Street Photo z Olympus PEN: Fotografia uliczna - budujemy cykl

Street Photo z Olympus PEN: Fotografia uliczna - budujemy cykl

Fotografia uliczna, choć spontaniczna, rządzi się swoimi prawami. Tutaj wybór kilkunastu fotografii tworzących spójny zestaw oznacza odrzucenie tysięcy innych kadrów, do których fotograf ma często bardzo sentymentalny, osobisty stosunek.





Fotografia hurtowa


Czytaj także:
Fotografia uliczna - pierwsze kroki
Fotografia uliczna - praktyka
Fotografia uliczna - aspekty prawne
Fotografia uliczna - krok w przyszłość

Fotografia uliczna to gatunek wymagający częstego wciskania spustu migawki. Wspomniana już wcześniej maksyma Winogranda "Fotografuję, by zobaczyć jak świat wygląda sfotografowany" może być odczytywana oczywiście na wielu płaszczyznach. Z pewnością jednak można interpretować ją także w ten sposób, że pracujący na ulicy fotograf dopiero oglądając stykówki (dawniej) albo miniatury zdjęć na ekranie komputera (współcześnie) dostrzega co tak naprawdę udało mu się uwiecznić. Wynika to przede wszystkim z dynamiki zdarzeń "na ulicy". Fotograf pracuje tam bardzo impulsywnie.

Reklama

Choć na pierwszy rzut oka mogłoby się tak wydawać, gatunek ten nie polega na ustawieniu w aparacie trybu ciągłego, skierowania obiektywu na dowolną grupę ludzi i przytrzymaniu spustu migawki. Fotografowanie na ulicy wymaga spostrzegawczości i wyszukiwania "decydujących momentów". Co zrobić, gdy już dostrzeże się taki moment? Skadrować, wykonać serię kilku zdjęć i obserwować scenę tak długo, aż rozpłynie się w potoku innych zdarzeń. Ta metoda pracy wynika z nieprzewidywalności fotografowanych sytuacji. Bardzo często trudno nam będzie określić, czy np. idący w tłumie smutnych ludzi klown (który już sam w sobie jest wdzięcznym tematem na zdjęcie) nie potknie się zaraz albo nie zapali zdenerwowany papierosa. W takich sytuacjach nie warto tracić czasu na odstawianie aparatu od oka.


Oczywiście taka metoda pracy generuje zatrważającą ilość fotografii, z którymi trzeba coś zrobić. Dość powiedzieć, że wspomniany już Garry Winogrand w momencie swojej dość wczesnej śmierci zostawił po sobie 2500 niewywołanych, a już naświetlonych rolek. Do tego 9500 rolek już wywołanych, ale nieprzejrzanych (do większości z nich brakowało stykówek). Łącznie to około 430 tysięcy fotografii, których Winogrand nie miał szansy zobaczyć. A trzeba wiedzieć, że ta ilość to zaledwie niewielki wycinek jego fotograficznego dorobku liczonego najpewniej w milionach zdjęć.

Rzecz jasna w dobie aparatów cyfrowych i coraz bardziej pojemnych kart pamięci, ograniczeń w tej kwestii właściwie nie ma. Ograniczeń technicznych, bo te związane ze zdrowym rozsądkiem pozostają bez względu na to, czy fotografujemy na kliszach czy aparatem cyfrowym. Dobrym ćwiczeniem umiaru jest zaopatrzenie swojego aparatu w malutką kartę pamięci, na której mieści się na przykład 50 zdjęć. Wyjście z taką kartą na ulicę jest świetną szkołą tego, jak selekcjonować obserwowane wydarzenia i kiedy tak naprawdę wciskać spust migawki.


Autor: Filip Springer



1 2 3 4 5



Oceny artykułu: 100% 0% ocen: 1

Czytaj także



Komentarze Użytkowników

Niezalogowanych Użytkowników prosimy o zalogowanie się przed dodaniem komentarza.



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu i w żaden sposób nie odzwierciedlają poglądów prezentowanych przez właścicieli i administratorów SwiatObrazu.pl. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.




Najnowsze fotografie

MAMO KUPUJEMY ? MUSTANG - 1965r. Siklawice Szmaragdowe wody cd Szmaragdowe wody Wodne ścieżki w Gdańsku,