrzanką i przesiadłem się na bezlusterkowce.

Nawet jeśli ten chwyt nie jest tak wygodny jak w lustrzance, to lekki aparat pozwala na to, aby częściej go używać albo zabrać więcej sprzętu na wyjazd. Myślę, że to dużo ważniejsze od pewnego chwytu.

Osobiście nie mam najmniejszego problemu z tym, że aparat jest za mały - trzyma mi się go pewnie i stabilnie, mimo iż nie używam gripa - a ten jest dostępny. Oczywiście to też kwestia indywidualna. Jeden będzie miał wielkie dłonie i jedyne czym dobrze mu się będzie pracować to lustrzanka z batterypackiem. Inni nie będą mieli tego problemu. OM-D ma takie gabaryty jak analogowe lustrzanki, na których się wychowywałem. Zenit, Praktica czy Nikon FM2. Te aparaty doskonale leżały w dłoniach. Dopiero później lustrzanki zaczęły "puchnąć", ponieważ trzeba było w nich umieszczać coraz więcej elektroniki. Duża lustrzanka małoobrazkowa potrafi być większa od średnioformatowego aparatu. Według mnie to bardziej przeszkadza niż pomaga, a miniaturyzacja pozwala na powrót do poprzednich rozmiarów.

 

Marcin Dobas

Fot. Marcin Dobas

 

Jakie cechy aparatu są kluczowe dla fotografii przyrody i krajobrazu?

M.D.: W fotografii podróżniczej chyba najważniejszą rzeczą jest zaufanie do własnego sprzętu. Nie możemy żyć w ciągłym strachu, że aparat odmówi posłuszeństwa, gdy wyjdziemy fotografować w deszczu. Według mnie powinien być szczelny i pancerny. Plusem będzie też mała waga. Często podczas podróży nosimy ze sobą nie tylko sprzęt foto, ale i nasz cały dobytek. Plecak, jedzenie, śpiwór ubrania itp., itd... Im mniej waży nasz sprzęt, tym chętniej będziemy go zabierać i po niego sięgać. Im więcej - tym większe szanse, że zostanie w domu. Gdy nie mamy asystenta lub tragarza - rozmiar i waga sprzętu zaczyna odgrywać kluczową rolę. Gdyby sprzętu nie trzeba było dźwigać, krajobrazy zapewne fotografowałbym średnim formatem...

Z kolei jeśli fotografujemy ludzi, np. w takich miejscach jak targ w muzułmańskim kraju, dużo łatwiej będzie nam pracować małym i niepozornym aparatem niż wielkogabarytową lustrzanką z teleobiektywem. Z tym pierwszym wtopimy się w tłum, z tym drugim będzie nas widać z kilkudziesięciu metrów. Bardziej niepozorny sprzęt nie przykuje też tak uwagi złodzieja.

I w końcu najważniejsza rzecz - jakość zdjęcia. Jeśli myślimy o dalszej sprzedaży zdjęć, a nasz klient jest wymagający, potrzebujemy aparatu dającego dobrą jakość obrazka. Zapinając do aparatu doskonałej jakości stałoogniskowe obiektywy efekt naprawdę potrafi zadziwić. Oczywiście należy też dobrać narzędzie do potrzeb. Nie widzę sensu inwestowania w najdroższy sprzęt, gdy fotografie publikujemy tylko w Internecie...

 

Marcin Dobas

Fot. Marcin Dobas

 

Ulubione obiektywy?

M.D.: Przeważnie nie ruszam się bez Olympusa M.ZUIKO DIGITAL ED 9-18 mm f/4.0-5.6  oraz M.ZUIKO DIGITAL 45 mm f/1.8.

 

 

 

Strona 3

Wybrałeś markę Olympus - czy dlatego, że są pionierami tego rodzaju konstrukcji, czy też konkurencja nie zdołała ich dogonić?

M.D.:  Nic z tych rzeczy [śmiech]. System wybrałem chyba już 8 lat temu, kiedy szukałem pancernej solidnej i uszczelnianej lustrzanki. Swoją pierwszą lustrzankę cyfrową czyli E-1 kupiłem przed wyjazdem na Spitsbergen i okazało się, że uszczelnienia były bardzo dobrym pomysłem. Chwile grozy przeżyłem, gdy fala zalała naszego RIB-a (rodzaj pontonu – dop. red.)  w którym się znajdowałem i wlała się do torby fotograficznej. Jestem pewien, że sprzęt bez uszczelnień by tego nie przetrwał. Później niejako zmieniałem system przechodząc z lustrzanek na bezlusterkowce. Zostałem przy Olympusie przede wszystkim ze względu na serwis. Każda elektronika się psuje - ważne jak potraktują Cię w serwisie. Mnie przekonali tym, że dostałem zastępczy aparat na czas, gdy mój trafił do naprawy. Na scenie bezlusterkowców w tej chwili OM-D jest chyba w czołówce stawki, ale ten sprzęt zmienia się tak dynamicznie, że każda nowa premiera może nagle wszystko zmienić. Dla mnie nie jest ważne, aby sprzęt był najlepszy. Ma być odpowiednio dobrany do moich potrzeb.

 

Marcin Dobas

Fot. Marcin Dobas

 

Czy bezlusterkowce Olympusa okazały się tak samo pancerne jak lustrzanka E-1?

M.D.: Zdecydowanie tak, proszę wierzyć miałem okazję to sprawdzić w wielu sytuacjach… Odporność aparatu na czynniki zewnętrzne jest niezwykle ważna również z powodów psychologicznych. Gdy na przykład pada deszcz i widzimy świetne ujęcie mając przy sobie delikatny sprzęt, zastanowimy się sto razy, zanim go wyjmiemy - i w końcu raczej tego nie robimy. Mając jednak świadomość, że naszemu sprzętowi nic nie grozi, jesteśmy bardziej otwarci na fotografowanie w różnych warunkach.

 

Marcin Dobas

Fot. Marcin Dobas

 

Wyobraźmy sobie, że nie mógłbyś podróżować. Czy nadał zajmowałbyś się fotografią? Czy istnieją jeszcze inne gatunki twórczości, które Cię interesują?

M.D.: Pytanie jest źle postawione [śmiech]. Nawet fotografowanie pod domem ma w sobie elementy fotografii podróżniczej. Gdybym nie mógł podróżować, na pewno cały czas zajmował bym się podobną fotografią, jaką się zajmuję do tej pory. Być może nie w Himalajach, a w Tatrach lub Kampinoskim Parku, być może nie papugi ale szpaki - ale na pewno zdjęcia byłyby podobne.

Natomiast pytanie czy zajmowałbym się podróżami, gdybym nie mógł ze sobą zabrać aparatu:)? Szczerze powiedziawszy - nie wiem. Chyba nie! Na pewno nie byłoby to przyjemne i sytuacja, w której widzę coś ciekawego i pięknego, a nie mogę tego utrwalić na zdjęciu byłaby mocno irytująca. Mam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie:)

Gdzie planujesz kolejną podróż?

M.D.: Do końca listopada odwiedzę Norwegię, Islandię i Nepal.

Czyja twórczość fotograficzna jest dla Ciebie inspiracją?

M.D.: Oj, tych ludzi jest masa. Nieustająco śledzę poczynania fotografów przyrody, publikujących w takich magazynach jak GEO, National Geographic czy Terre Sauvage. Zdjęcia nagradzane na konkursach takich jak Wildlife Photographer of the Year też często inspirują. Drugą grupą fotografów, którą obserwuję i staram się od nich uczyć, są fotografowie podwodni - David Doubilet, Tobias Friedrich, Alex Mustard.

Nieustająco podpatruję technikę innych, analizuję ich zdjęcia, szukam ciekawych tematów, miejsc czy sposobu w jaki coś pokazują. Świetnym miejscem jest choćby strona http://natgeocreative.com, gdzie można przejrzeć i kupić zdjęcia najlepszych fotografów NG. Najbardziej inspirująca jest właśnie ta grupa "starych wyjadaczy" z National Geographic z Paulem Nicklenem na czele. Poznałem go na Svalbardzie, bardzo dużo się od niego nauczyłem i wciąż zaskakuje mnie nowymi dobrymi fotografiami. Dzięki niemu bardzo zmieniło się moje podejście do fotografii. Na pewno jest dla mnie największą inspiracją.

 

Marcin Dobas

Fot. Marcin Dobas

 

 

 

Strona 4


Podróżujesz do najpiękniejszych i najbardziej dzikich regionów świata, gdzie uprawiasz sporty ekstremalne, fotografujesz, a Twoje zdjęcia otrzymują liczne międzynarodowe nagrody, publikowane są w prestiżowych magazynach. Znakomita większość miłośników fotografii marzy o takim życiu. Jak to Ci się udało?

M.D.: Recepta jest prosta. Pasja, upór i dłuuuuuuuga praca.

Fotografia i podróże to coś, co kocham. Według mnie, aby coś móc osiągnąć w danej dziedzinie, musi nam to sprawiać przyjemność. Jeśli sprawia, to już jesteśmy na dobrej drodze. Jeśli zajmujemy się czymś, co nas pasjonuje i sprawia nam radość i przyjemność, chętnie będziemy pogłębiać swoją wiedzę, swój warsztat i dążyć do samodoskonalenia. Tak jest w przypadku mojej fotografii. Uwielbiam tę robotę, uwielbiam pracę w terenie z aparatem i mam na tym punkcie zdecydowanego fioła.

Wspomniałem też o uporze i długiej pracy. Od wielu, wielu lat wiem, że chcę podróżować i fotografować i uparcie do tego dążę. Staram się znajdować nowe kontakty, sprzedawać zdjęcia, aby móc zainwestować  w kolejny wyjazd. Poszerzać swój warsztat itd. Nawet jeśli jakieś marzenie jest totalnie nierealne - a takim na przykład jest praca dla waszyngtońskiego National Geographic, to robię wszystko co mogę, aby do tego dojść. Nawet jeśli się nie uda, to przynajmniej mam zajęcie i króliczka do gonienia [śmiech].

Oczywiście są momenty kiedy człowiek ma ochotę wszystko rzucić w cholerę i zacząć się zajmować czymś innym. Najważniejsze, to się nie zrażać i wyciągać wnioski z porażek - w końcu przyjdą też chwile, gdy jakaś publikacja czy wygrana w konkursie da znów wiatr w skrzydła.

 

Marcin Dobas

Fot. Marcin Dobas

 

Które momenty są takimi, w których chcesz zrezygnować?

M.D.: Wtedy, kiedy na przykład wracam bez zdjęcia, które chciałem zrobić. Kiedy w redakcji zmienia się ostateczny skład czasopisma i akurat moje fotografie wylatują. Gdy oglądam wyniki konkursów i moje zdjęcie nie zajmują planowanego miejsca… Najważniejsze jednak jest, aby się nie zrażać, próbować dalej. Porażki są wpisane w nasze życie i niezbędne do osiągnięcia sukcesu i realizacji swoich marzeń.


Podróże, sport, bycie przewodnikiem to wyczerpujące zajęcia - w jaki sposób odpoczywasz?
 

M.D.: Może to głupio zabrzmi, ale odpoczywam właśnie w terenie. Ostatnio sportem numer jeden jest dla mnie nurkowanie, podczas którego też można się wyciszyć i odpocząć. Stan nieważkości, cisza, słyszysz jedynie swój oddech... Jak dorzucimy do tego aparat fotograficzny i bogactwo podwodnego życia znane z filmów ANIMAL PLANET to chyba nie ma lepszego miejsca aby odpocząć:)

Bardziej mnie męczy siedzenie w domu albo monotonne dłubanie w Lightroomie. Wolę wolność, jaką daje fotografowanie i podróż. Tak więc można powiedzieć, że bardziej wyczerpujące jest czekanie na moment, kiedy będąc wreszcie spakowanym można ruszyć w podróż. A odpoczywam mając możliwość fotografowania.

 

Marcin Dobas

Fot. Marcin Dobas

 

Jaką rolę w Twoich fotografiach odgrywa obróbka?

M.D.: Fotografia cyfrowa dała fotografom potężne narzędzie w postaci cyfrowej ciemni, gdzie mogą sami przeprowadzać proces wywołania zdjęć, a nie jak kiedyś stać nad laborantem i dawać mu wskazówki, co jak i gdzie.

Wywołuję pliki RAW zgodnie z zasadami fotografii prasowej i przyrodniczej: poprawiam ekspozycję, balans bieli, nasycenie kolorów. Najwięcej czasu zajmuje jednak opisywanie zdjęć – chętnie to zadanie przekazałbym komuś innemu - szczególne gdy opisy, słowa kluczowe piszę po angielsku, który nie jest moim ojczystym językiem.

Czy masz miejsce, do którego zawsze wracasz?
 

M.D.:  Dom [śmiech]. Każda podróż zaczyna się i kończy w tym samym miejscu, więc na pewno takie miejsce jest tutaj. Jest też kilka miejsc, w których mógłbym mieszkać,  i do których po dłuższej nieobecności mnie ciągnie. Jednym z miejsc, za którym bardzo szybko zaczynam tęsknić jest Islandia. Mały kraj o powierzchni 1/3 Polski, bogaty w zróżnicowane krajobrazy, dziki i mało przeobrażony  przez człowieka.

 

Marcin Dobas

Fot. Marcin Dobas

 


Twoje marzenia, plany?

M.D.: Planów zawsze jest więcej niż możliwości... Mam kilka miejsc, do których od paru  lat się przymierzam – chciałbym je odwiedzić i zrealizować kilka tematów. Ciągle coś nie wychodzi, więc pomysłów przybywa więcej niż ubywa tych już zrealizowanych. W niedalekiej przyszłości chcę zacząć kurs paralotniarski, aby za kilka lat móc swobodnie fotografować z powietrza. Część planów pewnie uda się zrealizować, części pewnie nigdy.  Obecnie największym marzeniem jest Antarktyda.

Dziękujemy za rozmowę.

 

Marcin Dobas

Fot. Marcin Dobas

Marcin  Dobas: www.dobas.art.pl



www.swiatobrazu.pl